21 listopada 2011

Kota

Kota mieszka z nami od tygodnia. Przyjechała z Rząsnika. Póki co siedzi (czyt. harcuje) w stajni, gdzie ma podgrzewany kocyk (sam chciałbym mieć taki). Z Sabą dogadują się jak narazie przez drzwi, z mieszanymi uczuciami po obydwu stronach. 


Dziś udało się przeprowadzić pierwsze oficjalne spotkanie (nie licząc tego, gdy Kota przyjechała i została niemal pożarta). Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, głównie za sprawą ogromnych ilości szynki wtłaczanych w Sabę w celu przekupienia wspomnianej.


Kota wróciła do stajni, ja zastanawiam się nad aranżacją kolejnego spotkania, a Saba patrzy złym wzrokiem, rozwalona na kanapie.



PS. Kota jeszcze nie ma imienia. Ogłaszam niniejszym plebiscyt na owo; choć po mojemu mogło by pozostać Kota. Bo koty to dranie.

7 komentarzy:

  1. jaka przesłodka ona. Sówka. Puchatka. Schiza, od rozmowy z głosami. Frida, od korytarza powietrznego. Stacha, od Neustechow;-p

    OdpowiedzUsuń
  2. Stacha... Stecha... No, zobaczymy, co się przyjmie... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łajka! Łajka!
    Choć chyba już wybraliście:)

    OdpowiedzUsuń
  4. łaj Łajka? toż to było wystrzelone w kosmos psisko. jako, że to ja spędziłem z Kotą psotą pierwszą noc w rząśnickiej koloni :-] proszę szczególnie uwzględnić mój głos za Stachą, czy tam Stechą :-> [g]

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś mieliśmy szczura i nazywał się Szczur. Nie, żeby jakoś go odosobawiać, ale przecież innego nie było, więc imię Szczur było jedyne w swoim rodzaju dla szczura. Póki co innego kota nie mamy, koty tym bardziej. A Kota się przyjęło w zasadzie. Ciekawe tylko co będzie, jak pojawi się kilka małych Kotaciątek...

    OdpowiedzUsuń