23 maja 2012

Check engine

 Samochody mrugają do mnie podle złymi lampkami. Feroza od dawna zdradzała objawy, Agili znowu się pogorszyło po kolejnej wizycie w Kłopotnicy. Z całym należnym szacunkiem do tego miejsca - uważajcie tam na samochody. Udało mi się tam już zakopać i wbić kołek w oponę. A teraz lampki. Coś jest na rzeczy. 


W Ferozie wyrok jest jasny - padł czujniczek temperatury. Jeden z trzech. Tylko tyle i aż tyle. W zasadzie jeździ, ale na gorącym silniku gaśnie. Chciałem wymienić, ale podstępne Japończyki upakowały go tak, że absolutnie nie ma do niego dojścia bez demontażu połowy osprzętu silnika. Najważniejsze, że jeździ. Co się stało Agili wiedzą pewnie tylko w serwisie. To doskonała maszynka do zarabiania pieniędzy - średnio raz na trzy tygodnie zapala się lampka "check engine" i pokrewna - i zgaduj sobie, co jest grane. Albo jedź na badanie  i zapłać 50 zł. Nic tam, póki co samochody nie potrzebne.

Nie ma kasy, więc nie ma jak poprawić sobie humoru koparką. To wszak najlepszy sposób na depresję. Miałem murować trochę, ale cementu starczyło tylko na murek pod werandę. Trzeba znaleźć robotę bezkosztową. Na szczęście z pomocą przyszedł Jacek i pożyczył sprężarkę. Jak pożyczył, to trzeba wykorzystać ją w możliwie najlepszy sposób i zbić tynk. Psychologicznie rzecz biorąc zadanie to ma podobne cechy poprawiania humoru, jak koparka. W krótkim czasie i stosunkowo niewielkim nakładem pracy zmienia się tak wiele, że gęba człowiekowi sama się cieszy, gdy płaty prasłowiańskiego barana lecą na ziemię odsłaniając kamień. Kamień cudowny nie jest; nikt nie kładł go z myślą, że bedzie eksponowany. Podobnie, jak cegła. Ale i tak mi się podoba. I idzie błyskawicznie. 

Nic tak nie poprawia humoru, jak praca, której efekty są spektakularne i widać je od razu. Nie jakiś tam drenaż, gdzie człowiek zakopie kilka tysięcy pod ziemią, namorduje się przy tym, w efekcie widać tylko żwirek i zagrabioną ziemię, a i tak nie wiadomo, czy działa. Tu z minuty na minutę odsłania się kolejny kamień i cegła.

Z minusów tej roboty warto wspomnieć o 120 dB, które po dwóch godzinach pracy staje się uciążliwe...

12 komentarzy:

  1. W yarisie też nam się kiedyś zaświeciła lampka. Szukamy w instrukcji, a tam żadnych "olej", "ładowanie", "wspomaganie"..., tylko normalnie, jak do ludzi - "bezzwłocznie udaj się do serwisu" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to koordynowana i zaplanowana akcja, wpisująca sie w jakieś teorie spiskowe: gdy lobby samochodowemu brakuje pieniędzy, wysyłają tajemnicze sygnały do swoich produktów. Te wtedy masowo zapalają lampli, nieświadomi niczego użytkownicy jadą do serwisów i wydają pieniądze :).

      Usuń
  2. Kołek w oponie...
    Osikowy przynajmniej ?
    Rozumiem, że została ona uznana za wampira ;)
    Lampek migających w swojej maszynie też nie lubię. Na dodatek nie po polsku do mnie gada, tylko w jakimś dziwnym francuskim narzeczu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, miałem kangoo kiedyś, bardzo rozmowna bestia, ciągle gadał ze mną za pośrednictwem różnych lampek, padających włączników i przełączników, urywających się pokręteł i zwierających kabelków. Ale ja rozmowny nie byłem, pozbyłem się zarazy.

      Usuń
  3. no to może z tą sprężarką na bystrzycę, jak już u siebie skończysz.....?
    ozdrawiamy
    m

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co, też tynk do zbicia?

      Usuń
    2. łooooooomatko, więcej trochę.....

      Usuń
  4. to może nie być kwestia Kłopotnicy, lecz jej mieszkańców.
    wizyta ZiŁ u nas w Poznaniu zakończyła się popękaniem szyby piekarnika w drobny mak! do dziś piekarnik nie został naprawiony ;/ oby Wasze auta mocno się trzymały ;) [i]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eee nie prawda! byłem i w Kłopotnicy i ZiŁów gościłem. Po prostu Przemek nie kocha swoich aut i one się mu odwzajemniają. Tylko mu koparki w głowie :P

      Usuń
  5. U nas check engine zapala się zawsze, ilekroć zabraknie gazu i przełączamy się na benzynę. Po kilku latach nauczyliśmy się ignorować komunikat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym ignorował gdyby nie to, że samochody z tą lampką nie za bardzo chcą jeździć.

      Usuń
  6. Dopiero teraz, kiedy go niema, widzę jaki ten baran był paskudny!

    OdpowiedzUsuń