25 kwietnia 2012

Z sąsiadami jak z rodziną



M. przyszedł do mnie przed świętami. Sąsiad dobry jest. W zasadzie, to wielu sąsiadów nie mamy. Więc tym bardziej każdy jest na wagę złota. Bo wiadomo, sąsiad to lepiej jak rodzina. Bo rodzina daleko, a sąsiad tuż obok. Żyć dobrze trzeba. Tak słyszałem na wsi.

No to ja dobrze się żyć staram. Przychodzą do mnie czasem różni sąsiedzi, w tym M., żeby na przykład pojechać do Rząśnika, bo wódka się skończyła. Albo, Przemuś, nie masz Ty jakiegoś piwa? Bo smali mnie od rana straszliwie... Piwo jakieś mam przeważnie w domu, chociaż sam go nie piję. Może dlatego mam. Kilka razy byłem dobry sąsiad i pojechałem, albo dałem. Jak coś trzeba, to pomagam. Ot, na przykład, schody naprawić. Biorę narzędzia i idę. W końcu sąsiedzi. Nic nie chcę w zamian. Pomagać trzeba. Wyciągnąć auto w zimie z zaspy, odpalić, jak akumulator padł - nie ma sprawy. No przecież mieszkamy obok.

Przed świętami M. przyszedł i zapytał, czy bym nie pojechał z nim po silnik do ciągnika. Pod Poznań. Bo ze starego, to już nie ma co zbierać. Jako że miałem inne plany, a M. to sąsiad (a sąsiad, to lepiej jak rodzina), zapytałem: masz hak w samochodzie? To bierz przyczepę i jedź. Oddaj jakoś w przyszłym tygodniu, po świętach. Będzie potrzebna. Połóż tylko deski, bo silnik pewnie ciężki

Więc wziął i pojechał, w sobotę. Prowadził ponoć kto inny. Ale pierwszy przystanek, jeszcze w Rząśniku był. Pod klubem. Droga daleka, trzeba się zaopatrzyć. Człowiek nie wielbłąd, pić coś musi. Sobota wieczór. Mówią, że wrócił, ale się nie pojawił. Przyjdzie, myślę. Powiedzieć, że wszystko OK, że odda po świętach. A tu nic. Widzieliśmy się w poniedziałek. Tam impreza na całego, chyba już trzeci dzień. Pytam, jak przyczepa. Dobrze, dobrze. Przywieźliśmy. Będzie potrzebna pod koniec tygodnia, mówię. Ale jak silnik leży na przyczepie, to go nie ściągajcie. Wygodnie sobie podjedziecie tylko pod ciągnik i wstawicie. Byle do końca tygodnia była. Bo dobry sąsiad przecież jestem.

W ciągu tygodnia M. pojawiał się jeszcze kilka razy. A bo go smali, czy piwa nie mam. Mam. Tylko niech przyczepa będzie... A bo do Rząśnika trzeba pojechać, a tu nie bardzo ma kto... Pojechałem. Sąsiad to lepiej, jak rodzina.

Ktoś tam przyszedł. Tu się wszyscy znają, więc mi mówi: a co Ty, M. przyczepę dałeś? On ci ją rozwali. Ja na to, że gdzie tam, to dobry sąsiad jest. A sąsiad, to lepiej, jak rodzina. A jak rozwali, to przecież takiej nie odda, tylko naprawi. Bo tak się chyba robi. Wieś jest jaka jest, ale honor swój ma.

Przyszedł koniec tygodnia. M. ni widu, ni słychu. Ktoś widział, jak leżał przy przystanku. Wszyscy go szukają. W piatek jadę, gdzie traktor naprawiają. Przyczepa stoi. W podłodze dziury. Profile pogięte. Burty poobijane.

Jest i M. Oj, Przemuś, będziesz ty zły... A będę. Co, mam się cieszyć? Ja ci ją naprawię. Wezmę w niedzielę, w poniedziałek będzie zrobiona. Zapobiegawczo wziąłem przyczepę i powiedziałem, żeby się w takim razie w niedzielę po nią stawił. 

