22 marca 2011

Kaczawska knajpa morderców

Nieważny groźny grymas na gębie
Mordercy mają serca gołębie
Band armii, gangów i czarnych sotni
Wczoraj rycerze dziś - bezrobotni
"Knajpa Morderców", S. Staszewski, fragment

W Rząśniku, na jednym z domów, będący dawnym komisariatem MO (Staffa M., SGTS 7) widnieje tablica poświęcona Władysławowi Jarzęckiemu, ówczesnemu komendatnowi MO "Rejonu Rząśnik", który "zginął śmiercią bohater od bandyckich kul w obronie ładu i porządku mieszkańców". Miało to miejsce 30 września 1950 roku, czyli w czasach, w których z jednej strony "władza ludowa" nie była jeszcze mocno na tych ziemiach utrwalona, a z drugiej trwał stalinowski terror.



O Czarnym Janku w sieci znaleźć można sporo, więc nie będę przytaczał po raz kolejny jego historii. W skrócie: po II wojnie światowej na tereny Ziem Zachodnich trafiali bardzo różni ludzie. Część z nich dlatego, że na wschodzie stracili swoje domy, część dlatego, że nie było gdzie wracać. A część dlatego, że administracja nie działała tu jeszcze sprawnie i łatwo było ukryć swoją tożsamość, a może i wcześniejsze wykroczenia. Do takich osób należał chyba właśnie Jan Bogdziewicz (to tylko jedna z jego tożsamości). Biografia jego została szczegółowo omówiona gdzie indziej (odsyłam do publikacji Roberta Klementowskiego w ramach "Wleńskich spotkań z historią"). Z przekazów archiwalnych (jak i relacji okolicznej ludności) wyłania się dość niespójny obraz tej postaci.

"Czarny Janek" miał jedną ze swoich kryjówek w rejonie Ostrzycy. Na pogranicze powiatów złotoryjskiego i lwóweckiego przybył tuż po II wojnie światowej. Mieszkał krótko w Lwówku, potem w Czaplach. Przez "władze ludową" był poszukiwany za bliżej nieokreślone wykroczenia (przestępstwa?), których dopuścił się przed i w trakcie wojny na terenie rodzinnej białostoczczyzny. Nie wiemy do końca, na ile ową "działalność zbrodniczą" stanowił sam fakt przynależności do AKowskiej partyzantki. Gdy okazało się, że władza wytropiła jego przeszłość w "dawnej Polsce", postanowił przejść do podziemia i ukrywać się w okolicznych lasach i u mieszkańców. Środki do życia pozyskiwał z napadów na okoliczne sklepy i spółdzielnie. W ich trakcie deklarował, że środki potrzebne są do prowadzenia działalności przeciw władzy ludowej.

"Czarnego Janka" ujęto dopiero pod koniec maja 1952 roku w rejonie Ostrzycy. Został rozstrzelany 29 czerwca 1953 roku w więzieniu we Wrocławiu. Jego legenda żyła jednak dalej własnym życiem. Ponoć widziano go w Lwówku w latach 70.

Partyzant, idealista, czy pospolity rzezimieszek działający "na konto" postakowskich partyzantów, nie mający nic wspólnego z ich działalnością. Nie wiemy do dziś, na ile legenda Czarnego Janka była wytworem jego faktycznej działaności, a na ile propagandy władz, przedstawiającą go jako przywódcę zwykłej bandy rzezimieszków.

Czy tablicę można wiązac z działalnością właśnie "Czarnego Janka"? Wątpliwe, bo wśród skierowanych przeciw niemu zarzutów i wykroczeń Rząśnika akurat nie ma, choć okres działalności przypada na czasy "Czarnego Janka" właśnie. Na liście napadów jest za to Dłużcec, Bystrzyca, Czernica, Bełczyna, Proboszczowów, Lubomierz. Nie zmienia to faktu, że rejon Pogórza Kaczawskiego długo stanowił miejsce oporu "wrogiego elementu". Jeśli wiecie więcej - dajcie znać.

Więcej Czarnym Janku
PS. A skąd "Knajpa morderców"? To tytuł jednego z utworów stworzonych przez Stanisława Staszewskiego, a śpiewanych przez jego syna, zwanego Kazikiem. Opowiada o pokoleniu młodych ludzi, dla których w walka w podziemiu w trakcie II wojny światowej stanowiła esencję życia, a później trudno było im się odnaleźć w nowej, bezwojennej rzeczywistości.

11 komentarzy:

  1. Jak się mało wie, to lepiej nie opisywać. Trudno zapoznać się z historią i legendami ziemi, na której mimo chęci, zawsze będzie się obcym. Czarny Janek nie pochodził z Podlasia ;) podszywał się pod działalność podziemną, a był zwyczajnym bandziorem. Za zabicie Komendanta Posterunku został rozliczony członek jego bandy. Do zabójstwa doszło z przyczyn o których wiedzą miejscowi. Jarzęcki ze swoim zastepcą urządził zasadzkę na drodze do Proboszczowa, w rejonie mostku przy krzyżówce Proboszczów - Sokołowiec . Zatrzymali tam jednego członka tej bandy. Jarzęckiemu chodziło o ujawnienie schowku niemieckiego w rejonie Ostrzycy itd. W zemście wieczorem zastukano do drzwi Komisariatu i przez Judasza oddano strzał do Jarzęcekiego.. To tak pobieżnie. Wiele rzeczy tu opisywanych jest bardzo naciąganych i niespójnych. No ale jak ktoś lubi fantazje , to niech sobie tworzy. A wystarczy wcześniej zapoznać się dokładnie z tematem na który chce się coś napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źródła informacji podane są na końcu tekstu. Są mniej więcej zgodne z tym, co w powyższym komentarzu jak i w tekście. Co do bycia obcym czy swoim - myślę, że to kwestia indywidualnego poczucia, identyfikacji, względnie akceptacji przez zbiorowość a nie tego, czy zna się wiejskie opowieści, choćby były prawdziwe. Zwłaszcza tu, gdzie jeszcze nie tak dawno wszyscy byli obcy. Prawie wszyscy. PS. Uważam, że jeśli się wie mało, to i tak pisać warto.

