9 marca 2012

Wreszcie kartka z Rząśnika

Udało się wreszcie kupić starą kartkę pocztową z Rząsnika. Nie kupuję kartek dla samego kupowania. Interesuje mnie to, co na kartce jest przedstawione i możliwość użycia tego jako ilustracji (choć prawo autorskie nie jest w tym względzie jasne). Posiadanie mnie nie interesuje - gdyby ktoś podarowałby mi zbiór okolicznych widoków, choćby w formie elektronicznej, z możliwością wykorzystywania - najpewniej w ogóle zrezygnowałbym z uczestnictwa w aukcjach.

Ceny na kartki reguluje prawo wolnego rynku i czasem za banalne widoczki trzeba zapłacić dziwnie wygórowaną kwotę. Ponieważ większość zakupów dokonujemy na aukcjach (czy to Allegro, czy eBay) wystarczy, że znajdzie się druga osoba, której na danej widokówce zależy - cena wędruje niezdrowo w górę. Ale są, jak zauważyłem i prawidłowości, której obowiązują niezależnie od miejscowości.


Najważniejsze zasady taniego kupowania aukcyjnego poniżej:
  • im mniejsza miejscowość, tym mniejsza szansa, że ktoś się nią zainteresuje i będzie podbijać cenę. Ale z drugiej strony, jeśli już ktoś jest - to najczęściej będzie licytować do upadłego;
  • jeśli na pocztówce widoczny jest zakład przemysłowy (na wsi mógł być to browar, mała fabryczka) - cena idzie w górę;
  • jeśli na pocztówce widać pałac lub zamek - nie jest najlepiej. Ludzi interesują chyba głównie te, które są dziś w ruinie;
  • jeśli na pocztówce widać stację kolejową - jest już źle. Prawie zawsze znajdzie się ktoś, kogo to zainteresuje i można zapomnieć o tanich zakupach;
  • jeśli na stacji stoi pociąg - jest już bardzo źle. Cena nie będzie niższa niż 100 zł;
  • nawet, jeśli na aukcji brak jest licytujących, a cena jest zachęcająco niska (np. 10 zł), jeśli kartka spełnia powyższe warunki (fabryka, stacja, pociąg) - najpewniej ktoś czai się w cieniu, aby zalicytować w ostatnim momencie. Albo - co gorsza - posłuży się automatem licytującym w ostatniej sekundzie.
  • kartki z lat 60. można kupić za grosze. Nie wiem czemu, ich wartość dokumentacyjna jest dla mnie podobna, jak tych sprzed 1945;
  • tanio można kupić tzw. przebitki - czyli kartki wydrukowane przed 1945, ale z polskimi napisami nadrukowanymi po wojnie. 
  • jest cała masa popularnych ujęć, których nikt nie chce. Szczególnie w większych miejscowościach (ot, na przykład tanio można kupić panoramy Złotoryi).
Tyle refleksji na temat kupowania. Teraz kilka słów o samej widokówce. 

 

Widokówka wysłana w roku 1916 z Rząśnika do Wrocławia. Przedstawia cztery motywy, z czego dwa powtarzają się na niemal wszystkich widokówkach z Rząśnika. 

Na górze po lewej stronie: budynek mieszkalny parafii ewangelickiej i karczma sądowa. Dziś na jego miejscu istnieje parking (nie wiem, kiedy budynek rozebrano), karczma pełni funkcję tzw. klubu. Na skrzyżowaniu - dawny pomnik ofiar wojny 1870/71 (tak przypuszczam). Dziś po nim ostał się cokół, na którym aktualnie stoi - a jakże - krzyż.


Na górze po prawej stronie - pałac w Rząśniku, przed 1945 w posiadaniu rodziny Vogler. Dziś - smutna ruina. Na pierwszym planie wspomniany wcześniej pomnik / krzyż.


Na dole po lewej stronie - główna ulica wsi. W tle pałac i pomnik (po polsku ruina i krzyż). Po lewej stronie widać fragment ewangelickiego domu modlitw (Bethausu). Dziś pusty plac.

 

Ostatnie ujęcie przedstawia urząd dawny urząd pocztowy i sklep W. Bittnera. Nie posiadam zdjęcia budynku; nie wiem zresztą, czy istnieje. 

Na koniec: kolekcjonerzy widokówek pojawiają się na giełdach staroci, szczególnie w ciepłej porze roku. My jeździliśmy najczęściej na tą świdnicką (pierwsza niedziela miesiąca). Ale na niskie ceny też nie ma tam co liczyć.

11 komentarzy:

  1. Łooo, dasz pomacać?
    My w zasadzie chielibyśmy tylko jedną, o taką:
    http://www.glogow.pl/okolice/php.php?numer=astare/lwowecki/grudza/4.jpg
    Bo w dole rozciąga się nasza wiocha -podejrzewamy, że to jedyne jej przedstawienie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, żeby było jedyne. Trzeba polować. Aktualnie na ebay jest widokówka z Grudzy. Tyle, że akurat w drugą stronę.

      Usuń
    2. Kiedyś na stronie Kłopotnicy na hydralu były trzy piękne pocztówki, z zajazdem pocztowym - szkoda tylko, że to Neusorge koło Głogowa było... Myślisz, że taką wiochę ktoś WYDAŁ?! Przysiółek taki?

      No bo Rząśnik to wiadomo, od Mirska pewnie większy.

      Usuń
    3. Rząsnik był zawsze wsią, przed 1945 kilkuset mieszkańców. Do tego mało popularny turystycznie. A ma kilkanaście pocztówek. Z Neu Stechow (kilkanaście domów) znam i mam jedną. Może było więcej. Więc z Kłopotnicy było pewnie przynajmniej kilka.

      Usuń
    4. Witajcie,

      Mieszkam nieopodal Zielonej Góry w Zaborze, to takie miejsce jak pewnie wiele w Polsce.Jestem germanistka i zastanawiam sie jak ocalić resztki rozgrabionych po wojnie cmentarzy na tym terytorium-to przeiez dziedzictwo kulturowe, co pozwiedza Ci, którzy tu po nas przyjdą, to wiele mówi o naszej kulturze, jaki traktujemy swoich poprzedników, bo nie wiem czy można mówić przodków( chociaż tak czuje, mimo, ze moja rodzina pochodzi ze wschodu...)na razie myślę, żeby obfotografować te cmentarze, opisać pozostałości.co Wy o tym myślicie, jakieś pomysły?

      ależ się rozpisałam;)

      pozdrawiam Leszczynowa

      Usuń
    5. Zabór znam, bo ja generalnie z lubuskiego jestem. Jak się kiedyś pałętałem po Dolnym Śląsku, to takie cmentarze regularnie odwiedzałem. I zawsze sobie myślałem: jak ci ludzie mogą z tym żyć? Teraz tu mieszkam, a we wsi mamy poewangelicki cmentarz w stanie klasycznym (rozgrzebane groby, itd) i zastanawiam się, co by tu z tym zrobić. I jak mogę tu żyć?

      Nie obejdzie się chyba bez zaangażowania mieszkańców, bo nawet jeśli (z pomocą różnych środków) podjąć temat, to jeśli to nie będzie "ich", to i tak za dwa lata będzie wyglądać podobnie. Temat (naszego cmentarza) jest rozwojowy. Problemem może być choćby fakt, że cmentarz może być parafialny a nie komunalny i jego część jest obecnie użytkowana (reszta zarasta).

      Mam ochotę napisać więcej, ale chyba odłoże to sobie na okolicznośc nowego posta, więc w skrócie: ciekawe refleksje naszły mnie po odwiedzinach na cmentarzu w Chełmsku Śląskim. Oryginalnie niemiecki (zakładam, że katolicki), po wojnie opuszczony i zarośnięty. Po jednej stronie (żeby było ciekawiej jest dość symetrycznie podzielony) zaczęto chować Polaków. Stopniowo część polska rozrasta się na niemiecką; między grobami pozostają takie ciekawostki jak np. pomnik ofiar wojny 1870/1871. Ostatnio ktoś część niemiecką uporządkował. Groby nie sa już otwarte, nagrobki stoją prosto. Ktoś czasem świeczkę zapali. Ale ludzie umierają, więc polskich grobów coraz więcej. Z czasem pozostaną pewnie pojedyńcze niemieckie nagrobki - a na pozostałej cześci.. cóż. Przyjdą inni. Następni. Taka sobie ciekawa metafora stosunków polsko - niemieckich i tego, co działo się tu przez ostatnie 70 lat.

      Usuń
  2. Witam,
    ciekawy wpis. Moja rodzina mieszkala kiedys w takiej niemieckiej wsi na dzisiejszych trenach Polski. Przykro patrzec, jak wszystko poniszczalo, albo zostalo zburzone. Jakie sa przyczyny tego?
    Dobrze jednak, ze znajduja sie ludzie, ktorzy chca pozostale resztki restaurowac.
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu tak się stało? Temat - rzeka. Mówi się o braku identyfikacji nowych mieszkańców po 1945 z niemieckim dziedzictwem kulturowym. Do tego czasy ogólnego zaniedbania, ideologia, propaganda, gospodarka taka a nie inna... i z tysiąc innych czynników.

      Usuń
  3. Bardzo dobrze. Przyczyny wymienić w kolejności chronologicznej, czy alfabetycznej ?

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.youtube.com/watch?v=Y7HLev07NBE&feature=related
    warto przebrnąc do końca
    pozdrawiam
    maria

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli - "szukajcie, a znajdziecie", gratuluję.

    OdpowiedzUsuń