26 października 2011

Minął rok...

... odkąd pierwszy raz zobaczyłem nasz obecny dom. Nie mylić, z kupnem, a tym bardziej rozpoczęciem prac.






A było (w skrócie) tak.
We wrześniu ubiegłego roku rozpoczeliśmy poszukiwania domu. Miał leżeć z boku, z dala od uciążliwości cywilizacji (to się, nie ma co mówić, udało). Miał wykazywać cechy architektury regionalnej. Miał być w miarę duży. Miał być w takim stanie, aby było możliwe zamieszkanie w przeciągu ok. pół roku od zakupu (choć to kwestia pewnie względna, głównie ze względu na stawiane wymagania i oczekiwania. Mieszkać można ponoć wszędzie...). No i miał stać w odległości nie większej niż 40 km od Jeleniej Góry.

Kandydatów było wielu, od ruiny potwornej w sławetnym Pastewniku (+ dziadek inside), przez Grudzę, Lubomierze, okolice Kowar, Płóczki. W międzyczasie, pod koniec października, odwiedziłem również Rząśnik. Ponieważ dom znalazłem na własną rękę (bez pośrednika), posiadam zdjęcia jedynie z zewnątrz.

Cóż, nie czarujmy się, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Mimo, że pogoda była nieco bardziej sprzyjająca niż dziś, droga dojazdowa była w podłym stanie. Po ogólnych oględzinach stanu technicznego, przy sporej liczbie alternatyw, odłożyłem Rząśnik "na później". Dwa dni potem był sprzedany, więc temat wydawał się zakończony.

Zima to na rynku nieruchomości sezon niezbyt ruchliwy. Do lutego nie udało się znaleźć niczego, co spełniałoby nasze oczekiwania. I wtedy wrócił dom w Rząśniku.

Na początku myślałem, że to pomyłka. Ale zdjęcia były aktualne. Cena zresztą też. Właścicielka, która kupiła dom w listopadzie, ze względów osobistych, po rozpoczetym remoncie postanowiła dom sprzedać (choć do dziś po wsi kursują informacje, że znalazła tu skarb i kupiła gdzieś pałac). Na początku marca znowu przyjechałem do Rząsnika. Widok, cóż, nie napawał optymizmem.


Dom z rozpoczętą przebudową (zwaną również remontem) zmienił się cokolwiek od ostatniej wizyty. Zniknęły stare drzwi i okna (niektóre, hmm, całkowicie, wraz z otworami). W ogóle ubyło sporo starych elementów. Nie zniknął natomiast, jak na złość, walący się dach. 

W kwietniu staliśmy się właścicielami domu. Rozpoczęliśmy prace mające na celu nie tylko ratowanie czego się da, ale przywrócenie dawnego, stylowego wyglądu. Czyli stanu oryginalnego.


Pod przepięknej urody barankiem ukrył się Fachwerk i oryginalny układ okien. Płot powstał  ze starych łat, ma charakter tymczasowy, a jego głównym zadaniem jest powstrzymanie dużego zwierzęcia koloru żółtego przed niekontrolowanym oddaleniem się.




Drenaż. Sierpniowe słońce było dla nas łaskawe.

W temacie drogi dojazdowej nie mamy jeszcze imponujących osiągnięć. Pozytywem jest fakt, że Gmina zdecydowała się na remont jej dolnej części. I zaplanowała remont naszej, w tak zwanej przyszłości.


Temat na przyszły rok: szopo - stodoła. 

Resztki starych nakładek na okna (parter po lewej) znalazłem pocięte na kupie drewna. Zamiast nich zieje plastik. Drzwi się zachowały, stoją schowane i czekają na renowację. 

Tu, przyznaję, zapanował chaos. Wrażenie byłoby lepsze, gdyby umieścić między powyższymi dwoma zdjęcie mniej więcej z maja, gdy podwórko było kompletnie zasypane śmieciem.

W ogrodzie niezmiennie jesień.

PS. Niektóre zdjęcia z roku 2010 wyglądają jakby sympatyczniej. Mniej tam zrytej ziemi, mniej chaosu w przestrzeni. Trzeba jednak pamiętać, że w międzyczasie w okolicy domu koparka przejechała ładnych kilka kilometrów, a dom w listopadzie znajdował się w stanie "nienaruszonym" przez próby przebudowy poprzedniej właścicielki...


