28 lipca 2011

Dziura number two, czyli okno w łazience

Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Dzisiaj udało się osadzić drugie okno. Łatwo nie było, z założonych dwóch godzin na wykucie otworu zrobiły się dwa dni, trzeba też było ściągnąć ciężki sprzęt :).





Z ostatnim okienkiem, w przedpokoju / korytarzu poszło nadzwyczaj łatwo. Otwór był w zasadzie zastawiony starą skrzynką rozdzielczą, zamontowaną na piankę. Drugie zamurowane okno to większe wyzwanie - prawie pół metra ściany, zamurowanej żużlowymi bloczkami. Walki było co nie miara. Całośc zajełą okrągły dzionek, więc dopiero wieczorem dziura była gotowa. Rano wstawiłem ramę (jak ja kocham tą piankę...). Pozostało poczekać na wyschnięcie i wstawić skrzydło. Nie obędzie się bez murowania, bo przy wstawianiu bloczków przez poprzednią właścicielkę został zniszczony węgarek. Ale to już na późniejszym etapie (choć mam lekkie wyrzuty sumienia, że nie teraz). Najważniejsze, że jest okno, dziura zamknięta, i naturalne światło w łazience.

Zaczynamy. Najpierw dziura w środku, aby kafelkom nic się nie stało (choć specjalnie bym ich nie żałował).

Się wbiło i wyjść nie chce.

Widać światełko w tunelu. Pierwsza dziura na wylot, wielkości pięści.

Mały młot nie dał rady, więc sprowadziłem większego kolegę. Dzięki, Jacek!

Wieczorem dziura gotowa. Saba cały czas obserwowała, czy prace prowadzone są aby prawidłowo.

Gotowe. Jak pianka stwardnieje, wystarczy zawiesić skrzydło.

Czego się nauczyłem?
- gdy widzisz żużlowy bloczek, lepiej zastanów się dwa razy, czy rzeczywiście dziura w tym miejscu jest niezbędna;
- pomyśl raz jeszcze, gdy się okaże, że pod pierwszą warstwą bloczków znajduje się druga;
- efekty pracy dużym młotem udarowym są nie tylko widoczne, ale też odczuwalne następnego dnia. Przypadkowo spotkane osoby potraktują Cię jak alkoholika ("coś się rączki trzęsą...");
- pies nie przepada za odgłosem pracy szlifierki z założoną tarczą diamentową. Co ciekawe, cięcie metalu jest mu zupełnie obojętne;
- najbardziej uniwersalnym narzędziem jest siekera i łom (zwany również brechą). Serio.
- Pianka to zło. Zło.

6 komentarzy:

  1. Witamy i podziwiamy:)
    Widzę spore ilości płyt z piaskowca (którymi tradycyjnie wykładano podłogę sieni ,a dzisiaj zazwyczaj wędrują do ogrodu).Może warto sprawdzić, czy nie plączą się wśród nich fragmenty portalu, którego wyraźnie brakuje (może być też częścią dowolnego murku, fragmentem drogi, lub częścią zasobów handlarza- to częste zjawiska.
    Dbałość o powrót do stanu oryginalnego naprawdę godna naśladowania. Powrót do świetności szachulca jest już naprawdę bliski!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Portalu z piaskowca niestety w tym domu nigdy nie było. Był namalowany jego substytut, podobnie, jak wokół okien. Przy drzwiach (przerobionych dość komicznie przez poprzednią właścielkę) wróci na sowje miejsce. Przy odtwarzaniu elewacji pojawi się coś w tym kształcie również przy oknach, ale to pieśń przyszłości. W stajennej części mamy futryny murowane z cegły (co w okolicy dość często występuje). Gwoli ścisłości: szachulca na zewnątrz nigdy też nie było (był i jest mur pruski wypełniony cegłą). Szachulcowe były ścianki działowe wewnątrz (nie pozostało z nich za wiele). Na podłogę w sieni ciągle nie mam pomysłu, szukam jakiegoś w miarę budżetowego substytutu mozaiki ceglanej (lub innej ceramiki), ale póki co - straszy wylewka betonowa... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście, przespałem się z tematem i również stwierdziłem,że portalu być nie mogło.Wskazują na to choćby całkowicie ceglane ściany (a nie np mieszane ,kamienno-ceglane, oznaczające ,że (wnioskując ze zdjęć) budynek jest stawiany na tzw.surowym korzeniu najpewniej w II połowie XIX w.ale wg starej tradycji (a ale już "bezportalowej").A z podłogą w sieni mam ten sam problem- brak pomysłu i stertę piaskowców (gruuubo ciosanych) w ogrodzie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kamienne są tzw. fundamenty, o ile można nazwać fundamentem cokoły o wysokości ok. 1 metra. Część ścian zewnętrznych też jest z kamienia (w części pod murem pruskim), a właściwie, to zewnętrzne ściany, bo te wystepują podwójnie. Na jednej z płyt piaskowcowych znalazłem datę 1847 (myślę, że odnosi się właśnie do tego budynku), jak i inskrypcję cieśli na jednej z desek (ale bez daty). Zresztą, przy okazji zapraszam na oględziny :).

    OdpowiedzUsuń
  5. jednak było warto, te mury aż prosiły, żeby znów otworzyć im oczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. ale zawzięty! Bob Budowniczy! a może w sieni zwykła tzw. terakota, a? i zapraszam do mnie po wyróżnienie:-)

    OdpowiedzUsuń