18 marca 2012

Deszcz wiosenny

Aktualizacja 19.03.2012

Deszcz wiosenny leje, pachnie ziemia po ciemku, podleje może paliki wierzbowe, które ukradłem ZiŁom (za ich pełną zgodą) i kto wie, czy coś z nich nie wyrośnie. Będziemy mieć kłopotnickie wierzby wzdłuż domu, niskie na 40 cm, które przeplotę długimi gałęziami i będzie płotek, oddzielający drenaż (i dom) od drogi. Zdjęcia nie ma, bo jak je w ziemie wbijałem, to już ciemno się zrobiło.

Przy okazji u ZiŁów udało się zakopać na łące samochód (następnym razem będę patrzeć gdzie jadę), jak również odkopać. Chwała bezimiennemu sąsiadowi, co to wyrwał niemal łopatę z ręki i zabrał się do roboty.  Czy to nie ten, co ukradł im taczkę? Tego się pewnie nie dowiemy. Udało się jeszcze upiec kiełbasę i zjeśc pyszny chleb (serio był cudowny, u nas takiego nie ma). I jeszcze kilka rzeczy też się udało.

Ale jeszcze odnośnie zakopywania samochodów: nigdy nie byłem zapalonym offroadowcem i mielenie błota jako takie mnie nie bawi. Samochód 4x4 ma spełniać funkcje użytkowe: ma pociągnąć pług w zaspie, przyczepę, przejechać po łące gdy trzeba, wyciągnąć z błota sąsiada, albo mnie, jak utknę w wąwozie zimą. Tymczasem odżywa sezon na szaleństwo motocrossowe (jak i samochodowo-terenowe): na łąkach pojawiają się kolorowo odziani panowie i ujeżdżają swoje bolidy myśląc, że im głośniej pierdzi ich maszyna tym bardziej są cool. Był kiedyś taki odcinek South Parka, pt. The F word. Właściwie mogę chyba ich zrozumieć. Co więcej, nie mam nic przeciwko jeżdżeniem sobie po łąkach jako takiemu. Ale, do cholery, z poszanowaniem dla ich mieszkańców (tych ludzkich i nieludzkich), czego panowie zdają się nie rozumieć. The F word jak się patrzy. Niech świat wie, niech słyszą wszyscy, że jestem taki spoko. A że nie mają ochoty słuchać? A co mnie to obchodzi?

Kiedyś w Krowiarkach spotkałem grupę quadów. Jechali sobie spokojnie leśną drogą. Usłyszałem ich dopiero, jak wyjechali powoli zza zakrętu. Jechali powoli, bo przecież nie są jedynymi użytkownikami dróg leśnych i śródpolnych. Silnik nie chodził jak dwudziestopięcioletni maluch sąsiada bez tłumika (miałem kiedyś takiego sąsiada, osiemnastolatka, jak ojciec zapytał go, czemu nie zaspawa wreszcie tłumika odpowiedział, że nie stać go na sportowy, a brzmi tak samo). Jak oddalili się na 100 metrów nic już prawie nie było słychać. Da się? Owszem, ale do większości to chyba nie trafia. Bo to byli jacyś amatorzy, turyści tylko, co chcieli pooglądać trochę, co dookoła. A nie prawdziwi offroadowcy, zawodowcy, wycinaki, profesionaliści. Może taka kulturalna jazda i niemanie gdzieś wszystkiego poza mną i moją wspaniałą maszyną nie dostarcza odpowiednich przeżyć. 

Są oczywiście pewnie tacy, którzy legalnie i kulturalnie ogranizują zawody i przejazdy. Są wyznakowane trasy, chłopaki, żeby poczuć trochę adrenaliny ścigają się na zamkniętych na jakiś czas drogach leśnych (i szlakach turystycznych). Kto to organizuje? Nie wiem, pewnie ci, którzy zostawiają po sobie spore ilości śmieci w górach.

Nie chodzi już wcale o prawo: co można, co nie, gdzie jeździć, gdzie nie wolno, tu uprawa, tam rezerwat, tam ptaszki, tam kwiatki, tu motylki, co ich te śmieszne ekologi bronią. Nie. Chodzi o zwykłą, ludzką przyzwoitość i umiejętność zastanowienia się nad tym (bo nie powiem, że aż odczuwania), że jest jeszcze coś poza mną i moją coolmaszyną.

Tyle w temacie odżywającego sezonu na przeszkadzanie innym.

Zalety posiadania przyczepy udaje się wykorzystać: a to przywieźć ziemię na ogród od sąsiada (10 przyczep przetrawionego obornika), a to sztachetki, a to zawieźć cegły. Przyczepę traktuję (poza koparką oczywiście) jako jeden ze wspanialszych gadżetów dla osób remontujących stare domy. Ma się rozumieć, nie tylko stare, ale problematyka innych mnie nie dotyczy. Mówię Wam: przyczepa to cudo jest. 

