24 marca 2011

Wie pan... czyli o wsi spokojnej, wsi wesołej.

Ostatniej jesieni. Dzień słoneczny, ciepły, przyjemny. Może to późne lato jeszcze. Indian summer.

- Halo? Dzień dobry. No mamy dla pana dom w ofercie... Taki, jak pan chce: na wsi, stary, klasyk, wie pan, regionalna architektura... perełka wręcz, wie pan... To dla pana tylko tak, bo tak, to wie pan, no, tego... Nie, nie drogo. Okazja, wie pan, szybka decyzja będzie potrzebna. Właściciel, wie pan, pieniędzy potrzebuje. Ale jak pan zobaczy, to pan się zastanawiać nawet nie będzie, wie pan... Nie, zdjęć nie mam, wie pan, to nowe w ofercie... Ale spokojnie, zdjęcia nie potrzebne, mówię panu, wie pan, nie pożałuje pan... To jak, o 16..? OK. Do zobaczenia.

Wjeżdżam na podwórko. Przede mną stoi dom, na oko lata 30 XX wieku. Prosta, ceglana bryła. Równie dobrze mógłby stać w Puszczy Drawskiej, pod Miliczem, na Wyspie Wolin, jak i tutaj. Ot, ceglany, wiejski dom.
Pan oprowadzacz, ten z biura nieruchomości, staje przede mną, podpiera się pod boki. Obok właściciel, z miną taką, jakby miał na sprzedaż przynajmniej pałac.

- No, i jak? - pyta pan z biura z dumą. - O to chodziło, nie..? A wie pan - mówi konspiracyjnie, ściszonym głosem, żeby właściciel, co i tak słyszy, niby nie usłyszał - cena, to do sporej negocjacji...

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to obudowany plastikowym, białym sajdingiem ganek. Większość budynków mieszkalnych na naszym terenie nie miała czegoś takiego jak “ganek”. Może i to praktyczne z dzisiejszego punktu widzenia, bo jest gdzie buty zostawić, a zimą człowiek nie od razu na mróz wychodzi. Ale dokładnie takie funkcje spełniała w naszych domach obszerna sień, korytarz, z którego, najczęściej, można było przejść do części mieszkalnej, lub gospodarczej. Dobudowany ganek ma pewnie jakieś swoje zalety. Biały sajding pewnie też. No i spełnia “standardy”. Wszystko takie ładne, nowe, proste, czyste. Idziemy dalej.

Właściciel chyba zauważył moją konsternację, bo dodał pośpiesznie:
- A tośmy ze szwagrem robili. Spokojnie, solidna robota. Dłużej niż dom postoi. Szwagier to firmę ma w Niemczech, budowlaną, to troche materiałów przywiózł. Blachą kryte, solidna robota.

Gdyby ganku się pozbyć, nie będzie tragedii - myślę sobie. Wchodzimy do środka - tu było kiedyś oryginalne wejście. W miejscu, gdzie w mojej głowie, w moim wymarzonym domu (bez ganku) stoi piaskowcowy portal, z datą wykutą nad drzwiami, widze drzwi. I to nie byle jakie.

- Nowe - mówi właściciel z dumą. - antywłamaniowe. Gerda, proszę pana. Solidna blacha! To tylko tak wygląda jak jakieś drewno. 
Na potwierdzenie swojej tezy uderzył w drzwi końcówką buta. Drzwi wydały głuchy, blaszany dźwięk, jakby uderzyć czymś napełnioną po brzegi wannę z wodą. Jak w bunkrze. Taki dźwięk nie ma racji bytu w moim domu. Wchodzimy do kuchni. Nic specjalnego: lamperia na ścianach. Płyty węglowej dawno nie ma (“a to my rozebrali”). Pokoje na dole. Po remoncie! Pastelowe gładzie na ścianach. Na górze też. Nowe panele położone. “W tamtym roku to my tu robili ogrzewanie porządne, bo te piece, wie pan, były, poniemieckie, to do niczego się to nie nadawało. A tu, koło okna stał, tak dziwnie. Patrzę przez okno.

- O, a tu proszę pana, okna jakie porządne, nowe prawie, plastikowe! Sto lat będą służyć, dzieci po dzieciach! Okna to tu byli takie, że palca włożył między futrynę. Tośmy w tamtym roku na jesień jakoś wstawiali. Na ogrzewaniu, to my tak oszczędzili przez zimę potem, że na wiosnę to my pieniądze na płot mieli.

Fakt. Na płot nie zwróciłem uwagi. Betonowe bloczki, niegdyś powszechnie spotykane na cmentarzach, ponoć już są zakazane przez miejscowe plany zagospodarowania. Ci chyba zdążyli w ostatnim momencie. Wyglądam przez cudowne okno, patrzę na cudowny płot. 

Jeszcze strych. Tu trudno coś zepsuć. I wychodzimy.

- A działka jak ładnie zagospodarowana. Tu już nic nie trzeba robić, wie pan, wprowadzać się, mieszkać, cieszyć wiejskim życiem! 

Posępnie rozglądam się po okolicy. Trawa pod sznurek skoszona. Tujka, cyprysik. Lampki z ikei, na baterie słoneczne. Stanowisko do grilla. W rogu, w zaniedbanej części, zauważyłem resztki dawnego budynku gospodarczego. Murowany, z kamienia, dach już zawalony. I portal wejściowy. 1810. Obok miejsce po studni.  Piękne. 
- A to...? - Pytam, bo nie wiem co powiedzieć. Jak mogło do tego dojść, że w tym uplastikowionym świecie pozostało coś z tego dawnego, dla którego zdecydowałem się na dom na wsi. No i jakim prawem trawa nie jest skoszona do przepisowych dwudziestu milimietrów, tylko rosną piękne pokrzywy...
- A, to... wie pan... - pan z biura wydał się zakłopotany - no nie wszystko jest idealne. Trochę tu, wie pan, zostało do wyburzenia...
Z odsieczą przyszedł błyskawicznie właściciel.
- A bo my mieli to rozbierać na wiosnę teraz. Tam sporo opału jeszcze z tego stropu, a kamienie to by my wywieźli gdzieś. Tam, sąsiad chciał na gruz, a jak na Lubomierz jedzie, to tam mieszka ten, co tam napisali, że “gruz przyjmę”. Tylko to szwagier musi przyjechać, bo sam ja to tego nie dam rady. A bo to na kawałki trzeba pociąć, bo mie na przyczepkę nie wejdzie. Szwagier przyjedzie, to się wywiezie...


* * *

Sytuacja nie miała w rzeczywistości miejsca w takiej formie, jak została przedstawiona. To miks z kilku różnych wizyt, trochę w dodatku pokolorowany. Jak się okazuje, stwierdzenie "dom na wsi" dla większości (nawet dla osób pracujących w zawodzie związanym z nieruchomościami) oznacza co innego, niż dla mnie. Może dlatego, że jestem na wsi wychowany. Ale na wsi bez sajdingu, bez "dworków polskich" z kolumnami. Ot, wieś jak wieś, z brukowaną drogą, w domu z podwórkiem, ogrodem i sadem, z dachem krytym starą dachówką. 

4 komentarze:

  1. ja też na wsi chowana-w starym pięknym poniemieckim domu, gdzie w czasach mojego dzieciństwa nie było nic zmieniane od dziesiątków lat. Ale takich właścicieli-jak ten Wasz-wielu jest na wsi, niestety.Nie doceniają tego piękna, które mają i niszczą:(
    Ha, czy dobrze widzę?macie widok na Ostrzycę?

    OdpowiedzUsuń
  2. a ten portal z datą-skarb!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widok na Ostrzycę, jakby nie patrzeć :). Portal niestety nie nasz. Zdjęcie zrobione podczas prezentacji jednego z domów (przebiegała mniej więcej jak w tekście powyżej).

    OdpowiedzUsuń
  4. a szkoda,że nie Wasz.
    Ostrzyca to nasz już dawno zaplanowany pagór do wejścia,robiliśmy raz próbę,ale młody był dość młody wtedy i nie dane nam było (obudził się w złym humorze i z wejścia nici:( )

    OdpowiedzUsuń