2 lutego 2012

Znów ogrzewanie. Z tradycją w nowoczesność - drewno + prąd?

Disclaimer pierwszy: wszystkim znudzonym już tematem ogrzewania proponuję popatrzeć na ładny obrazek poniżej i powspominać czasy, gdy ogrzewanie było czysto teoretycznym problemem i dać sobie spokój z czytaniem reszty. Czasu mam teraz sporo, więc może jak trochę ochłonę, napiszę coś bardziej miłego i życiowego. Ot, na przykład, prawie gotowy jest tekst o dawnych zwyczajach pogrzebowych.

Letni wieczór i Ostrzyca. Od samego patrzenia na falujące na zboże robi mi się ciepło.


Disclaimer drugi: głodnych gotowych rozwiązań grzewczych, wychodzących z założenia, że internet prawde powie, którzy trafili na tą stronę z wyszukiwarki na podstawie słów kluczowych informuję po raz kolejny, że z fizyki zawsze miałem dwa i moje rozważania sa czysto teoretyczne, poparte jedynie wiedzą z internetu. To znaczy, że absolutnie nie mam pojęcia o tym, o czym piszę. Smutne, ale moga to być po prostu bzdury. Dlatego zanim zacznę wprowadzać plany w życie, przejdą jeszcze etap konsultacji społecznych :), a całością zajmie się pewnie instalator. Z uprawnieniami.

Niektórzy mają dziwnie bezkrytyczny stosunek do wiedzy wyczytanej w internecie. Bezkrytyczność ta jest odwrotnie proporcjonalna do poziomu zaawansowania internetowego czytelnika. Na przykład, jeden z moich sąsiadów, mający z internetem kontakty, powiedzmy, że przelotne, uznaje niusy odnośnie skarbów w okolicy zamieszczane na forach eksploratorów za prawdę objawioną. Tyle wstępu i ostrzeżeń.

A teraz do rzeczy. Pogodziłem się chyba ze zdrowym rozsądkiem (z którym prowadziłem dyskusje w poprzednim poście) i wymyśliłem kolejne rozwiązanie problemu pt. "+7 w sypialni, -2 w salonie". Jeśli wszystko uda się zrealizować, przyszła zima nam nie straszna.

Obmyślając system grzewczy naszego domu brałem pod uwagę takie problemy i założenia:
- nie mamy miejsca na dorosłą kotłownię. Zabudowując stajnie po pierwsze stracimy w niej miejsce, po drugie uzyskana kotłownia będzie mikroskopijna,
- budowa dodatkowej kotłowni nie wchodzi w grę (koszty, pozwolenia, czas trwania, skala inwestycji),
- potrzebny jest system elastyczny, który w sposób ekonomiczny będzie mógł ogrzewać zarówno tylko naszą część mieszkalną (ok. 80 m2), jak i - w razie potrzeb - cały dom (ponad 300 m2). Byłoby miło, jakby dało się go rozbudować w przyszłości,
- w stajni (salonie / eventowni) i tak chcemy mieć kominek.
- system ogrzewania powinien również mieć możliwość funkcjonowania bez dodatkowych działań przez kilka dni. W takim przypadku w grę wchodzi gaz (którego nie ma i nie będzie), olej (drogie i trudny dojazd, brzydki zbiornik), ekogroszek (no a gdzie ten piec?) no i.. no właśnie. Nie śmiejcie się, ale - prąd.

Wziąłem pod uwagę komentarze pod poprzednim postem. Niestety, nie wiem komu dziękować, bo komentatorzy podpisują się ostatnio jako Anonimowi (czy to ma związek z ACTA?). Ludzie, ujawnijcie się!  I obmyśliłem poniższy plan.

W salonie (obecnie stajnia), na ścianie, gdzie założyłem sobie kotłownie, zbudujemy kominek z płaszczem wodnym. I to taki konkretny, ze 30 kW. Funkcjonuje gdzieś też określenie turbokominków (brzydkie słowo), choć głowy nie dam, czy to to samo. Nie będzie on zasilać bezpośrednio kaloryferów, lecz wodny zasobnik akumulacyjny o pojemności ok. 1000 litrów. Może stać sobie obok (jakoś już go zabuduję), a może i wyżej (mam sporo miejsca na korytarzu, z którym nie wiem co począć).

Na temat wyższości instalacji z zasobnikami nad tradycyjnymi jest w internecie sporo. Po mojemu (pamiętajcie o moim dwa z fizyki!) jest tak: każdy kocioł pracuje z maksymalną sprawnością przy wysokich temperaturach. Przy niższych, "przepalaniu" co jakiś czas, jest dużo gorzej, tj. z tej samej ilości paliwa uzyskamy dużo mniej ciepła. Czyli: nie opłaca sie w wielkim kominku palić powoli małych ilości drewna, "co by letnio było tylko". Lepiej rozpalić dwa razy, a konkretniej. Ale co się dzieje wtedy w domu z tradycyjną instalacją? Ano, przy rozpaleniu robi się nam w chałupie ukrop, aby dwie godziny później znów spaść do przyjemnych +12. Zadaniem bufora jest zmagazynowanie tego ciepła i oddawanie przez dłuższy czas. Według producentów - całkiem długi zresztą, bo bez problemu do kilkunastu godzin.

No dobrze, a co, jeśli nie mam możliwości palić / nie chce mi się / musze wyjechać na trzy dni w połowie stycznia / jestem ciężko chory?

Otóż drugim obiegiem, również ogrzewającym mój tysiąclitrowy bufor ciepła będzie kocioł elektryczny działający w taryfie nocnej, a przy okazji - latem - podgrzewający ciepłą wodę. Wiem, wiem - ogrzewanie elektryczne należy do najdroższych możliwych opcji, ale:
- daje komfort użytkowania,
- w tym przypadku nie będzie ogrzewaniem podstawowym - jeśli dobrze napalę w kominku, to kocioł w nocy po prostu się nie włączy,
- jest czyste, miłe i przyjemne, nie wymaga komina, piec mogę powiesić sobie nawet nad łóżkiem (no dobra, nad łóżkiem nie, ale w łazience bez problemu),
- obcenie w bojlerze elektrycznym też mam grzałkę i jakoś się to sprawdza(ło).

Cały wic polega jeszcze na tym, aby system - choćby w ograniczonym zakresie - mógł działać grawitacyjnie, tj. bez konieczności działania pompy wymuszającej obieg. Tu trzeba pomyśleć o odpowiedniej lokalizacji poszczególnych elementów systemu. Ale w tym przypadku zdam się na specjalistów, podobnie, jak w przypadku wyliczenia potrzebnej mocy kominka i kotła. Było się uczyć tej fizyki, zamiast chodzić do zbąszyńskiego parku na wagary.

Scenariusze, które sobie wyobrażam podczas działania takiego systemu:

- zima, a muszę wyjechać na trzy dni (scenariusz czysto hipotetyczny, bo w domu zawsze ktoś jest). Wieczorem przed wyjazdem palę w kominku. W kominie właściwie, bo wszak wielki jest. Moje 1000 litrów się nagrzewa. Temperaturę na grzejnikach ustawiam gdzieś na +10. W pierwszy dzień i noc system oddaje ciepło z bufora, potem w nocy włącza się kocioł elektryczny. Może wytrzyma dłużej, bo przecież zużycie ciepła niewielkie, a bufor dobrze izolowany. Ostetcznie, jakby spadło poniżej +5, to i tak włączy się sam elektryczny system antyzamarznięciowy. Wracam do domu, odkręcam na +17 (bo to się nazywa "komfort"), palę w kominku. Ciepło.
- lato, a potrzebuję ciepłej wody. Chodzi w nocy kocioł elektryczny. Może solary na dach..? 
- zima czy lato - a nie ma prądu. Mamy problem. Liczymy, że za godzinę wróci. Pompa wody nie chodzi. Wody ciepłej latem nie ma (ale staw przecież jest). Dobrze, jakby system działał mimo wszystko grawitacyjnie (palę w kominku i spokój).
- zima, a ja ogrzewać chcę sobie tylko mieszkanie, w pozostałej części +10 wystarczy. Przykręcam odpowiednio kaloryfery w nieużytkowanych pomieszczeniach, a w mieszkaniu odkręcam na full. Woda z mojego bufora oddaje ciepło wolniej, starcza na dłużej. Jeśli zachodzi nagła potrzeba ogrzania pokoju gościnnego - nie ma problemu. Odkręcam kaloryfer. Ciepło jest przecież w moim buforze i już za chwilę przyjemnie się rozłazi po pokoju.

Oczywiście, osobną sprawą, którą warto czasem wziąć pod uwagę, jest ogólna tendencja do robienia z salonu kotłowni (czyli instalacja głównego źródła ciepła w, nazwijmy to, reprezentacyjnej części domu). W przypadku naszej stajni miejsce wydaje się jednak być względnie odpowiednie, z drugim, niezależnym wejściem i sporymi możliwościami aranżacji (w końcu to stajnia!).

System taki ma możliwości działania w trybie ekonomiczno - upierdliwym (choć palenie w kominku ma jednak swoje zalety), jak i wygodniacko - szpanerskim (ustawiłem na piecu 21,5 i tyle ma być).

W całość wpisze się jeszcze jakoś obecny system z podkową w kuchni. Jak - nie wiem jeszcze. Wiem tyle, że na dłuższą metę jest to rozwiązanie dość niepraktyczne.

Należałoby zastanowić się jeszcze nad systemem dystrybucji ciepłej wody. Może w pokojach gościnnych, gdzie i tak używana jest dużo rzadziej niż w naszym mieszkaniu i kuchni, zainstalować po prostu przepływowe ogrzewacze elektryczne? Uprościłoby to trochę instalacje (przy takim dużym obiegu niezbędny byłby chyba dodatkowy obieg cyrkulacyjny).

PS. Wbrew pozorom żaden z producentów urządzeń grzewczych nie sponsorował tego postu. Ale może któryś się jeszcze zdecyduje? :)


17 komentarzy:

  1. Sąsiedzie ! Bracie! szkoda, żem tak daleko, bo bez tego piwa się nie obejdzie :)
    Nawet nie myśl o ogrzewaniu (nawet awaryjnym) 300 m domu prądem. Nie wyrobisz na rachunki. To z doświadczenia (10 letniego).
    Kominek - jakieś 3 miesiące temu z dobrym hydraulikiem operującym w Twojej/naszej okolicy rozkminialiśmy temat ogrzewania starego domu w gabarycie jak Twój za pomocą kominka. Nie wyrobisz! Poza tym uwagi, jak w poście wcześniejszym... Paliłeś Ty kiedyś w kominku (jako podstawowym źródle ciepła) przez całą zimę? Nie pisz się na to.
    Pozdrawiam - nieanonimowy - Twój Sąsiad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kominkach paliłem. Zresztą teraz palę w kuchni z podkową, której sprawność przy tym układzie to pewnie z 10%. Znam kogoś, kto ogrzewa 300 m2 dom kominkiem. I to bez bufora.

      Co do prądu i kosztów: cóż, jakiego systemu bym nie użył, to 300 m2 za 500 zł na sezon nie ogrzeję i z tym się liczę. Najtańszym (obecnie) jest ogrzewanie drewnem (stąd podstawowe), gdyby dodać do tego czasem komfort użytkowania prądu - wydaje mi się całkiem niezłą alternatywą. I to bez węgla, ze wszystkimi jego wadami.

      Z różnymi systemami ogrzewania miałem już do czynienia, choć na mniejszą skalę (mieszkania). Prąd nie wychodził o dziwo tak tragicznie. Dużo więcej płaciliśmy za gaz. Na szczęście to nam tu nie grozi :).

      Pozdrawiam i zapraszam.

      Usuń
  2. no powiedzmy, że sąsiadka
    trzecią zimę ogrzewam ok. 80 m2 kominkiem, żle nie jest choc i nie komfortowo. w lprzyszym roku może rozprowadzimy ciepło rurami gdzie trzeba, a póki co da sie życ, ruszac sie trzeba i tyle, własnie drzemy farbę z tynkiem
    pozdrówka
    maria z b

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie. Więc się da :). Nie wiem, jakiej mocy jest ten kominek (może za małej albo za dużej). Poza tym wnioskuję, że to kocioł bez płaszcza wodnego, a tym bardziej bez bufora.

      A ruszać się trzeba. Jak zyskam pełną aprobatę mojego planu to zaczynam walczyć w stajni ze zbijaniem tynków :).

      Usuń
  3. 18kW, niezabudowany dotąd i bez wspomagaczy,w izbie zrębowej stare, pojedyncze okna, belki się rozszczelniły, więc wieje,palimy na okrągło,jest 18st.C, w innych pomieszczeniach gorzej, ale tam akurat praca rozgrzewa.
    w przyszłości moze jakiś płaszcz na rurę spalinową i rury powietrzne do pomieszczeń na piętrze, ewentualnie rura spalinowa w puszczona do pieca kaflowego na piętrze,zanim ciepłe spaliny uciekną kominem.
    da się życ, nie każdej zimy takie temperatury...
    m z b

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, 18 stopni to bradzo przyzwoita temperatura. Chciałbym mieć tyle, stąd plan powyżej :).

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sąsiad, ponieważ zapytałeś, słuchaj i się nie denerwuj:
    Niedaleko Ciebie, grzejemy 250-300m, dom jak Twój stary, okna stare, drzwi stare, nieocieplona posadzka w przedsionkach, słabe ocieplenie od strony strychu, niezbyt stary zębiec, grzejniki różne, niektóre stare, inne nowe - przez ubiegły miesiąc poszło z dymem pół tony węgla i przyczepa dębu. Tragedii nie ma.
    Niestety jedno dołożenie wystarcza na 3-4 h. Potem temp. spada poniżej 30 stopni i znów dokładka. Jeśli wszystko wymienimy (koszt ogromny, w tym momencie - nieznany) i powiedzmy nawet dołożymy bufor, to będziemy dokładać co ile.. 5-6 h? Spalimy pewnie mniej. O ile o 20% ?
    Nie ma w tym oczywiście ciepłej wody dla gości, co musisz jakoś policzyć.
    Jeśli Ci to odpowiada, to działaj.
    Nie polecamy kominka do tej skali ogrzewania. Palimy w nim od lat, w mniejszej skali, coś jak Sąsiadka. Dokładamy non stop, co 2-3 h. Jest bardzo ciepło, ale musisz tego pilnować, jak małego dziecka.
    Wyobraź sobie, że dokładasz często, jak teraz do kuchenki, a masz do tego 8 gości do obrobienia.
    Pozdrowienia dla Sąsiadki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Denerwować? Chyba z zimna...

      Cóż, mimo wszystko jestem dobrej myśli. Dom ocieplam (bynajmniej nie od zewnątrz, ale skutecznie) + okna będą wszystkie nowe. Jakiś system ogrzewania muszę wybrać i zbudować od nowa (a nie wymieniać istniejący), więc koszty i tak trzeba ponieść.

      System zda (albo nie) egzamin zapewne dopiero zimą. Jak okaże się za słaby, to dołożę tą nieszczęsną kotłownię i do bufora wepnę jeszcze piec węglowy. Ale liczę, że nie trzeba będzie.

      Usuń
  6. I już absolutnie ostatnia uwaga w temacie:
    Pamiętaj, że tak naprawdę to nie ogrzewasz 1000 L wody w baniaku, ale 600 m3 domu. Naprawdę to od tego, jak ciepły jest dom zależy, na ile Ci ten zasób w baniaku (i kaloryferach) wystarczy.
    Pozdro,
    Sąsiad

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak ocieplasz dom od środka... ?
    s z p

    OdpowiedzUsuń
  8. To i ja kończę, bo zmarzłem :)

    Do kominka trzeba dołożyć :)
    Sąsiad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładaj dokładaj, jak będę mieć bufor to nie będe musiał ;). A w celu dalszych rozważań zapraszam osobiście.

      Usuń
    2. Sąsiedzie.. z rozważań o/przy kominku - czy Twój dom stał przed zakupem jakąś zimę nieogrzewany, czy ciągle ktoś w nim mieszkał ? A jeśli był nieogrzewany, to czy zaliczyłeś z tej przyczyny jakieś straty.. jakieś podmokłe tynki porozsadzane, rury popękane, czy coś?
      C.o. masz oryginalne ?
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Wcześniej dom, o ile wiem, był ogrzewany częściowo (dwa pomieszczenia). Instalację wykonała moja, ehm, poprzedniczka, zeszłej zimy. Potem przed moim zakupem wszystko zdemontowała (miłe to było), zostawiając gołe rury i podkowę. Szkód nie zaobserwowano.

      Usuń
    4. Dzidek
      Oj Przemek kombinatorze.
      Wpadnij do mnie to pogadamy.
      Ale w ciemno pisze, że w twoim przypadku tylko wyngiel - jakikolwiek (miał, ekogroszek, normalny). Nie znam palet. Ale prąd - Rany Boskie. Kolega małe mieszkanie grzeje to ma rachunek większy niż ja za prąd i ekogoroszek. No właśnie ja mam ekogroszek. czy jestem zadowolony (ok 200m2). Chata nie ocieplona - okna momentami stare - drzwi też. W pokoju ok. 18 stopni a w kuchni ponad 20. Chyba okey. Niestety są minusy: Piec Mam pod sypialnią i cały czas słyszę podajnik, syfi się nieźle (uśmiechnięta pani w białym na reklamówce wrzucająca wyngiel do podajnika to ściema niezła), jakoś wyngla. To jest chyba największy problem. OSZUŚCI wszędzie. Kupuję luzem na łomnickiej w jelonce najdroższy i sam pakuję w worki pod domem (e zeszłym sezonie 750 T). Niestety coraz drożej i drożej (Jak Żyć?). Schodzi ok. 4-5T na rok. Ale mam też piecyki kaflowe i kózkę więc jak coś to dopalam. A wtedy już sauna i nawet dzieci można mieć.
      pozdrawiam Dzidek z Wrzeszczyna

      Usuń