20 września 2011

Woda to Twój wróg. Czas na drenaż.


Zima idzie wielkimi krokami, a wczesniej jesienne słoty... Woda, woda, woda będzie wszechobecna (choć najwyższe sumy opadów mamy wszak w lipcu :) ). Z tą przedostającą się z góry już sobie poradziliśmy. Dach jest szczelny. Pozostało rozwiązać problem wody w gruncie. W tym celu zakłada się drenaż. Powinien być założony na poziomie fundamentów, względnie podłogi w piwnicy. Tyle teori. 



Teraz praktyka. Nasz dom nie ma fundamentów. Jest posadowiony na poukładanych sporych kamieniach (łupek okoliczny, ale trafia się i bazalt - widać, komuś zależało, bo musiał targać go z dość daleka). Mniejsza jednak o to, że występuje trudność z obkopaniem budynku na odpowiednią głębokość. Problem w tym, że podkopanie takie (czyli naruszenie gruntu, na którym dom został wybudowany) może nieść za sobą konsekwencje podmycia budynku, a w potem - osiadania, zawalenia, katastrofy budowlanej (tak, wiem, że to czarowidztwo). Jak rozwiązaliśmy ten problem?

Dom stoi na skarpie. Drenaż podwójny (przy domu) zrobiłem na poziomie "ostatniej cegły". Głębiej kopać nie miałem odwagi. W oddaleniu ok. 3 metrów od domu wykopany został drenaż głęboki, mający na celu przejmowanie głębszej wody z gruntu (z łąki). Przy okazji powstała "droga", która kiedyś będzie pełnić funkcje faktycznego dojazdu na podwórko.


Kolor pomarańczowy - rury drenarskie
Kolor niebieski - rury odprowadzające wodę z rynien (100 mm)
Kolor czerwony - rura kanalizacyjna 150 mm odprowadzająca wodę

Rurę drenarską kładziemy ze spadkiem, otaczając ją w wykopie żwirem (min. 10 cm z każdej strony, na dole mniej). To wszystko zawinięte jest w geowłókninę (nie przepuszcza do środka drobnego materiału). Ponieważ grunt jest bardzo słabo przepuszczalny (glina) wokół domu wykonałem opaskę ze żwiru (wykop nie jest zasypany materiałem miejscowym w stu procentach).

Jak działa to w praktyce? 

Jeszcze nie wiem :). Teoretycznie: woda płynąca z łąki trafia na pierwszy drenaż (głęboki) i spływa, wokół domu, do rury 150 mm, a następnie, pod parkingiem, za szopę. To, co się przedostanie (albo spłynie po powierzchni) trafi na drenaż podwójny przy murze. Woda z dachu spływa sobie swobodnie w to samo miejsce. 

Zobaczymy po zimie i roztopach, kiedy ziemia na łące powyżej domu będzie zupełnie przesiąknięta, a woda - mam nadzieję - popłynie pod parkingiem na bezpieczną odległość od domu. 

W sumie położyłem 160 metrów rury drenarskiej (żółtej, perforowanej) i 60 metrów rury kanalizacyjnej (150 mm). Do tej ostatniej podłączyłem również odprowadzenie wody z dachu (rynny). Zużyłem ok. 10 ton żwiru o gradacji 16-30. 

I na koniec - po raz kolejny - niech będzie pochwalona koparka. Bez tego urządzenia kopanie w gliniastym gruncie byłoby katorgą i trwałoby ładnych kilka tygodni. Koparka załatwiła to łącznie w 10 godzin (licząc zakopanie). 

A woda w piwnicy? Cóż, spodziewam się, że po opadach wystąpi znowu. Może nie w takiej ilości (strumień ze ściany), ale... skoro źródło wybija od 150 lat, to czemu teraz miałoby być inaczej...?

Materiał przygotowany. Z góry wiadomo, że zabraknie...

Koparka w akcji.


Wykopany rów pod drenaż



... za domem też się zmieniło...

Głębiej się nie da.

Dłuuuga ruuura...

Łączenie rur...

Można zakopywać!

... tylko uwaga na szambo...

Za domem zostało pobojowisko. Ale.. zdrenowane pobojowisko...





9 komentarzy:

  1. Oby pomogło i zadziałało według założeń! Trzymamy kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem- perfekcja:) pytanie- gdzieś wyczytałem,że "za Niemców" problem z wilgocią w takich budynkach nie występował,bo były doskonale zdrenowane .Czy nie trafiliście gdzieś na taki system (oczywiście w wersji ceramicznej)-a może "po tej samej trasie" (przepraszam za to "tej";)). U nas w każdym razie był,tyle że ze trzydzieści razy przeorany. Zamiast rury pomarańczowej była brązowa (kamionkowa) z napisem "Bunzlau",a zamiast żółtej- oczywiście pojedyncze ceramiczne dreny układane jeden za drugim.

    OdpowiedzUsuń
  3. też jestem pod wrażeniem:)!!!
    u nas było trochę podobnie z budynkiem - nie miał fundamentów, bryłę domu całą mamy już "zdrenowaną" i znaczną część stodoły (stodoła przylega do domu, w niej nie było wilgoci).Z perspektywy 2 lat od zrobienia drenażu możemy powiedzieć,że się chyba udało:): w kuchni brak wilgoci (tylko na jednej ścianie wychodzi z uporem maniaka), w sieni czuć wilgoć, ale przed nami jeszcze skuwanie podłogi (cement i łupek spoczywają bezpośrednio na glebie, na cemencie wykwity wilgoci pojawiają się przed burzą), skuwanie tynków, zrywanie desek z sufitu, ech...A wszystko to wystawione było przez parę tygodni na warunki atmosferyczne (gdy cały dom nie miał dachu w trakcie powstawania nowego).

    OdpowiedzUsuń
  4. a tak w ogóle, to dopiero teraz blogger "wypluł" mi Twój nowy wpis...

    OdpowiedzUsuń
  5. Blogger ma zawiechy, podobnie, jak całe wielkie G, może to w ramach wprowadzania G+. Woda na zimnej, betonowej posadzce w gorący, parny dzień to chyba zjawisko normalne. Tzn. już z nim nie walczę, chociaż pierwszy raz szukałem pękniętej rury. Skuwanie sufitu i zrywanie desek właśnie realizuję na pierwszym piętrze. Ale nie wyprzedzajmy faktów :).

    OdpowiedzUsuń
  6. My też mamy swoje "Wesołe Bagnisko"... Zabieramy się jak pies do jeża- ze względów finansowych. A czas już coś z tym zrobić, bo przeprawy z błotem mamy już po dziurki w nosie, prawie :)
    Drenaż- a oczywiście! był, poniemiecki. Tyle, że nalot Polaków ze wschodu, po wojnie, po prostu go zniszczył. Nasz dom posadowiony na ławie, nawet z uszczelnieniem, ale przepuszcza wodę do piwnicy. Pompujemy, ale wciąż woda podchodzi. Jest studnia- ale "trzeba było " ja zapełnić czym popadnie (patrz "Polaczki"). Przy domu ciągnie się pas kamieni, ale przykryty grubą warstwą ziemi. Nachylenie podwórka sprzyja wykopaniu na środku oczka...i taki też mieliśmy zamiar...Jednak zrobić coś z tym błockiem trzeba, bo ani wyjechać samochodem, błoto w domu, psy w błocie...bleee...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyka nasza wskazuje, że w kwestii wody na podwórku na gliniastym podłoże (jak u nas) drenaż nie pomoże (działa za to jako odwodnienie budynku). Na parkingu mamy żwir - to dobrze zdaje egzamin.

      Usuń
  7. I jak efekty? Wszystko udało się według założeń ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie. Dziwi mnie tylko to że ktoś w dzisiejszych czasach jeszcze spamuje w ten sposób, skoro wszystkie linki mają nofollow.

      Usuń