21 marca 2012

Poczta - magia tradycji


Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale - Panie i Panowie - od wczoraj dochodzi do nas poczta. Zwykła, tradycyjna poczta. 

Niby nic, bo ta elektroniczna dochodzi od dawna. W domu nie było jeszcze niczego, ale WiFi działało. Poczcie papierowej zajęło to jak widać trochę więcej czasu - ale cóż, magia tradycji polega widać na cierpliwości, czasem trzeba i można sobie na nią poczekać. To chyba jak ze świętami - magii by nie było, gdyby święta były co tydzień. Jak są raz na rok to człowiek czeka i czeka, a jak przyjdą, to cieszy się jak dziecko. Tak też jest pewnie z pocztą.


Rok temu, gdy kupowaliśmy dom, droga dojazdowa była - powiedzmy sobie szczerze - dość średnia. Listonosza (moda teraz taka) na wstępie zapowiedziała, że przyjeżdżać to ona tam nie będzie. Rób co chcesz, nie będzie i tyle. Na poczcie załatwiliśmy, że listy dla nas będą zostawiać na kupce, a my sobie je będziemy odbierać. Do Świerzawy nikomu nie jest po drodze Chyba, że skończą się papierosy, ale te kończą się złośliwie zazwyczaj wieczorem, gdy poczta jest zamknięta. Bo jest otwarta od 8 do 15. Tradycyjnej skrytki pocztowej nie ma, bo wszystkie są zajęte, a nowej dostawić - niedasięszefie. Niedasię i już. Poprzednia właścicielka miała tam takową, ale mimo proźby i groźby nie zechciała przysłać wymówienia. Taka skrzynka na wsi to skarb - mówiła - i może dlatego, mimo, że mieszka od dawna daleko stąd - postanowiła ten skarb trzymać dla siebie. 

Więc poczta nasza trafiała na kupkę, a ja, raz na dwa tygodnie, ją odbierałem. Wprawdzie pani na początku zarzekała się, że jak przyjdzie polecony, to będzie dzwonić - w praktyce jednak dzwoniła może ze dwa razy, a polecone przychodziły dość często. Trafiały więc na kupkę i co tydzień otrzymywały pieczątkę "awizowano - adresat nieobecny". Procedura musi być zachowana.
Na takie dzikie rozwiązania w funkcjonowaniu poczty jestem wyczulony. Jakiś czas temu mieszkaliśmy w Sokołowsku. Sytuacja podobna - listonosz mówił, że nie da rady, na poczcie w Mieroszowie mówią, że skrytki niedasię. Ale niech się Pan nie boi, listonosz będzie zostawiał sąsiadom. Albo właścicielowi mieszkania. Powiedziałem stanowczo: nie. Ale to chyba nic nie dało.
Nic tam. Gdy się w grudniu przenosiliśmy pięćdziesiąt kilometrów dalej, złożylismy w TP podanie o przeniesienie neostrady pod nowy adres. W innym mieście. Podpisałem stosowne papiery. Z góry było wiadomo, że się nie uda, bo w nowym budynku nie ma infrastruktury TP, tylko jest Dialog. Wtedy równało sie to z legalną rezygnacją z tej wspaniałej usługi (teraz już to nie działa). W podaniu, w salonie TP w Wałbrzychu (miasto piękne) zakrzyżykowałem w tym celu specjalną kratkę, że jeśli się nie uda - to bye bye, maszkaro. I myśleliśmy, że się z TP pożegnaliśmy. 
Jakież było nasze zdziwienie, gdy będąc za pół roku przy okazji w okolicy naszego dawnego mieszkania dowiedzieliśmy się od sąsiada, że czeka na nas z dziesięć listów od TP. A bo listonosz zostawiał. W tym z grudnia stało, że przeniesienie nieudane. W styczniu napisali, że może jednak chcemy ich neostradę i jeśli nie mamy nic przeciwko - będą ją świadczyć pod starym adresem (mimo odpowiedniego zakrzyżykowania). W lutym pytali, czemu nie płacimy, w marcu przysłali wezwanie do zapłaty i karę na kilkaset złotych, w kwietniu wezwanie przedkomornicze (dziwne, bo bez sądu chyba nie mogą). Poszedłem więc do mojego salonu TP w uroczym Wałbrzychu i pokazałem kopię zakratkowanego w odpowiednim miejscu podania o przeniesienie. Tłumaczę panu, że słowo przeprowadzka oznacza, że w miejscu A, w którym mieszkałem dotychczas już mnie nie ma, bo się prze-pro-wa-dzi-łem do miejsca B, którego adres jest im przecież znany, bo to tam chciałem przenosić neostradę. Pan wydawał się być nieugięty. Nie robiła na nim wrażenia definicja słowa przeprowadzka ze słownika jezyka polskiego. Pomogła dopiero interwencja w Katowicach. Przysłali faktury na minus 2500 zł i przeprosiny. Nawet jakaś pani dzwoniła. Ale potem jeszcze przez pół roku przysyłali rachunki na 0 zł. Na szczescie na nowy adres.
Przykład ten dowodzi, że sprawne funkcjonowanie poczty może rozwiązać wiele problemów. Gdyby tak listonosz odsyłał listy TP (swoją drogą nie wiem do dziś, jakim cudem sąsiad odbierał nasze polecone), ci może zorientowaliby się w istocie słowa przeprowadzka

Ale wróćmy do Rząsnika i Świerzawy. Podczas wczorajszej wizyty na poczcie poruszyłem problem często już poruszany. Że drogę zrobioną mamy od pół roku, że nie widzę przeszkód, aby, może, czasem, jak coś, to Listonosza jednak do nas zajechała. Skoro do sąsiadów już jedzie... Jakież było moje zdziwienie gdy się okazało, że to przecież żaden problem, że Pani Kierowniczka (Kierownica?) jest zdziwiona, że my w ogóle chcemy dostawać pocztę do domu (!), przecież my zawsze chcieliśmy skrzynkę, której nie ma i wolimy kupkę... Zaślepiony chwilowym sukcesem (te małe wszak cieszą najbardziej) nie drążyłem tematu, nie tłumaczyłem, że od roku jest to naszym skrytym marzeniem, że to z ich strony trwały wieczne problemy, że Listonosza mówiła, że nie będzie przyjeżdżać i koniec. Przytaknąłem skrzętnie, że tak, że byłoby właściwie całkiem nieźle, gdyby tak Listonosza zechciała czasem do nas zajechać.

W Świerzawie na rynku w sklepie metalowym, w którym zawsze jest wszystko, kupiłem skrzyneczkę i zamontowałem na furtce. Długo nie trzeba było czekać, bo jeszcze tego samego dnia pod dom zajechał kelkoczący golf a zza otwartej szyby ręka Listonoszy podała mi pierwszy list. 

13 komentarzy:

  1. golf dwójka, to podstawowy wiejski pojazd listonoszy, panów prądowych, itp.
    My mamy skrzynkę z własnym numerkiem we wsi, ok. 3km od domu. Ale listy polecone i paczki są zazwyczaj przywożone do domu. Podstawą jest komunikacja telefoniczna - gdzie pani jest teraz? Bo jadę właśnie przez Wieleń, Przesieki ..., aaa w domu, no dobra, będę za pół godziny. Czasami przesyłki przekazywane są w przelocie, na środku drogi między miejscowościami, w sklepie, u sąsiadów.
    Nasz listonosz na szczęście czerpie dziką satysfakcję z przejeżdżania nieprzejezdnych dróg. A golfa dwójki mu nie szkoda.
    Ostatnio startował na burmistrza (bez sukcesu)i zmienił samochód. Nie wiem co będzie dalej ...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. sklep metalowy w Świerzawie!chyba wiem który.
    ech, poczta...ile razy siedziałam kołkiem w mieszkaniu w oczekiwaniu na listonosza i polecony,a listonosz zostawił mi awizo w skrzynce...wrr.A potem rozkosznie długie kolejki wieczorem na poczcie plus do tego marudząca młoda (nienawidzi poczty, nie wiem dlaczego...;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie brzmi - dlaczego ludzie patrzą złym okiem na wyrodną matkę(ew.ojca, ale to rzadziej, bo ojciec z dzieckiem z urzędu ma jednak w sobie coś z bohatera) tkwiącą z głośno wyrażającym niezadowolenie przyszłym płatnikiem emerytur kolejkowiczów i nie ustąpią?

