19 września 2016

Rivia


Rivia jest czteroletnim folblutem, koniem pełnej krwi angielskiej. Trafiła do nas po krótkim i chyba średnio udanym epizodzie na wrocławskich Partynicach.

Ścigać się już nie będzie. No chyba, że po łące z Dylanką, bo szczęśliwym zrządeniem losu od początku przypadły sobie do gustu.




Folblut... no tak. Kto by pomyślał.

PS. Przyszła jesień.

9 sierpnia 2016

Rudolf

Od dziś jest z nami Rudolf. Rudy jest szetlandem nn i wygrał casting na przyjaciela dla Benka. Jest tradycyjnie okropnie zapasionym i dość rozpuszczonym szetlandem (robił za atrakcję przypałacowego parku jednego z hoteli), ale myślę że niezwykle bujne, urodzajne łąki orzechowickie, jak również pobyt na naszym paradise paddocku, na którym żeby przeżyć trzeba się jednak trochę poruszać, dość szybko to zmienią.

22 lipca 2016

Był sobie nasz Koziołek...


... i nie ma już sobie naszego Koziołka. Strzał słyszałem, niedaleko. Dotarł jeszcze jakoś do naszego ogrodu. Widać tu czuł się bezpiecznie.

Pożegnaliśmy go w lesie.






14 lipca 2016

***

Dzień dobry.

Pada dzisiaj, leje mocno, jak dawno nie lało.

Wiosna poszła, lato mija. Jeszcze z dwa tygodnie i żniwa będą. Co bardziej wyrywni zresztą już skosili (pomógł roundup) i w okolicy zaczyna się robić... jesiennie. Bo po żniwach to już jesień. Dni krótsze, wszystko zamiera, cisza na łąkach i polach. Po wszystkim. Napisałem kilka postów, ale wszystkie zostały skasowane, bo mi się jakieś głupie wydawały. Więc wrzucam zdjęcia i treść bez sensu, ale i bez zobowiązań.


Po sianokosach. Siano w większości kupiliśmy. Chcecie znać prozaiczną prawdę o życiu rolnika? Jeśli nie macie swojej łąki, którą i tak trzeba skosić żeby dostać dopłaty (najlepiej z 50 ha) i w całości swojego sprzętu (i nie chodzi o zdychające C360), to najtańszym sposobem pozyskania siana jest zakup. Obawiam się zresztą, że prawda ta w rolnictwie nie dotyczy tylko siana, ale poudawajmy sobie, że jest inaczej. Liczyłem i praktykowałem to już na różne sposoby, w tym roku akcja sianokosy trwała jakieś cztery godziny i jestem z tego powodu szczęśliwy.


Krowa zdobywca

Koziołek - stały gość. Zamieszkał sobie wokół domu, w okolicy. Śpi zwinięty w kulkę koło desek , albo w ogrodzie. Szkodnikiem jest złym, bo zjada drzewka w sadzie i ogród demoluje. Ale zadomowił się na podwórku i jak tu takiego wygonić? Nie ma kawałka ucha, stąd wiem, że to ciągle ten sam. Ma jeszcze dwóch kolegów, ale te nie są tak ufne i trzymają się raczej nieco dalej, na pastwiskach.




Benek - wieczny pacjent. Rzepka kolanowa mimo zabiegów i operacji jak wypadała - tak wypada. I tak już zostanie, bo oprócz komórek macierzystych (!) nic nam nie pozostało. Ale Benek łazi po pastwiskach i padokach i wydaje się tym specjalnie nie przejmować. Został połączony z resztą koni - póki co trzyma się i tak z boku i nikomu nie wadzi. A z resztą bandy chadzamy na spacery: ciekawych rzeczy można się o sobie dowiedzieć. 

Z innych ciekawostek:
  • moje Subaru poszło pod młotek. Najpierw skończył się silnik. Szczęście w nieszczęściu, że akurat na placu u mechanika. A potem zdarzyła się rzecz dziwna: aż z Bielska - Białej przyjechał klient twierdząc, że kupuje je od razu w stanie, w jakim jest. Bez marudzenia, bez negocjowania ceny, bez a panie ale tu jest obite i sam lakiernik to mie będzie ze trzy stówki kosztował. Nie. Przyjechał, zapłacił i zabrał. 
  • Ponoć mamy nowego sąsiada. Nie widziałem gościa na oczy (w ogóle mało kto go widział), ale kupił od T. ziemię, tuż przed nastaniem dobrej zmiany i chce, jak wieść wiejska niesie, dom budwać koło piaskowni. Mam tylko nadzieję, że nie taki górolski, z bali, hej!. Choć obserwując okoliczne budowy dawno straciłem wiarę w ludzkie poczucie estetyki, a zapisy w miejscowym planie o tym, że architektura powinna nawiązywać do stylu regionalnego można sobie wsadzić... no, wiadomo gdzie. Interpretacja pewnie jest taka, że styl regionalny to przecież jest. A że z Podhala...
  • Nowa knajpa jest w okolicy. To stary młyn nad Kaczawą, przy drodze ze Złotoryi do Jeleniej Góry, w Sędziszowej, tuż przed Świerzawą. Nie, to nie jest tekst sponsorowany. Po prostu w okolicy nie ma gdzie zjeść; być może wreszcie będzie, więc polecam uwadze: http://www.mlynwielislaw.pl/ . Kuchnia nie dla mnie, ale ludzie gusta mają różne. A po drugie, trochę kibicuje tego typu inwestycjom: w końcu pięć lat temu (tak tak, to już pięć lat) też kupiliśmy tu dom mając ambitne plany na przyszłość.

Nie wiem co jeszcze. Bo pada dzisiaj, leje mocno, jak dawno nie lało.

Do widzenia.

PS. Acha. No tak. Skasowałem Facebooka. Nie ma i nie będzie. Wywaliłem przez okno.

7 kwietnia 2016

Takie zwierze

Przywieźliśmy kilka dni temu. NN. Stała sobie na łańcuchu.

Bardzo miłe zwierze.







24 stycznia 2016

Odwilż

Była zima. Już nie ma. Poszła sobie. To znaczy jeszcze kona, agonia jednak nie potrwa już długo, bo lać ma. Lać mają deszcze. Nie żeby mi to przeszkadzało, bo wody w stawie jak na lekarstwo. 

Noca temperatura spadała do kilkunastu stopni poniżej zera, a tu w dwanaście godzin zrobiło się sporo na plusie. Swoją drogą, trzeba będzie zainwestować w jakąś osłonę antyradiacyjną czujnika, bo fabryczna jest, jak widać na załączonym obrazku, raczej słaba. Wystarczy, że słoneczko zaświeci i według czujnika z Syberii robią się nam środkowe Włochy. Obawiam się, że latem może mu się wydawać, że wyemigrował do Arabii Saudyjskiej. Osłony ponoć robi się takowe z doniczkowych podstawek plastikowych. 


Zaczęśliśmy remont drugiego pokoju gościnnego. Jak on już będzie, to tylko korytarz jeden i drugi i można będzie chyba gości jakiś przyjąć pierwszych oficjalnie. Zobaczymy.

Na okoliczność remontu sprawiłem sobie ognisko. I to nie byle jakie, bo z 5 metrów płomienie miały. Przy dwunastostopniowym mrozie całkiem niezła możliwość złapania przeziębienia. Udało się jakoś bez.

No ale coś trzeba było zrobić z deskami ze stropu. Takimi deskami, co to całe są w glinie z piaskiem i mają przyczepione miliony gwoździków i drucików, których trzymała się słomiana mata. Której się tynk trzymał. 

Tak, jeszcze rok czy dwa temu pewnie bym te deski zachował. Poukładał, potem czyścił, potem wyciągał gwoździki. A teraz urządziłem w ogrodzie wielką stertę i wziąłem kanister z benzyną. Dość zbierania śmieci.

Ładnie się paliło i długo dość.


Ale deski to nie wszystko. Trzy przyczepy śmiecia wywiozłem. Skarbów nie odnotowałem. Jak ktoś chce jeszcze przeszukać, to leży za stawem. Tam droga ma być, to takie śmiecie w sam raz na początek.




Paskudy końskie już z nowego paśnika korzystają. Bez specjalnego przekonania, ale wyjścia innego nie ma. Siano przywieźliśmy w największy śnieg i po godzinie walki z żywiołem okazało się, że jednak trzeba będzie wziąć koparkę i trochę teren podrównać. 


A to jeszcze na koniec kot Tymczasowy. To znaczy, miał być tymczasowy, nazywa się Tymczas. Ma się dobrze. A po tymczasowości imię mu tylko pozostało.


Koniec.



3 stycznia 2016

2015

Złośliwi pewnie stwierdzą, że z blogiem, wszak formą internetową pamiętnika, przeszedłem na system roczny - jeden wpis na rok. Coś jest na rzeczy. W każdym razie zmiana tej jednej cyferki skłania do podsumowań. W 2015 szału nie było, ale cóż - raz lepiej, raz gorzej. Krótkie podsumowanie tego, co działo się wokół domu w ubiegłym roku.