11 grudnia 2011

Piece kuchenne takie i owakie...

... w różnym stylu, z różnych epok. 

Ostatnio pisałem o ogrzewaniu naszego domu za pomocą podkowy umieszczonej w piecu kuchennym. Dziś kilka zdjęć takich pieców, oryginalnych, najczęściej pozbawionych podkowy, a więc użytkowanych przede wszystkim do przygotowywania posiłków (względnie ogrzewania pomieszczenia dziennego). Zdjęcia pochodzą z wybranych domów, które oglądałem zanim zdecydowałem się na zamieszkanie w Rząśniku. Domy były w różnym stanie (najczęściej dość opłakanym), stąd też różny stan trzonów kuchennych.





Niektórze wyposażono w dodatkowy zbiornik na podgrzewaną wodę. Jedne są ozdobne, inne prymitywne. Niektóre posiadają dodatkowe paleniska, inne po prostu tzw. duchówki (czy istnieje inna nazwa na to miejsce?). Może zdjęcia natchną kogoś do urządzenia swojej kuchni? W odróżnieniu od posta o regionalnych skansenach (gdzie równiez można zobaczyć wnętrza kuchni) te miejsca są żywe (no dobra -  przynajmniej były jeszcze nie tak dawno...)

Zdjęcia przedstawiają wnętrza domów z regionu Gór Kaczawskich i Pogórza Izerskiego. 


Prosta konstrukcja dwa rodzaje kafli, budowla średniej urody. Góry Kaczawskie.

Małe palenisko (chyba tradycjne dla pieców kuchennych - to nasze jest raczej przerośnięte).

Dwa paleniska. Po lewej część chlebowa? Domek w stylu "mały klasyczny", Pogórze Izerskie. Wysokość pomieszczeń - 165 cm...

Prosta konstrukcja, po prawej "duchówka". Góry Kaczawskie.

Prosta konstrukcja. Rury sugerują obecność podkowy.

Duży piec, duchówka, częśc chlebowa (?), ze zbiornikiem na wodę. Chałupa na Pogórzu Izerskim (niektórym pewnie znajoma).

Konstrukcja klasyczna, ale coś duże palenisko. 

Czegoś tu brakuje... Piec skrzywdzony.

Wersja mini.

Dziwna konstrukcja z paleniskiem z boku.  Dom z 1 poł. XIX wieku, Pogórze Kaczawskie.

12 komentarzy:

  1. w kuchni mamy coś podobnego do tego na drugim zdjęciu. Znaczy konstrukcja i układ ten sam , kafle i stan zachowania inny [nasz piec jest w gorszym wizualnie stanie], kiedyś u nas był inny piec, zastaliśmy po nim kilka szczątkowych kafli na strychu...

    OdpowiedzUsuń
  2. btw, ale te domy zapuszczone! nasza kuchnia też taka makabryczna była;]]
    ratować, ratować stare domy;]!

    OdpowiedzUsuń
  3. No wiesz... ja oglądałem generalnie domy z kategori "poniżej 60 tysięcy"...

    OdpowiedzUsuń
  4. my tak samo;]najpierw napaliliśmy się na taką małą chatkę w Grudzy, ale była za 85 tys z niejasnymi granicami działki i właściciel nie chciał zejść z ceny, a dach na dzień dobry był do wymiany...Rok później sprzedał domek za 55 tys.My już mieliśmy swoją chałupę ;]
    Tak czy siak, zapuszczenie w tych starych domach jest niezłe! nawet bieliznę po poprzedniej zmarłej właścicielce paliłam...

    OdpowiedzUsuń
  5. To tak jak u nas. Najpierw trzeba było spalić ciuchy po powojennych przesiedleńcach, a diabli wiedzą, czy jeszcze nie po Niemcu. Ale ani pieców, ani kuchni nie zastaliśmy :-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, szczęściarze, co mogli chociaż przedwojenne gacie spalić. U mnie niemal wszystko splądrowane... o dokumentach czy książkach to mogę sobie pomarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas ostatni "gospodarz" stosował taką zasadę, że brał ubrania z pomocy społecznej i nie prał tylko wyrzucał do kolejnych pomieszczeń jak wybrudziły. Niezłe ognisko z tego wszystkiego mieliśmy.... Kuchnia była niby zrobiona, ale strach było palić, natomiast w izbie stał piec kaflowy, taki normalny "kwadraciak" do którego zamontowano podkowę i chyba pięć grzejników, ale zastaliśmy już tylko haki po nich. Na korytarzu, na piętrze usunięto belki ze ściany i wybudowano kominek z otwartym paleniskiem zastępując rurę dymową do komina blachą wyszabrowana ze złomu - zajął się od tego drewniany sufit, ale ugaszono pożar. Ślady są do dzisiaj

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Usuń komentarz z bloga: Neustechow

    Blogger Ludka pisze...

    A ja mam u siebie taką "dziwną konstrukcję" z ostatniego zdjęcia;) Z podkową w środku ogrzewającą jeden grzejnik na piętrze. Co do zapuszczenia - nasz domek kosztował nieco więcej, niż 6o tys. i jeszcze miesiąc przed naszą pierwszą wizytą był zamieszkany. Mimo to, pierwsze 2 tygodnie (dodam - pracowite tygodnie) spędziłam na porządkach. Po dwóch tygodniach domek został odgruzowany (między innymi z ogromnej ilości ciuchów). Niestety "skarbów" póki co nie znaleźliśmy żadnych". Za to okazało się, że brązowa lampa jest koralowa, kafle nad duchówką butelkowo zielone, a nie czarne, wszechobecna beżowa olejna również znacząco zmieniła odcień i takie tam ;) Aaa... no i przy okazji wybraliśmy część ściany zrębowej kuchni ręką do wiaderka... upsss... ;)
    Pozdrawiam z Małej Ka :) Miłka

    OdpowiedzUsuń
  10. Nasz dom (ten obecny) też kosztował niestety sporo więcej. Zamieszkany był... hmm, częściowo. Ściany zrębowej u nas nie było, przynajmniej nie za naszych czasów. Pozdrawiam i.. do zobaczenia na wigilii w sobotę (o ile ozdrowieję)? P.

    OdpowiedzUsuń
  11. My też mamy podobna kuchnie, w stanie ... agonalnym....
    Nie wiem ile kosztowałaby renowacja, bo chcielibyśmy aby nam służyła, jednak okazać się może, ze taniej będzie nową postawić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio, na rząśnickim słupie, znalazłem telefon do zduna. Mogę podesłać numer, pewnie się wypowie :).

      Usuń