6 marca 2012

Tak bawiono się u Siebenhaara

W Janówku, przy drodze, stała karczma sądowa. Pisałem o niej przy okazji pocztówki z Johnsdorfu. Pozowoliłem sobie wówczas trochę puścić wodze fantazji podczas opisu ewentualnych gości i tego, jak się bawili. Dziś opis autentyczny.

Trafiłem na wspomienia zabaw i uciech z Gerichtkretscham Gustav Siebenhaar. Spisane po latach przez p. Charlotte Gülzow-Kügler, która odwiedziła to miejsce w roku 2006. Oczywiście, wiejska knajpa musiała prezentować się inaczej w oczach dziecka, niźli była w rzeczywistości.
(..) Przypominam sobie Gasthof Siebenhaara w Janówku. Właściwie nazywał się “Gasthof und Gerichtskretscham” i stał w centrum wsi. Na placu przed nim stała wielka lipa lub dąb (?), pod którą w średniowieczu wymierzano i egzekwowano natychmiast prawo. Ale to było dawno temu.
Później znajdował się tu przystanek samochodu pocztowego, który jeździł z Jeleniej Góry przez Rząśnik do Świerzawy, a na skrzyżowaniu dróg jechał dalej do Chrośnicy. Jeśli ktoś był w drodze furmanką, wypinał tu najpierw konie, a potem w dużej, ale przytulnej izbie u Siebenhaara raczył się zimnym piwem. W niedzielne przedpołudnia spotykano się tu na przekąski, aby pograć w skata czy bilarda. Zajazd posiadał również pokoje do wynajęcia. Co roku przyjeżdżali “letnicy” z Berlina, Drezna czy Goerlitz, aby wdychać świerze, wiejskie powietrze, którego w Janówku nie brakowało. Przy zajeździe stała piękna weranda, gdzie wspaniale siedziało się podczas upałów popijając lemoniadę. Miło wspominam również czas, gdy organizowano festyny.
Tu odbywał się bal karnawałowy, świętowały dzieci, towarzystwo rowerowe, miały miejsce festyny i inne imprezy. Na wielkiej łące za gospodą dla dzieci organizowano wyścigi w workach, bieg z jajkami i różnorakie zabawy. Musiało to być około 1 maja, gdy na łące stał wielki pal, bardzo wysoki słup majowy, wokół którego tańczyły z wstążkami dziewczęta przystrojone w wianki we włosach. Oczywiście nie mogło zabraknąć i karuzeli, na której traciliśmy szybko nasze kieszonkowe. A na jesień odbywał się festyn. Wtedy, w niedzielne popołudnie, na parkiecie wielkiej sali tanecznej odbywało się dziecięce tańcowanie i harce (...). Wieczorem przez wieś szła parada z lampionami i muzyką. Wkrótce byliśmy już naprawdę zmęczeni; przyszedł więc czas iść do łóżka. W sali tanecznej dla dorosłych zabawa oczywiście trwała nadal (...). 
GHHN 2006, Nr. 7, S 105 , tłum. własne

Samochód pocztowy? Oczywiście. Po prawej stronie budynku, przy werandzie, na pocztówce widoczne są tabliczki z mało czytelnymi napisami. Skaner mam podły, ale udało się je odszyfrować. Nie jestem pewien, jak do końca funkcjonowały te usługi pocztowe. Z całą pewnością w Janówku mozna było nadać i odebrać przesyłki. Ciekawe o tyle, że w miejscowości funkcjonował również normalny urząd pocztowy. 


W kontekście naszych dzisiejszych ciągłych problemów z funkcjonowaniem poczyty (listonoszka twierdzi, że do nas zachodzić nie będzie - bo nie, gmina zostawia rachunki za śmieci sąsiadom, a kurier po pierwszej wizycie zapowiedział, że już nigdy tu nie przyjedzie) wydaje się to mało realne (aczkolwiek przyzwyczajamy się powoli do tego, że nienormalność jest normalna).

Dlaczego tak interesuje mnie janówecka knajpa? Dlatego, że jej właściciel nazywał się tak samo, jak właściciel naszego domu. Czy byli rodziną? Chyba tak, ale tego jeszcze się dowiemy. 

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe informacje udało się odnaleźć, zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Postaw ładną skrzynkę na listy, tam gdzie się jeszcze glina na drodze nie zaczyna, a potem... preferowałbym już tylko rozwiązania siłowe. Mieliśmy straszną jazdę, bo listonosz uznał, że nie ma komu pewnego pisma doręczyć. Zero zawiadomienia, zero zwrotu do nadawcy = teraz Zero litości ! Gminne pisma uznałbym za niedoręczone, niech się tylko sąsiedzi nie podpisują, a firm kurierskich - jak psów...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń