17 grudnia 2011

Zanim strojono choinki...

... istniał inny zwyczaj. Co ciekawe, najdłużej przetrwał w Proboszczowie. Miejscowość u stóp Ostrzycy była z tego powodu znana, a w wigilijny wieczór do proboszczowskiego kościoła udawali się za jego sprawą także wierni z sąsiednich miejscowości. Pewnie również z Rząsnika...



Według tradycji, w wigilię, głównie dzieci, stroiły w domach "Lichtzepter" ("świetliste berła, myślę, że lepszym byłoby nazywać je "berłami świątecznymi"). Był to zrobiony z drewna stojak, złożony najcześciej z kilku elementów (po złożeniu osiągał wysokość nawet trzech metrów). Do niego przymocowane były drewniane okręgi, na których stawiano świecie.

"Na stopce o kształcie krzyża, na środku, mocuje się długi na 2,5 - 3 m. kij. Do niego, w odstępach 30 do 40 cm, przyczepione są za pomocą drutu lub listewek coraz mniejsze drewniane okręgi, tak, że całość zwęża się ku górze. Na tych pomalowanych na czerwono okręgach, z góry na dół, wiesza się wykonane ze złotego lub srebrnego papieru postacie aniołków, zawieszonych na cienkiej nici, a na zewnętrznych krawędziach obręczy, w małych odstępach, mocuje się świece. Czubek ukoronowany jest złotą albo srebrną gwiazdą, gdzie również rozbłyska świeca. I to jest nasze "berło" ("Zepter").
Goldberg-Haynauer Heimatnachrichten, 1958, Nr 12, S. 4.


Pierwszą wzmiankę o tego typu zwyczajów pochodzi XVII wieku. W wieku XIX został zastąpiony przez drzewka choinkowe, jednak przetrwał w niektórych regionach. Jeszcze na początku XX wieku Lichtzepter można było oglądać we Wleniu. Najdłużej zwyczaj zachował się w Proboszczowie, gdzie ostatni raz tradycja kultywowana była w wigilię roku 1944. Z Proboszczowem tradycja ta zresztą jest najpowszechniej kojarzona.


Przygotowane w domach świąteczne berła, czasem w dwóch częściach, przynoszono do kościoła z różnych części wsi. Gdy ktoś miał daleko - przywoził zaprzężonymi w konie saniami. Mężczyźni wnosili je na góre, na boczne empory, gdzie stawiano je w kilkumetrowej odległości od siebie; łącznie kilkanaście.


Wigilijne nabożeństwo w Proboszczowie odbywało się o godz. piątej. Chwilę przed jego rozpoczęciem zapalano świece. Starszym dzieciom, od trzeciej klasy szkoły podstawowej, pozwalano wówczas siedzieć  w pobliżu organów i rozświetlających wnętrza świątyni bereł. Oczywiście, po jednej stronie siedziały dziewczęta, po drugiej chłopcy. Śpiewano kolędy.

"Lichtzepter", w trochę innej formie, można zobaczyć równiez dziś. Co roku jest elementem Schlesischer Chirstkindelmarkt w Goerlitz (jarmarku świątecznego), odbywającego się na początku grudnia. Stoi jednak samotnie, na zewnątrz, pośród gwaru miejskiego jarmarku adwentowego. Bez wątpienia nie oddaje klimatu rozświetlonego tysiącami świec wiejskiego kościółka w noc wigilijną.

Więcej na temat:
Goldberg-Haynauer Heimatnachrichten, 1958, Nr 12, S. 4.

PS. Przygotowywałem w zasadziej tekst o Nachtjägerze, nocnym łowcy, jeźdzcu bez głowy, co pałęta się po okolicy. Ale temat trochę mnie przerósł i okazał się szerszy, niż się na początku wydawało. Więc będzie o nim kiedy indziej.


Ilustracje udostępniono dzięki uprzejmości Schlesisches Museum zu Goerlitz.

4 komentarze:

  1. Świetne! Może warto przywrócić tradycję na te ziemie? Trudne do skonstruowania to nie jest. W tym roku już mało czasu, ale na przyszły? Cóż, ja się na pewno zastanowię, czy nie ozdobić czymś takim mojej muzealnej izby.

    OdpowiedzUsuń
  2. My w tym roku nie zdążymy, ale za rok u nas będzie Lichzepter.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też.
    Ślązak z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
  4. My great grandmother Johanne Beate Schoen and family emigrated from New Stechow, Schoenwaldau in 1856 to Mayville, Dodge County, Wisconsin. In 1887 great grandmother Johanne Beate Schley geb Schoen and sister Karoline Krompas geb Schoen would visit Schoenwaldau. Mathilde Georgine Schley (1864-1941) visited in 1926 and 1928. I visited in 1978. INFO TO SHARE genemeier@frontier.com

    OdpowiedzUsuń