16 kwietnia 2012

Legendy wiejskie

Sąsiedzi wiedzą, że interesują mnie małe i większe historie. Więc opowiadają różne czasem. Wiejskie legendy, przekazywane z pokolenia na pokolenie, z mniejszą lub większą dozą prawdopodobieństwa. Zbieram je z satysfakcją. 

M. mówił, że na Okolu to ruska baza była. Ś. nawet kiedyś z nimi motor radziecki przehandlował za wódkę, potem go w stodole chował, bo kontrol była. Radary jakie tam mieli. 

Na Okolu rozbił się samolot. Ojciec M., co w lesie robił, to kobietę w kawałkach z niego nawet wyciągał. Do dzisiaj leżą tam fragmenty tego samolotu.

Koło domu Ś. to Niemców rozstrzelali. Milicja znaczy. A potem zakopali koło stodoły. A potem jak remont był, to gdzieś w lesie ich zakopali.

Pod skałką przy górnej drodze krzyż stoi. Kobieta tam zmarła. No, przyszła i zmarła, po prostu. Ktoś potem krzyż wystawił.

Przy drodze na Chrośnicę skałka była, a na niej wieża. Okrągła budowla taka. Niemcy tam knajpę mieli i tańcowali do rana. 

Od Sędziszowej do Wlenia tunel jest pod ziemią. Tak samo od pałacu (we wsi -P.) do Berkowa (dawny Berghof -P.). M. i Ś. tam wchodzili, jak byli dzieciakami, ale przeszli kilka metrów, a dalej się bali. Nie wiadomo właściwie gdzie ten tunel sięga, może i do Jeleniej Góry.

Na Sądrecku (dawna kolonia Sandretzky, wyludniona po wojnie, dziś jeden dom -P.) to kolonia SS-mannów była. Specjalnie dla nich zbudowano te domy (kolonia powstała w połowie XIX w. - P.)

Na Lubiechową jak się idzie, koło pól PGRowskich, to Napoleon sam stacjonował. Dęby Napoleona rosną tam do dzisiaj. A na górce nad przełęczą, to doły śmierci były, tam żołnierzy grzebali.

W Sokołowcu to mieszka jeden strażnik, co dla Niemców skarbów pilnuje. 1000 EUR miesięcznie mu płacą. I leśniczemu też. Kiedyś przyjechali ci Niemcy, całą noc z latarkami po górze chodzili, rano odjechali. Ale oni [strażnicy] nic nie powiedzą.

Jak Niemcy ewakuowali skarby, to Polakom przewiązali oczy i gdzieś 20 minut wieźli furmankami. Potem w lesie wysadzili i kazali zakopywać skrzynie. To gdzieś na kolonii było... [w momencie przybycia do wsi Polaków Wehrmachtu już dawno nie było - P.].

A Czarny Janek to do babki nawet przychodził się przystawiać. Ale nic mu nie dała, wiedziała, że bandyta.

Babka to po wojnie zaraz pasła krowy pod lasem tam. I raz jedna uciekła do lasu. To babka za nią. Chodzi, chodzi, w końcu przed wejściem jakim stanęła w głąb ziemi. Ale zaminowane było, sznurki porozciągane. Krowa się znalazła, ale ona tam już nigdy trafić nie mogła. 

...

6 komentarzy:

  1. chyba każda okolica ma swoje "village legends" (jeśli mogę tak to określić;) ), a o tych tunelach to słyszałam od taty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne opowieści zapewne dobrze się je słucha. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewien bardzo znany obywatel powiatu lwóweckiego zapragnął kiedyś wykopać staw obok domu, który przejął wraz z gospodarką po rodzicach przybyłych tutaj zza Buga. Szło nie łatwo, bo łupek jak skała. Na jakiś dwóch i pół metrach koparka natrafiła na coś ogromnego, twardego i ciężkiego, że nie idzie normalnie ominąć, czy wyjąć. Woda, spływająca w tym miejscu z góry, wszystko zalewała, a straszne błoto nie pozwalało nic zobaczyć kopiącym. Koparka w tajemniczych okolicznościach uległa uszkodzeniu. Do dziś nikt nie wie, co tkwi na dnie tajemniczego stawu (u Sąsiada)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, to pewnie czołg! u nas znajdują się takowe, utopione w bagnach.
    Lubię takie opowiastki, czasami sensacyjne.
    Na górze, tuż przy drodze do nas, jest taka chatka, babusia zmarła kilka lat temu, ale miejscowi mówią, że tam straszy. Prawdopodobnie w czasie wojny lub tuż po wrzucono do studni zastrzelonych kilku mieszkańców, możliwe to, różne rzeczy działy się w czasie walk z bandami; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne, też powoli zaczynam odkrywać opowieści dziwnej treści z naszej Studzianki ;-)
    Wiem już np. gdzie stoi kapliczka, przy której straszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do rozbitego samolotu na Okolu -to prawda...miałem jego kawałek przyniesiony z lasu. Kobiety już nie było ;)

    OdpowiedzUsuń