Niedziela minęła. I poniedziałek. Wtorek, środa... Zająłem się sam przyczepą. Blachę miał inny sąsiad, więc daleko nie trzeba było szukać. Kupiłem nitownicę. Przynajmniej czegoś się nauczę. 

Różne mądre głowy zastanawiają się od lat nad tym, dlaczego wieś wygląda tak, jak wygląda. Że brak identyfikacji z tym, co po II wojnie odzyskaliśmy. Że bieda, że piszczy, że nierówne szanse. Pewnie tak. Ale to nie są bezpośrednie przyczyny.

Otóż jest jedna odpowiedź; która mogłaby być uznana zarówno za przyczynę tego stanu rzeczy, jak i skutek zaniedbań w wielu innych dziedzinach. Brzmi ona: alkohol.

Nie chodzi o piwo, dwa, czy pięć wypite (choćby codziennie!) wieczorem. Czy to w domu, czy to pod sklepem. Bo tu pije się rano, pije się wieczorem. Pije się w pracy, pije się w domu, na święta i po świętach. W piątek "na początek weekendu" i w poniedziałek na kaca. I we wtorek znowu, w środę i czwartek również.

W mieście pijaństwo nie jest powodem do dumy. Jest możliwe głęboko skrywane. Nazywa się je marginesem. Bo są jakieś jednostki. Bo alkoholicy leżą w parkach. Bo lądują na izbie wytrzeźwień. Bo śmierdzą w autobusie. Obchodzi się ich szerokim łukiem.

Na wsi pijaństwo jest normą. Jeśli nie pijesz, to odstajesz od reszty. Jazda po alkoholu nie jest uważana za nic zdrożnego. Wręcz przeciwnie, niektórzy bohaterowie chwalą się tym, że tyle jeżdżą, a jeszcze nikt im prawa jazdy nie odebrał. Swoją drogą, jeżdżą też ci, którzy prawo jazdy mają zatrzymane.

Pijakowi nie możesz zaufać. Dziś się z nim umówisz, jutro zapomni. Pożyczy pieniądze - nie odda, a jeśli raz dasz, to przyjdzie po więcej. Pijak nie ma honoru - nie przyzna się do błędu, zwłaszcza, jeśli jego powodem był alkohol. Będzie znajdować wymówki i wytłumaczenia. A bo my deski położyli, ale jakoś pękło. A bo podłoga była słaba... Nie usłyszysz przepraszam. Nie chodzi mi o przeprosiny na kolanach, nie chodzi mi o  błaganie o wybaczenie. Ba, nie chodzi mi nawet o naprawę przyczepy, bo sam zrobię to pewnie szybciej i lepiej. Chodzi o poczucie, że coś tu nie tak. Że pewne sprawy trzeba umieć załatwić do końca. A tu nic.

Z sasiadami, to jak z rodziną. Najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

26 komentarzy:

  1. Ha...Następnym razem, jak przyjdzie "dobry" sąsiad po ...piwo, grabie, siekierę, czy co tam innego, to powiesz: ok, ale jak naprawisz przyczepę. I jesteś "rozgrzeszony" ;)
    Co do pijaństwa, to myślę, że czy wieś, czy miasto jest ono jednakie, tylko na wsi bardziej widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W liczbach bezwzględnych może i takie samo, ale procentowy udział na wsi jest bez porównania większy.

      Usuń
  2. No no ... od przyczepy po ziemie odzyskane :)
    A jakie to piwo masz Przemuś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne mam. Najczęściej Kasztelana, jakieś czeskie, co kupuje w Jeżowie jak przejeżdżam, albo Landeskrone.

      Usuń
    2. No to przyjeżdżam na zdjęcia :D

      Usuń
  3. oj, naciąłeś się:(
    ja, jako "wieśniara" wiem jedno (zawsze przypominam o tym mężowi): z dawaniem piwa trzeba poczekać, nie tak od razu, bo zawsze będą przychodzić,tak samo z pożyczeniem paru złotych na alkohol (staram się być przy każdej takiej rozmowie, nagabujący mają mniej śmiałości przy babie:)) I trzeba zasięgnąć języka o sąsiadach (tak jak i oni o nas wyrabiają sobie zdanie, tak i my o nich musimy:)). Tak samo z wożeniem - nieraz w nocy pewien sąsiad walił w drzwi ("Radek, Radek zawieź mnie na stację, bo mam kaca i muszę, muszę..."). Ja od razu bym walnęła krótką piłką: jestem po piwie nie jadę...
    btw: nadźgani kierowcy na wsi to zmora :( błogosławię czarne mamby ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu? Nie tak od razu. Rok się znamy... Ale przyczepa już naprawiona, w zasadzie. Deszcz mnie wygonił, ale dwa otwory jeszcze zostały do zrobienia i finito. I nikomu już nie daję.