      Usuń
  2. Sorry, jeżeli uraziłem tym "obcym" ale nie miałem nic negatywnego na myśli. W tym regionie, w zależności też od miejscowości, nowi mieszkańcy chociaż akceptowani przez wiele lat traktowani są jako "obcy" dopiero ich dzieci maja inaczej ;) w wielu przykładach można zauważyć że mówi się Andrzej od.. i tu pada nazwisko starego mieszkańca u którego ten Andrzej się ożenił, ewentualnie normalnie po nazwisku jako już sasiad, ale z domieszką co jakiś czas dającą do zrozumienia że jesteś obcy.
    Dobrze jest jak ktos postronny patrzy na swoje nowe "gniazdo" z chęcią poznania jego przeszłości, nie należy jednak podawać pewnej dozy drwiny, bo to kiedyś się odwróci przeciwko. Jak widzę po opisach , miejscowi nie do końca podają szczegóły, omijają fakty, lub nie znają ich, a tworza bajki. Widać też że pewne szczątkowe dane jednak pokazuja. Co do tutejszych "legend" o skarbach itd. to ma to przełożenie na pewne fakty oparte na autentyczności. W Pałacu w Rzasniku Niemcy zorganizowali punkt gromadzenia depozytów wartościowych okolicznych i dalszych mieszkańców. Depozyt złożył też minister rzeszy pochodzący z niedalekich Twardocic. Depozyt ten został schowany i do dzisiaj nie odnaleziony. Rosjanie stacjonowali przez dłuższy czas w okolicy i szukali jednak nic z tego nie wyszło, została tylko nazwa "Ruski Las" Legenda o tunelu, czy raczej kolejce podziemnej z pałacu w kierunku starego Zamku na Midwaldzie w pewien sposób można uznać za prawdziwą, potwierdza to kilka zdarzeń, ale to legenda ;) Innym aspektem jest zamieszkanie w Sędziszowej Klosego, oficera Policji z Wrocławia, organizatora transportu depozytu wrocławskiego. Odnalezienie na tym terenie eksponatów z byłego muzeum "bitwy kaczawskiej" które to eksponaty znalazły się w prywatnych kolekcjach. Starodruki z tego muzeum próbował w Osolineum sprzedać jeden z mieszkańców Rząśnika, proszony o taką przysługę. Wiadomo też że region ten w pewien sposób kiedyż był rozpatrywany jako ewentualne miejsce gdzie znajduje się tzw. "szczelina" kto wie co to jest ten zna szczegóły. Były odnalezione schowki ze starą porcelaną w pałacu dolnym Sokołowiec, itd. broń i dokumenty na górnym Sokołowcu i wiele innych drobnych schowków. Co do znęcania się nad mieszkańcami pochodzenia Niemieckiego to nie tylko wojsko i milicja tym się trudniła, wielu, bardzo wielu mieszkańców którzy tu się osiedlili zaraz w 1945 r na własną rękę znęcało się nad niemcami, rabowali ich, szabrowali a zdobyte rzeczy transportowali koleją jak i innym transportem w region Radomska, Wielgomłyn i w krakowskie. W pewien sposób zostało to zahamowane po osiedleniu się repatriantów po 1946r . W tym czasie do MO wstępowali szabrownicy z centralnej Polski dla ułatwienia swojego procederu. Np. poszukaj danych dlaczego zginął jeden z pierwszych szefów Gromady Rząśnik, który znęcał się nad Niemcami, a wyjechał do Niemiec i tam zginął na budowie . To o nim był ten opis z twojego tłumaczenia. W okolicy w czasach Niemieckich była wioska zwana Polską wsią, po wojnach Napoleońskich osiedlili się tam żołnierze Polscy, po 1945 r ich potomków jako Niemców wysiedlono, zostało jednak wielu autochtonów o Polskich nazwiskach którzy służyli na ubotach niemieckich, czy w Lotnictwie. Dla wielu tych z centrali to dalej szwaby, strażnicy itd. Chaotycznie Ci to wszystko podaję, ale sam ocenisz co dalej. Np. kto rozebrał stary zamek w lasach za Midwaldem, itd. Ciężko Ci bedzie w tej "gumowej wsi" jak to wielu z innych wiosek Rząśnik nazywało. Dziwię się że niewiarygodnie podchodzisz do miejscowych legend. Pochodzisz z Lubuskiego, kiedyś tam szukałem obraz Canaletta i znalazłem w wiejskim kościółku, czy też pewne rzeczy sprawdzałem w Pałacu w Słońsku, tam też były tylko legendy ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że mnie nie bardzo interesują skarby, szczeliny jeleniogórskie, rewelacje Klosego i podziemne tunele (chyba, że te pogórnicze), a wszystkim wokół się wydaje, że muszą albo przynajmniej powinny. Nie twierdzę, że nikt niczego nigdzie nie schował, ale bardzo często opowieści te funkcjonują na zasadzie miejskiej legendy z widocznymi doskonale wszystkimi jej cechami, czego ci, którzy informacje te opowiadają w ogóle nie zauważają. Czasem ktoś przychodzi z "tajną mapą", czyli kserówką Messtischblatta (święcie przekonany, że to towar unikatowy) i pokazuje w podnieceniu zakreskowany obszar zabudowań mówiąc, że tak Niemcy oznaczali podziemia i tunele...

