8 lutego 2012

Cieplej w domu. Nie za rok, a w sobotę

Cieplej się robi. Słońce świeci już mocniej. Mimo ujemnych temperatur (w dzień około -10, w nocy -16) śnieg topi się na dachu. Wzrost temperatury ma najwyraźniej pozytywne działanie na komórki mózgowe. Cały czas myślałem nad kompleksowym systemem ogrzewania, który sprawdziłby się podczas następnych zim. Na koniec wpadłem na rozwiązanie doraźne, które zmieni nasze położenie nie za rok, lecz już w sobotę.


Rozwiązanie to jest banalne. W pokoju i w kuchni zdecydowałem się dołożyć po kaloryferze. Wydajność podkowy jest wystarczająco duża (stosunkowo łatwo zagotować w niej obecnie wodę). Polutowanie kilku metrów rur powinno zająć sąsiadowi sąsiada (bo to on otrzymał to niecierpiące zwłoki zlecenie) dwie godziny. Dziwne, że pomysł najmniej skomplikowany przyszedł do głowy dopiero, gdy wielkie mrozy odpuszczają. Ewidentnie temperatura ma wpływ na wydajność myślenia :).

Odnośnie ogólnego systemu grzewczego nic nowego nie udało się wymyślić. Aktualny pomysł jest więc taki, żeby zasilać min. 1000-litrowy, ocieplony zbiornik buforowy różnymi źródłami ciepła (duży kominek z płaszczem wodnym w stajni, kocioł elektryczny na taryfie nocnej, w przyszłości pewnie układ solarny i pompa ciepła), a następnie zmagazynowane ciepło dystrybuować do niskotemperaturowych odbiorników. Takimi odbiornikami może być ogrzewanie podłogowe wodne w miejscach, gdzie nie będzie drewnianej podłogi (zdania na temat podłogówki i drewna sa podzielone), niskotemperaturowe grzejniki, a także... ogrzewanie ścienne. To chyba u nas spora nowość. 

Oprócz tradycyjnych instalacji wodnych stosuje się równiez tzw. maty kapilarne, w których podgrzewany wodą jest jedynie czynnik roboczy oddający ciepło. Nie spotkałem się (również w internecie) z wieloma ich zastosowaniami - temat jest do sprawdzenia. 

Oczywiście, jeśli spotkamy się już z kimś, kto ogrzewanie ścienne zakładał lub posiada, okaże się, że każdy poleca inny sposób.

Pierwsza szkoła mówi, że ogrzewanie ścienne należy instalować na ścianach zimnych, czyli zewnętrznych. Oczywiście, im taka ściana cieplejsza (niższy współczynnik przenikania), tym lepiej. Według tej szkoły, ogrzanie ścian zewnętrznych spowoduje dużo wolniejsze wychładzanie budynku. Wszystko pięknie i ładnie, jednak wszelkie obliczenia wydajności tego systemu odnoszą się do współczesnych technologii budowania domów. Ani słowa o ścianach z muru pruskiego :).

Drugia teoria głosi, że ogrzewanie ścienne zakładamy na ścianach wewnętrznych (działowych). W ten sposób utracone ciepło z pomieszczenia grzeje pokój po drugiej stronie ściany. 

Jeśli w ogóle zdecydujemy się na to rozwiązanie (ogrzewanie ścienne w ogóle, czy w systemie kapilarnym czy tradycyjnym - to zależy od finansów) - na pewno nie będzie jedynym źródłem ciepła w pomieszczeniach.  W mieszkaniu sprawdzi się chyba dodatkowo tradycyjny system grzejników (choćby i niskotemperaturowych). Na część gościnną nie mam jeszcze pomysłu.

Osobna kwestia to ocieplenie poddasza. Zamiast tradycyjnej wełny mineralnej (ostatnie normy nie mówią już o 20 czy 30 jej centymetrach, lecz o 50!) spotkałem się ze stosowaniem tzw. folii termoizolacyjnej. Produkt ten ma postać wielowarstwowych mat grubości kilku centymetrów. Jak zapewnia producent - o izolacyjności podobnej do wełny. Nie wierzę w produkty doskonałe, więc jeśli w ogóle, zastosujemy pewnie systemy mieszane.

Jeśli ktokolwiek miał do czynienia z powyższymi technologiami - chętnie wysłucham opinii. Zwłaszcza tej krytycznej!

Nie żebym wierzył ślepo we wszystkie nowinki techniczne, ale... świat się przecież zmienia. Najlepszy dowód mamy za oknem - idzie wiosna! :)

3 komentarze:

  1. ciekawe czy zetknąłeś się już z litotermem
    http://www.lithotherm-system.de/firma.html
    może przetestuj i daj znać jak to działa :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawa za pomysł z kaloryferami! Dołóż jeszcze z jeden w namiocie u góry.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ani słowa o ścianach z muru pruskiego? Nie wierzcie w to, poszli na łatwiznę!

    OdpowiedzUsuń