      Usuń
    2. no to tym bardziej M. kijowo się zachował...ech, mój ojciec sąsiadowi pijakowi to chyba majątek "pożyczył" przez te 34 lata mieszkania na wsi, no ale, co? z sąsiadami trzeba jakoś żyć...;)
      zauważyłam,że pierwsi do "zaprzyjaźnienia" z nowymi mieszkańcami na wsi są chyba właśnie takie pijące typy (lub co gorsza, pijące z lepkimi łapkami...).

      Usuń
  4. U nas podobnie... Nie raz podwozimy jakiegoś pana, który idzie spacerkiem spod sklepu we Frączkach do rodzinnej Studzianki, a pan dumny, że mu prawo jazdy zabrali. Takich co im zabrali, to już wielu podwoziliśmy. Jest też taki (młody chłopak) co twierdzi, że na rower po trzeźwemu nie wsiądzie, ale jak już mu się dopalacz włączy, do spod sklepu, do Studzianki w 5 minut dojeżdża. Zaorać nam miał jeden ziemię, chcieliśmy zapłacić, nie chciał pieniędzy, tylko flaszkę. Flaszka na niego czekała, aż w końcu sami ją wypiliśmy (wieczorem, nie rano ;-) a pan nie przyjechał, bo... bo się zapił. Barwna ta polska wieś, oj barwna... Przykłady można by mnożyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale, właściwie, to czemu im dajecie te procenty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, sąsiad to sąsiad, wiecie, lepiej, jak rodzina. Żyć dobrze trzeba. Jak będziecie mieć sąsiadów na wsi to zrozumiecie... (i bez sarkazmu to napisałem).

      Usuń
    2. No właśnie mamy. I jakoś nie tego... nie przyszło nam do głowy, żeby za cokolwiek proponować ciecz.

      Usuń
    3. No i kupujecie co miesiąc nową taczkę dlatego... Ja nic nie proponuję. Sami po to przychodzą. Jakby przyszło wam dwóch chłopa i powiedziało, że za dwie flaszki posprzątają całą działkę, to pewnie też byście się nie zgodzili? Bo tak to działa, mniej więcej...

      Usuń
    4. No jakby przyszli i powiedzieli, że za flaszkę, to byśmy się nie zgodzili.

      Usuń
    5. Chyba jesteśmy frajerami;)

      Usuń
    6. Nazywajcie to jak chcecie ;). Jakbym miał sasiadów zainteresowanych literaturą, to bym im dawał książki. A jak przychodzi mi taki S., daje całą torbę kamieni z geodami kwarcu i pyta, czy nie mam czasem piwa, to co, mam powiedzieć, że nie, że dam mu 3 zł i ma sobie iść dam do wsi kupić? To mnie zapyta, czy za piwo bym go nie podwiózł...

      Usuń
    7. Wbrew pozorom to jest skomplikowana sprawa (bez "wrodzonego sarkazmu" piszę). Ja też nie wiem, jak to załatwiać, bo doświadczenia i poziom wku..nia na jednego sąsiada mam podobny jak Przemuś. Stety/niestety taki sąsiad też człowiek i swój honor ma. A z honorem trzeba ostrożnie.
      Dla jednego może być bardzo niehonorowo np. przeorać Ci hektar za parę złotych. A za piwo albo flaszę (najlepiej wspólnie wypitą) to i czemu by nie. Można i 10ha wykosić.
      Z innym jest jak napisał P. w poście, bo alkoholik już nie na już honoru, bo nie ma kontroli nad niczym.
      Po Waszej stronie ocena, z kim macie do czynienia i czy stawić, czy nie.
      Ja tam wolę, jak mnie stawiają :)
      no nie wytrzymałem powagi :D

      Usuń
  6. tak to działa - alkohol + wrodzone syfiarstwo . a przysłowie mówi - dobry zwyczaj nie pożyczaj . po PGR przyzwyczajenia - nie moje to co mi tam .... niech się inni martwią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiego czegoś jak "wrodzone syfiarstwo". Każde jest nabyte. W ten czy inny sposób. Co do PGRowskie mentalności, to prawda. Co państwowe, to ukraść można. Znaczy, zabrać, bo przecież niczyje.