      Usuń
  3. Masz rację. Podając te dane nawiązałem do twojej wypowiedzi o tworzeniu się legend. Fakty pomieszane z "opowieściami szidikura) są takim kolorytem każdej miejscowości. Poznając jakie są legendy i jak się je opowiada, poznajesz miejscowość i jej ludność. Proponuję odwiedzenie Wojcieszowa i zwiedzenie małych, dużych, odkrytych i nie odkrytych jaskiń, gdzie oprócz ich naturalnego piękna, można też zobaczyć przyrodnicze ciekawostki. Szkoda tylko że większość tych jaskiń, jeszcze nie spenetrowanych ulega zniszczeniu podczas wydobycia wapienia. Nie szukam skarbów, szukam potwierdzenia pewnych faktów, zdarzeń, okoliczności. Oraz Ludzi i ich losów, ale to już praca. Pozdrawiam i życzę zadowolenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojcieszów znam, temat Połomu i okolic też, smutne, ale mam wrażenie, że w Wojcieszowie jakoś od lat nie ma klimatu (gminnego) na ruszenie tematu w inny sposób niż przerabianie jednego z najcenniejszych (przyrodniczo i potencjalnie turystycznie) skarbów dolnośląskich na białą mączkę. Nie moja gmina zresztą :). Do różnych miejscowych rewelacji podchodzę po prostu bardzo sceptycznie, zwłaszcza, jeśli ociera się to o słowo "skarb", a ociera się bardzo często. Może niektóre opisy wiejskiego życia na blogu przedstawiają mieszkańców w sposób nieco drwiący, ale po pierwsze "taka konwencja", po drugie - oni też uważają mnie w większości przypadków za niegroźnego idiotę, co jakieś tam starocie zbiera, a zamiast porządnego remontu to coś tam na ścianach z błota lepi. Generalnie mało kto bierze na powaznie to czym się zajmuję (i nie chodzi o remont domu), zdaje się zresztą, że nasze branże są dośc zbliżone, o ile dobrze kojarzę. Pozdrawiam, Przemek

      Usuń
  4. Nie przejmuj się, taka to już wioska. Dziwna nawet, na tle okolicznych, ale to jej koloryt. Tak nazwa skarb jest nie na miejscu, w stosunku do tego co nas interesuje. Ale na tle takich własnie opowieści, można wywnioskować o kolorycie miejscowości i o jej mieszkańcach. W okolicy Jest wiele ciekawych miejsc, nie są one jednak "sprzedawane" Wojcieszów pod pewnymi względami jest podobny do Rząśnika. Kamyki wojcieszowskie to jedyne miejsce zatrudnienia dla mieszkańców tego miasteczka, nie jest to gmina tylko samo miasto. Po odejściu od Jeleniej Góry, a właściwie po wyrwaniu z jeleniogórskiego, wszystko powoli upada. Złotoryja nie jest dostatecznie zasobna by móc cały ten powiat postawić na nogi, samodzielnie zaś każda miejscowość to taka sobie manufaktura. Nie martw się tym że dziwią się że odtwarzasz tak jak to było dawniej, grunt by nie przeszkadzali. Teoretycznie na tym terenie staroci już prawie nie ma, trzeba dobrze szukać, chociaż dla wielu złom to nie staroć. Wiele cennych rzeczy zostało zniszczonych, wiele wywiezionych z szabrem do tzw. centralnej polski. Pozostały jeszcze gdzieniegdzie stare żeliwne obudowy, rusztowania maszyn z odlewni w Sokołowcu, ale to już sporadyczne rzeczy. Po lasach duzo militariów można jeszcze znaleźć, ale to już chyba końcówka. Kiedyś jeszcze można było spotkać resztki z umeblowania Pałacowego z Grodźca, Nowego Kościoła, czy nawet Rząśnika, ale handlarze wyzbierali wiele rzeczy, Typowy sprzęt i meble miejscowe też wywieziono . Ale jeszcze jest co nieco ;) Z tego jak kojarzę ten teren to dom chyba kupiłeś po Bilskich ? ale nie jestem pewny. W Orzechowicach nie byłem już prawie 20 lat. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie po Bilskich, oni są tam, gdzie byli :). Co do staroci - jest jeszcze sporo, choć to nie to samo, co kiedyś, mnie zresztą bardziej niż wyposażenie pałaców interesują dawne wnętrza wiejskich chat, a z tym jest w sumie problem. A co do złomu - to tam też bywa, że cos ciekawego znajdę. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Czarny Janek reaktywacja, co Wy na to? http://www.prw.pl/articles/view/31611/bandyta-czy-moze-partyzant-

    OdpowiedzUsuń
  6. Bogdziewicz to zwykły bandyta i rzezimieszek zza Buga,rusek,o czym świadczy samo nazwisko "-wicz".Podobne końcówki:Mickiewicz,Rodowicz.To są litewskie nazwiska,a nie polskie... O czym mowa,heh!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ty głupi jesteś człowieku
      Mickiewicz Rodowicz nie polacy
      cymbał

      Usuń