Lada dzień zacznę montować płot wokół ogrodu wypoczynkowego przed domem. Sprytnym zbiegiem okoliczności ogród wypoczynkowy znajduje się od północnej strony domu i w dodatku w okolicy szamba, ale nie ciągnijmy dalej tego tematu. Tak wyszło. Właściwie wokół domu planowane są trzy ogrody: wypoczynkowy (o którym mowa), z którego będzie wejście na werandę (ach, kiedy ona powstanie?). Wzdłuż drogi (którą nikt i tak nie będzie regularnie jeździł, tylko ja czasem konie poprowadzę), na skarpie, będzie ogródek śląskich ziół. Znaczy: ogródek śląski, Schlesischer Garten, czy jak go zwać. Trzeci ogród, za domem, będzie ogrodem warzywnym. Mam już plan posadzić tam fasolę na tyczkach, bo fajnie wygląda. Trzeba będzie podlewać.

Z dnia na dzień dnia coraz więcej. Więc do roboty! Spokojnie można już pracować do 18.30. A za dwa tygodnie zmieniają czas (jak byłem mały, zastanawiałem się zawsze kim są ci oni, co go zmieniają). 

10 komentarzy:

  1. nie wiem kim są ci co zmieniają czas, za to oczywistym jest, że chmurę z deszczem przysłał Ci płanetnik ;P [g]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, poznałem go kiedyś, w odludnym domu w Puszczy Drawskiej, miał postać kota.

      Usuń
  2. No przecież mówiliśmy, że wierzba rośnie na ziemi Skarbu Państwa i że umywamy ręce!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie z tymi trzema ogrodami.
    Co do jazdy terenowej to mamy dokładnie takie samo zdanie. Samochód terenowy jest po to, żeby móc nim dojechać do domu. Ci, dla których taka jazda nie jest chlebem powszednim mają chęć poszaleć, dla nas to przecież codzienność. Mam znajomych, którzy jeżdżą po mało znanych krajach europy na terenowe rajdy i zwiedzają te kraje od strony dróg polnych, to bardzo ciekawe, ale oni nie zostawiają po sobie ton śmieci i nie robią więcej huku, niż to warte. Zresztą takie jeżdżenie "po coś" ma w sobie znacznie więcej uroku i sensu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekoterrorysta!
    Porównanie offroudowców do kolesi spod bloku, których jara "gang" silnika niewielkiej pojemności jest niesprawiedliwe. Przynajmniej co do aut 4x4 to nie masz racji w jakimś ogromnym procencie. No dramat z tą taśmą... :P
    Co do quadowców, to się nie zarzekam. Tym, których znam należałoby raczej schodzić z drogi. Quady muszą mieć po 4 koła, bo na 2 kolesie by się nie utrzymali w tym stanie, w jakim się przemieszczają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, masz zmotanego Patrola? :D

      Dobra, trochę wrzuciłem wszystkich do jednego worka. Dotyczy głównie chłopaków ujeżdżających motocykle i quady; zwłaszcza, że to te pojazdy wydają zazwyczaj dźwięki takie, że słychać z dwóch kilometrów.

      Ja nie mówię, że wszyscy są tacy sami, bo - jak piszę zresztą - widziałem i innych, cichych, spokojnych. Ale tych głośnych, pierdzących widać i słychać najczęściej - za nich cierpi pewnie całe środowisko. Jak i wszędzie.

      Usuń
    2. Ja tam nie wiem, o co chodzi z tym pierdzeniem. Wywalenie tłumika daje (procentowo) jakiś bardzo mały uzysk mocy. Przynajmniej w aucie tak jest. No może to uzysk najtańszy do osiągnięcia.
      W nowszych autach 4x4 (z sondami lambda itp) tłumik musi być sprawny, bo masz beda na kompie i spalanie leci w kosmos.
      W każdym razie przy każdej imprezie w terenie odprowadzane są (do leśniczówki) stosowne datki na zniwelowanie śladu CO2, a ostatnim celem imprezy jest demolowanie środowiska.
      Jak wszędzie są ekstrema, gdzie liczy się wynik i rywalizacja, ale tu prawo musi trzymać wyjące maszyny z dala od rezerwatów.
      Quady to na razie taka szara strefa. Na razie robią co chcą. Policja i leśnicy nie bardzo mają sprzęt, żeby ich ogarnąć.
      No ale nie potępiajmy środowiska w czambuł. To tyle.

      Usuń
  5. pomysł z ogródkami bardzo mi się podoba! ze 2 tygodnie temu administracja sprzed naszego "budynku wielorodzinnego" ścięła starą wierzbę - jeden patyk, mamy nadzieję, puszcza już korzenie w P. :)
    Wracając jeszcze do niedzieli - dozgonna wdzięczność:)!(pozwoliłam sobie zacytować "Toy Story" :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy mógłbyś rozwinąć temat śląskiego ogródka?
    Jakie ziela planujesz uprawiać?

    OdpowiedzUsuń