      Usuń
    2. podobną mentalność obserwuję w mieście: co państwowe/miejskie to można rąbnąć lub zniszczyć. A kradzieże w zakładach pracy to dla niektórych norma ( sąsiad się chwalił jaki przemyślny był i kradł olej napędowy, podmieniająć etykietki...). Ale to zazwyczaj domena ludzi, którzy takie zachowania wynieśli z domu, niestety.Jak dla mnie to mentalność po-komunistyczna u niektórych jeszcze pokutuje.Albo takie coś: ktoś na placu zabaw zapomniał zabrać rowerek do domu(niewykluczone ,że się zreflektował i wraca po niego) I co się dzieje: zaraz ktoś się znajdzie,żeby świsnąć (byłam świadkiem, szczęka mi opadła!bo to sąsiad miał takie złodziejskie zakusy). To ja już wolę pijaka za sąsiada, o.

      Usuń
  7. zagospodarowac lub zorganizowac, itp, a nie ukrasc....

    OdpowiedzUsuń
  8. Na wsi ( takiej prawdziwej) nie mieszkam, chociaż pola w koło. Sąsiada mam jednak podobnego sortu. Mój na "drugim" gazie jeździ na skuterze, czasem 20 razy tam i z powrotem ("organizuje" piasek albo kostki brukowe gdzieś w terenie). Jak na razie chwali się,że ani na gazie ani na "organizowaniu" go jeszcze nie złapali. Pożyczanie mu czegokolwiek zakończyliśmy krótko po tym jak kolejny raz zastawił nam samochód - na złość. Mieszka zaledwie od dwóch lat, a dopiekł nam już tak, że na chwilę obecną mam ochotę postawić 7 metrowy płot na granicy działek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sąsiad rzecz święta :))) zgadzam się i że najpeiej na zdjęciu też prawda. Ale wścibski sąsiad to super tajna ochrona, kiedy nas w długo w domu nie ma. Relacja z każdej godziny dnia i nocy :))))))))
    Ja swojemu sąsidowi pijaczkowi, daję na flachę (nigdy flachę) jak przyjdzie i u mnie coś popracuje. A to grządki przekopie, a to cegły przeniesie, a to drwa narąbie i takie tam sprawy, które zawsze czas zabierają, a robić trzeba. I w zgodzie z sąsiadem żyję :)
    Pozdrawiam ciepło

    ps przypomniało mi się, że pasuje też do tej sytuacji takie powiedzienie: kiedy wejdziesz między wrony, trzeba krakać tak jak one - i tak to się mieszka na wsi :))) No może pić nie trzaba, bo i tak szacuneczek pracą się zyskuje, ale w zgodzie i z poszanownaiem obyczajów, w tym tych alkoholowych, żyć trzeba :)))))))) Bo zwyczaj ten nie prędko się sam zmieni :( a na siłę, bez robienia sobie wrogów, to się nie da :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie, to - cóż, wszystko jest dla ludzi, alkohol też. "Pić to trzeba umić". Krakać tak jak wrony nie będę, ale może chociaż udawać się nauczę.

      Usuń
    2. Oj, nie miałam na myśli tego, że trzeba pic :DDDDDDD W żadnym wypadku nie namawiam do dosłownego i całkowitego wtapiania się w środowisko :DDDDDDDD
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  10. To właśnie z powodu takich klimatów uważam, że świeże powietrze, śpiew ptaków i piękne widoki nie są wystarczającą rekompensatą. Podziwiam, Panie Przemku. Ja dosypałabym trutki na szczury do piwka.

    OdpowiedzUsuń