17 sierpnia 2011

Górnicze szlaki PK Chełmy

Sobota, pogoda niepewna. Niby ciepło, ale coś w powietrzu wisi. Plan jest taki: pojedziemy do Kondratowa, przejdziemy się w stronę Leszczyny, zobaczymy pozostałości dawnego górnictwa, powłóczymy się po krzakach, dziurach. Choć właściwego dziurowania nie będzie, bo Saba (pies) nie przejawia raczej chęci do zwiedzania podziemnych obiektów.

Stanisławów, Rosocha, Messtischblatt, lata 40. XX w.



Start w Kondratowie, przy rozejściu szlaku czarnego (na północ) i żółtego (na wschód, z Pomocnego). Droga w kierunku Leszczyny zarośnięta, przez pola. Taki urok już kaczawskich szlaków, dobrze tu ćwiczyć zmysł orientacji. Po lewej stronie złowróżbnie hałasuje kamieniołom kruszywa. Cóż, tradycje górnicze najwyraźniej w rejonie Leszczyny nie zamarły (niewątpliwie ku uciesze mieszkańców, co rano-wieczór-we dnie-w nocy wysłuchują pomruku mielenia skały). 


Wchodzimy w las, pogoda się zdecydowała (żeby się zepsuć). W lesie pozostałości dawnych wyrobisk, przy drodze jabłka. Jesień przyszła, taka kolej rzeczy (tylko kiedy lato było?).



Dwór w Leszczynie zamieszkały, choć w ruinie (czy to oficyna?). Wychodzimy na drogę do wsi. Na dole "skansen" zamknięty, trwa remont. Kilka lat temu inaczej to wyglądało. Burzę przesiadujemy pod paskudną wiatą (pozostałości smieci wskazują, że nie tak dawno odbył się tu jakiś festyn. Chyba, że leżą od czerwca). Szlak zgubiony, więc kierujemy się przez krzaki w kierunku wschodnim. Wychodzimy na otwartą przestrzeń. Znowu burza. Przeczekujemy ją w okolicach dawnego folwarku Berghof i idziemy dalej. 

Dawny "Berghof". Pozostały kasztanowce, resztki piwnic...
Ilość ambon w okolicy przyprawia o zawrót głowy. Jak i paśników. Saren też sporo ("my przecież zwierzątka kochamy, dbamy, dokarmiamy, a że potem jest przerost populacji... cóż.. to trzeba mordować!"). Widok na nizinę, zbiornik w Słupie. Znowu się zaciąga. Szlak niebieski się odnalazł (choć nikt za nim nie tęsknił). Czas obrać kierunek na Rosochę. Po prawej pozostałości domów (oj, było tych kolonii...) - dalej przez pole (tu chyba jeszcze nie tak dawno była droga) do dawnej kopalni Carl Friedrich Gustav (po 1945 "Wilcza"). O kopalni sporo w internecie, więc nie ma sensu powtarzać (zob. linki na końcu). 

Rejon kopalni "Wilcza"
Pozostałości po zasypanych szybach, obwalone sztolnie. Dalej pod górkę - podchodzimy pod Rosochę. 

Ciemno, mroczno, sympatycznie, wąwozowo. Podejście na Rosochę.
Pod szczytem pozostałości bliżej niezidentyfikowanego obiektu górniczego i ruiny niemieckiej radiostacji. Widok niezły. SS broniło ponoć tego wzgórza jeszcze pod koniec maja 1945. Sama budowla to wątpliwej urody ceglane ruiny (co kto lubi...), wokół sporo śmieci. Na cegłach ślady po kulach. Mekka wszelkiej maści poszukiwaczy i eksploratorów (zapewne w okolicy zakopana jest Bursztynowa Komnata).

Walory widokowe Rosochy doceniali nie tylko wojskowi, ale i turyści. Długo przed radiostacją na szczycie Rosochy stało schronisko. Obecnie miejsce jest zarośnięte, bo schronisko, po roku 1945, jak to się ładnie mówi - "zanikło". 

Rosocha przed 1945. Schronisko.
Na północ...

Ruina radiostacji
Z Rosochy dalej na południe, przez wieś Stanisławów. Dawną kopalnię barytu chcemy obejść od zachodu, ale tu jakiś straszne krzaki. Działała tu jedna z dwóch kopalni tego surowca na Śląsku (druga w Boguszowie - Gorcach). Wydobycia zaprzestano w połowie lat 90, a teren kopalni zrównano ziemią. Teraz działa tu jakaś baza harcerska, wstępy wzbronione, ktoś strzela na strzelnicy, paramilitarne klimaty, nic tu po nas. Pies ma powoli dość, czas zamknąć kółeczko i skierować się do samochodu. Do szlaku żółtego ciągniemy się przez chaszcze, dalej prosto i całkiem widokowo do Kondratowa.

Widok na Stanisławów
Dobry pies to zmęczony pies :).
Szlak żółty Pomocne - Kondratów

Wokół Leszczyny auf einer größeren Karte anzeigen

6 komentarzy:

  1. piękna wycieczka, my też ostatnio zrobiliśmy sobie wycieczkę po naszych terenach, ale jakoś nie było chęci żeby ją opisać, a może warto. Co do myśliwych i karmienia zwierząt mam identyczne zdanie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze znam opisane miejsca. Tu się urodziłam (ponad 50 lat temu) i tu mieszkam...
    Byłam tydzień temu w Leszczynie i też zwróciłam uwagę na niszczejący dwór i przyległe zabudowania. Żal pomyśleć co będzie za kilka lat...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pokazujesz przepiękne tereny, tylko przez nie przejeżdżaliśmy, widziałam z okna samochodu ten rozgrzebany szczyt góry, czy to owe słynne mamrmury wojcieszowskie? I co najważniesze, nie ma tłumów na szlakach, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozgrzebanych szczytów to niestety u nas dostatek. Nie wiem, który widziałaś. Ten akurat leży na uboczu, więc raczej coś z tych bardziej spektakularnych: może Połom (Wojcieszów), może Wilkołak (Złotoryja)... Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. O dzięki Wam, że nie zmuszaliście psiaka do udawania kreta.
    Widzieliśmy kiedyś w MRU taką akcję - wilczur wyciągany z podziemi po metalowych prętach drabinki. No nie wyglądał na zadowolonego.

    Też wszędzie wietrzycie Komnatę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Komnatę wietrzę umiarkowanie, sceptycznie podchodząc do rewelacji, że "panie, tu tunel jest od Świerzawy aż do Berlina, a w nim same skarby, babcia znała wejście, ale nie powiedziała". Ale dziury różne (te górnicze) są mile widziane. Ciągnięcia w nie psa nie widzę specjalnie sensu, pies nie widzi też sensu ciągnięcia w nie mnie (chyba, żeby tam jaka sarenka była, albo dziczek) :).

    OdpowiedzUsuń