      Usuń
    2. Sklep metalowy w Świerzawie jest genialny, polecam i będę polecać go zawsze i wszędzie. Nie wiem jak to się dzieje, ale mają zawsze wszystko, czego akurat sobię zażyczę. Kiedyś objeździłem wszystkie Castoramy, Obie, Nobie i inne cuda w okolicy - nic. Na koniec pojechałem do Świerzawy - oczywiście, proszę bardzo, 28 złotych się należy.

      Usuń
    3. A fajną taczkę mają?

      Usuń
    4. Fajną. Polecam kupić. Jak się boicie, że ktoś ukradnie, to możecie (za drobną opłatą) parkować u mnie.

      Usuń
    5. "dlaczego ludzie patrzą złym okiem na wyrodną matkę(ew.ojca, ale to rzadziej, bo ojciec z dzieckiem z urzędu ma jednak w sobie coś z bohatera) tkwiącą z głośno wyrażającym niezadowolenie przyszłym płatnikiem emerytur kolejkowiczów i nie ustąpią?"
      nie wiem, mam możliwość porównania (między dziećmi jest 6 lat różnicy)i wcześniej ludzie byli bardziej uprzejmi w stosunku do matki z dzieckiem, teraz to niemal same wilki :)

      Usuń
  3. A dajcie spokój...u nas - a jakże- listy do skrzynki trafiają. Paczki, kiedy byłam z młodym listonosz mi dowoził (klaksonił, bo dzwonek u bramy..hmmm... bateria się wyczerpała, a potem ktoś sobie wziął). Jest problem z poleconymi. Załatwiałam upoważnienie dla swojego K. na odbiór w Jaworze, bo nasza poczta czynna najpóźniej do 16:30, kiedy jesteśmy jeszcze w drodze do domu z pracy. Polecone miały trafiać do skrzynki, a jeśli ze zwrotką- trafiać na główną do Jawora. Funkcjonowało. Pół roku. Potem reset. Jakaś mała kaszanka...

    OdpowiedzUsuń
  4. O rety, poczta w Świerzawie jest bardziej dziurawa niż w Czarnej! Mamy szok poznawczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas -miasto a też robią jak chcą- raz dostałam awizo,ze "nie dostarczono z powodu dużych rozmiarów i pojechałam na pocztę samochodem,żeby odebrać kopertę z wisiorkiem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, to może to klekotanie golfa jest wyjasnieniem zmiany stanowiska?
    Najwazniejsze,że jest skrzynka a listonosza do niej wrzuca, co trzeba;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach.. jak mnie wielbiła nasza pierwsza Niania ...
    Niestety podziw dla Ojca zajmującego się dzieckiem odchodzi wraz ze starszym pokoleniem. Teraz to już żadne dziwo.
    Ale nic, wiele przed nami. Patriarchat jak widać trzyma się mocno.
    Ta Pani jest Kierowniczynią Listonoszyń (Zacofańcze) :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Absolutne i szczere słowa uznania dla Was i dla Waszego SUKCESU przez duże S. Szczerze powiedziawszy, czytając te wszystkie blogi, my, którzy dopiero stoimy w temacie przeprowadzki... nawet nie w blokach startowych ale znacznie, znacznie dalej/w sensie bliżej.../ ... UCZYMY SIĘ i to jak się UCZMY. Że otrzymanie pozwolenia na rozbudowę czy na remont to wcale nie jest koniec problemów bo zawsze można mieć ten taki z dziedziny najbardziej absurdalnych. No, jak dla mnie to BAREJA miałby materiał na nowy scenariusz.
    By the way... Świetny post. :-)

    OdpowiedzUsuń