12 komentarzy:

  1. Jaka szkoda, że niektórzy pomagając szkodzą. Żal gdy za odrestauraowanie starej pięknego domu bierze się ktoś kto nie ma o tym pojęcia - tzn. może ma ale swoje własne i błędne.
    Teraz musicie wypić naważone nie przez Was piwo. Życzymy powodzenia. Trzymamy kciuki bo od Was uczymy się stawiania pierwszych kroków w tej niełatwej przestrzeni.

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety nie mieliśmy szczęścia dotrzeć przed zakupem śledziby do Rząśnika, bo być może sprzątnęlibyśmy Wasz domek (wtedy domniemany skarb byłby nasz!)..za to też poznaliśmy dziadka w Pastewniku, ale nie on – a sąsiedzi – zniechęcili nas do osiadania się tam. Z fotek widać, że trafił Wam się ex-przysłupowiec! Planujecie przywrócić mu tożsamość? To byłoby niezłe – na przekór większości – nawiązanie do architektury regionu. :P a tak w ogóle, nic tylko podziwiać efekty Waszej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie jest wbrew pozorom przysłup. Chyba. To tylko deski... Nie jestem pewien, co jest pod spodem, ale chyba nie to, co myślicie :). Zajmę się tym w przyszłym roku. Być może był tak oryginalnie budowany. Zresztą, sam jestem ciekaw, jakie niespodzianki kryje pod sobą uroczy, szary, baranek. Się okaże.

    A ciekawe, czy to ten sam dziadek i ten sam dom w Pastewniku...? Chyba tak, bo za wiele to ich tam nie było... Pastewnik ładny jest. Do dziś czasem żałuję. Sąsiedzi byli z tego co pamiętam dość daleko.

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, znajdź trzy różnice...to budujące, dosłownie nawet, że je u Was widać.

    Śledzibowcy - jesteście skrzywieni;)
    Przedwojenna architektura regionu wyewoluowała przecież w kierunku zastępowania słupów cegłą.
    No ale my się nie znamy, a na dodatek budujemy se lofta:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ził - no, nie ma co ukrywać, jesteśmy; ale co tam, nie wstydzimy się tego E-: ..wyewoluowała, bo pewnie zabrakło fachowców, właścicielom było wszystko jedno (patrz: brak gustu), a może też cegła stała się tańsza i do tego bardziej trendy, niż kawał solidnego pionowego bala. To trochę jak obecna moda na pokrywanie dachu blachą; ewolucja czasem prowadzi ślepą drogą, drogą do.. ;-)

    Fakt, Pastewnik ładny jest. [g]

    OdpowiedzUsuń
  6. Drogę gminną i tak macie cud, miód i cymesik w porównaniu z naszą. Nie da się ukryć. Moc pracy jeszcze przed Wami, ale już widać, że warto!

    OdpowiedzUsuń
  7. dach, drenaż, usunięcie dużego fragmentu baranka plus prace wewnątrz - kawał roboty przez rok od pierwszego spojrzenia:))!
    po kolejnym, tak pracowitym półroczu nie będziecie mieli nic do roboty;)

    OdpowiedzUsuń
  8. przeglądając fotki widzę że "chodzimy " tymi samymi szlakami.... ale nie znalazłam nic o Rokitnicy, miejscowości historycznej....
    zapraszam więc do nas....:)

    OdpowiedzUsuń
  9. No wreszcie ktoś z Kaczawskich! (Bez urazy dla pozostałego towarzystwa, które preferuje bardziej przestronne i jakby surowsze dla mnie klimaty Pogórza Izerskiego). O Rokitnicy rzeczywiście nie ma nic, bo to nie "moja" strona Kaczawskich. Zapraszam więc z Pogórza w PRAWDZIWE góry (hoho, nie ma żartów!), czyli pod Okole :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Przemku zaproszenie przyjęte :) ale i my zapraszamy do Rokitnicy....choć w PRAWDZIWE góry wybieramy się często, i relacjonuję je na blogu.
    Zaciekawiły mnie Twoje stare pocztówki, mój mąż też zbiera i ma ładną kolekcję być może i Ciebie zainteresują...

    http://www.gminnafotografia.blo.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. najgorzej niszczyć to co piękne i zabierać się za remont starego domu nie mając o tym pojęcia. Dobrze, ze sprzedała go i trafił do WAS.

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulation zu Ihrer Arbeit sie werden noch einige Zeit und Geist brauchen
    um Ihr Projekt zu Ende zu bringen

    Liebe Grüße aus Kärnten Erich & Claudia

    OdpowiedzUsuń