27 lutego 2012

Zaczęło się


Sezon remontowy można chyba uroczyście uznać za otwarty. Zaczęło się znowu od stajni. Znowu, bo w zeszłym roku w marcu, zaraz po zakupie, prace rozpoczęliśmy również od tego pomieszczenia. Wynieśliśmy stąd wtedy ogromne ilości dobra (i zła) gromadzone latami przez poprzednich właścicieli. 

Ale w tym roku działamy już konkretnie. Tynki precz! Zajęło to dwa dni i o dziwo okazało się stosunkowo prostym zadaniem. Stajnia murowana jest z kamienia, oprócz wspólnej ściany z częścią mieszkalną i okolica okien i drzwi, gdzie jest cegła (dość średniej zresztą urody).

Tynk w niektórych miejscach odchodził jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki (pod postacią zbijaka), w niektórych trzymał się mocno i pewnie mógłby tak trwać jeszcze ze sto lat. Ściany są zupełnie mokre, w niektórych miejscach, pod żłobami z piaskowca, wodę można wręcz z nich ścierać. Nic dziwnego wszak, skoro pomieszczenie ostatnie sto pięćdziesiąt lat nie było ogrzewane. Teraz trzeba będzie wymyślić jakiś sposób na osuszenie ścian. Oczywiście, na dłuższą metę stajnia będzie ogrzewana i mur zacznie schnąć. Zakładam tak czy inaczej, że wilgoć nie zniknie od razu. Ale dobrze byłoby raz a porządnie wypędzić wodę. Może za pomocą nagrzewnic? Temat jeszcze otwarty.

Co dalej? Nadchodzi czas rozstrzygnięć w temacie okien stajennych. Ostateczna decyzja jeszcze nie została podjęta, aczkolwiek przychylam się do opcji, aby zostawić stare okna (względnie oczyścić i oszklić), a na zimę dokładać nakładki. Te ramy muszą po prostu tu zostać!





Cóż poza tym?
Lubię sobie wspominać to, co robiłem dokładnie rok / dwa / trzy lata temu. Najczęściej oglądając zdjęcia (przez ostatnie kilka lat aparaty towarzyszyły mi cały czas). Ale nie tylko: ktoś wpadł na sprytny pomysł napisania aplikacji internetowej, która będzie nam codzień przysyłać informacje o tym, co za bzdury napisaliśmy rok temu na Facebooku. Bo wstyd się przyznać, ale różne chwilowe refleksje z perspektywy rocznej wyglądają lekko mówiąc mało ważnie. Ale nie wszystkie!

Otóż rok temu, leżąc z grypą w łóżku w jeleniogórskim mieszkaniu przeglądałem oferty nieruchomości. I co napisałem?

"Dom w Rząśniku powrócił na łamy portali handlu nieruchomościami. Pewnie dlatego, że wiosna idzie i wreszcie udało się do niego dojechać. Jak już coś jest w stanie lepszym od ruiny z zawalonym stropem, cena normalna, to stoi tak, że zimą dotrzesz tam tylko na rakietach."

A potem się zaczęło. Z dzisiejszego punktu widzenia mogę powiedzieć: rakiety nie były potrzebne (acz by się czasem przydały z psem na spacerze). 

Po śniegu pozostało jeszcze kilka wspomnień (w postaci płatów w zacienionych miejscach). Zima już chyba sobie generalnie poszła, choć co rano przypominamy sobie, że to jeszcze luty. W nocy ciągle spory mróz - skrobanie szyb tak szybko się nie skończy.





12 komentarzy:

  1. drugie zdjęcie od góry - tak, jakbym widziałam naszą, hmm, oborę. Oczywiście oczyma wyobraźni, bo tynk u nas jeszcze jest :)
    powodzenia ze stajnią !

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ciekawe kiedy my się weźmiemy za nasze budynki...Tyle roboty w domu, a tu chciałoby się lokum dla osiołka i kózki przygotować..;)
    powodzonka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ja mam ambitny plan przygotowania jeszcze wiosną lokum dla koni (i wcale nie w stajni)...

      Usuń
    2. My okna w stajni (identyczne jak Twoje) poddalismy piaskowaniu, pomalowaliśmy Hameritem i oszkliliśmy. Najprawdopodobniej również zdecydujemy sie na nakładane od wewnatrz drugie "docieplające" pojedyńcze okna. Wymiana na łukowe o dobrym współczynniku K pomnożone przez ilość dała wynik niezadowalający.

      Usuń
  3. no ile to się przez rok zmienić potrafi...

    OdpowiedzUsuń
  4. A czy część tej wody na ścianach nie bierze się zwyczajnie stąd, że nie ogrzewane mury są teraz zimniejsze niż powietrze i wszelka para wodna skrapla się na nich i cieknie. Jeśli na zewnątrz jest dużo cieplaj niż w środku to może tak być. Latem było tam chyba sucho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściowo tak jest, ale większość podchodzi chyba kapilarnie, z czym nic się raczej nie zrobi (żadna izolacja pozioma nie wchodzi w grę). A mur jest przesiąknięty wilgocią na wylot, więc tak czy inaczej trzeba go osuszyć + dobra wentylacja i ogrzewanie w przyszłości.

      Usuń
    2. jeśli to piaskowiec, to chyba można zapodać glikolowe ostrzykiwanie ?

      Usuń
    3. Rozwiń temat proszę, bo ja bladego pojęcia nie mam co to i jak to.

      Usuń
    4. A poza tym, to łupek :).

      Usuń
    5. sorry, nie dopatrzyłem się,
      myślałem, że to piaskowiec tylko okraszony łupkiem (jak u nas)
      słabo kontaktuję przez przywołaną powyżej grypę :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń