12 października 2011

Zima idzie...


Szaro-ponuro się robi, choć nie wykluczajmy, że jeszcze jesień w wersji ciepłej wróci na moment. Niska temperatura i złowieszcze wycie wiatru na piętrze znacznie przyspieszyło prace związane z ociepleniem i przygotowaniem domu do zimy.




I tak, na piętrze powstają ściany z niby-fachwerku, urozmaicając pustą przestrzeń (nie wiem, jaki był zamysł poprzedniej właścicielki, wyburzając wszystkie ściany). Niby-fachwerk polega na postawieniu szkieletu z belek mniej więcej tak, jak to, ehm, drzewiej bywało (no, może z wyłączeniem ich wzajemnych mocowań, które robimy po "nowoczesnemu"), a następnie wypełnieniu pustych przestrzeni płytami k-g (tudzież g-k) i wełną mineralną. Płyta będzie otynkowana, więc przygodny obserwator (mam nadzieję) nie dostrzeże, co pod tynkiem się znajduje.



Ponieważ temperatury niskie nadchodzą, wypadałoby również zbudować sufit, oddzielający piętro od strychu, gdzie wiatr (mimo nowego dachu) szaleje jeszcze co nieco. 

Na sufit zakupiłem deski "nieoberżnięte" (oflisy). Ich źródłem stał się miejscowy tartak. Wybrzydzania było co nie miara, ale wreszcie się udało kupić odpowiednie. Główny problem to pozbycie się z nich kory. Najlepsze okazują się metody tradycyjne (ośnik, zwany strugiem), ewentualne wykończenie szlifierką z drobnym papierem. Próbowałem szlifierką (szybko zajechana tarcza, w przypadku metalowej, pilnikowej - zbyt agresywne działanie), heblem elektrycznym (naiwnie myślałem, że się uda, lecz to narzędzie nie do tego stworzone). Zdobyć ośnik w dziejszym, zmechanizowanym świecie nie jest rzeczą prostą... Ale się udało.

Deski przybijane są od góry do oczyszczonych wcześniej belek (poprzedni suft, był, tradycyjne, podwieszany, ale cóż... nie przesadzajmy z tym autentyzmem). Dzięki temu wysokość pomieszczeń na górze jakby trochę się zwiększyła. Na deski od góry (od strychu) układane są kolejne belki, na które zostanie przybita ostateczna podłoga. Póki co - jej rolę pełnią stare deski podłogi strychu (część udało się uratować). Między nimi wełna mineralna + folia.




Żółte szaleństwo.

No i jeszcze sypialnia - w stadium już zamieszkałym, lecz nie ostatecznym. 

Na początku był chaos... zacząłem od skucia tynków i zrobienia iniekcji. Czy to coś dało - zobaczymy...


Później było odtwarzanie nadproży i murowanie dziur.


Stara podłoga niestety była w stanie tragicznym. Pozostało działać od zera.
Podłogówka z Castoramy to tragedia. Nie dajcie się na nią nabrać!




Tynkowanie. W pokoju mam chyba wszystkie możliwe rodzaje tynku.


Będzie miejsce na kominek. Pozostało fugowanie.



Prawie gotowe. "Prawie" nie robi wielkiej różnicy.


Na koniec pytanie: czy ktoś z Szanownych Czytelników ma może doświadczenie z budowaniem pługa odśnieżnego? Nie chodzi o nic skomplikowanego, ot, kilka desek ciągniętych za samochodem. Wolałbym jednak nie powtarzać błędów innych, zwłaszcza w nadchodzących okolicznościach przyrody :).

PS. Pierwsza zasada samuraja - "nie daj się zaskoczyć" (możliwe, że podobną pierwszą zasadę mają też wojownicy z innych szerokości i długości geograficznych). Więc zimowe opony już założone.

10 komentarzy:

  1. Myśmy nie dali się zaskoczyć śniegom w maju:)
    Nie jest wykluczone, że twoją uwagę weźmiemy sobie do serca.

    Poza tym - WOW, ale ekspres!

    OdpowiedzUsuń
  2. pięknie :)! radę o deskach z Casto wezmę sobie do serca (do serca męża też:)), my teraz właśnie niespiesznie, od przyjazdu do przyjazdu, usuwamy stare ocieplenie nad sufitem w kuchni. Stare czyli pokłady gliny i plew, a w nich fanty :)Potem też planujemy ocieplić żółtym szaleństwem :)
    Właśnie, jestem ciekawa jak injekcje się sprawdziły?
    Co do pługa, to nie słyszałam o konstrukcji takowych, ale może nie będzie tak źle zimą - moja mama codziennie dojeżdża micrą do Jelonki do pracy, zimą zasadniczo daje radę, jeśli jest źle, to do akcji wkracza vitara. No, może 3 razy spóźniła się do pracy z powodu śniegu (czekała aż pług odśnieży).

    OdpowiedzUsuń
  3. nie dodałam : mama dojeżdża z Rębiszowa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zima to zima, "jak jest zima, to musi być zimno", jak mawiał klasyk. W moim przypadku nie boję się, że żona do Jeleniej Góry nie dojedzie, bo skoro ze wsi PKS nawet jeździ, to i normalny samochód przejedzie. Kluczowy jest "nasz" (gminny) ok. 500 metrowy odcinek drogi, którego stan pozostawia wiele do życzenia nawet latem, a zimą... cóż. Jesteśmy jego jedynymi użytkownikami. Ponoć ktoś go odśnieża, ale nie wierzę, że codziennie o 6.30 będzie przejezdnie. Zresztą nie musi być, po to właśnie mi pług :). Koncepcja jest taka, żeby zrobić coś, na zasadzie odwróconej litery A, odpowiednio to dociążyć i ciągnąć za samochodem. Wiem, że takie konstrukcje różnie działają, więc pytam, czy może ktoś, gdzieś... PS. Vitara zimą... brrr. Tragedia. Przynajmniej ta pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
  5. zaczęłam parę dni temu Was czytać. Fajnie tu u Was i dajecie nam moc inspiracji i wiadomości na przyszłość. pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  6. Przemku witam
    Dwie palety euro zbijasz na dłuższym boku jedną obcinasz w połowie i wtedy wychodzi miej więcej kwadrat,na spód przykręcasz blachę dla lepszego ślizgu
    większą o jakieś 10 cm z dwóch boków.Dwa boki obijasz deskami na pion żeby wystawały jakieś 15-20 cm nad paletę ,blachę ze spodu zawijasz na te deski żeby w czasie jazdy się ładnie ślizgała.Uchwyt wkręcasz na przelot w narożny klocek z tyłu uchwytu daj kawałek kątownika z otworem żeby zaklinował się na krawędzi klocka (uchwyt dałem taki z huśtawki dla dzieci co się wkręca w futrynę) całość obciążyć betonowym bloczkiem broń Boże piaskowcowym portalem :-) lina na hak i jazda
    no i łańcuchy na koła przy dużych śniegach jak mało mięsa(bieżnika)na oponach.pozdrawiam i małych opadów białego szaleństwa życzę

    OdpowiedzUsuń
  7. Łańcuchy mam nadzieję, że potrzebne nie będą. Europalet chwilowo w zasięgu nie mam - poszły jako podkładka pod drewno... Z blachą dobry pomysł, chociaż trochę mi jej szkoda :). Jak przejdę do czynów - będzie ralacja. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. pokój wygląda pięknie, wspaniały wiejski klimat. Chciałabym, żeby kiedyś u mnie też było tak prosto, na razie eleganckie meble z miasta też muszą się wysłużyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dom już zamieszkały, świetne wnętrze, psisko zadomowione, aż przyjemnie popatrzeć. Trzeba opatulić te miejsca, przez które będzie uciekać ciepło, chociażby prowizorycznie, a na stałe skończyć wiosną. Bardzo porządna robota, a na podłogę z castoramy nabijesz kiedyś solidne deski, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj Przemku , znalazłam dziś twojego bloga i okazuje się, że jesteśmy "prawie sąsiadami"....
    dom już masz piękny....a okolica jak całe nasze pogórze jest cudowna
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń