6 maja 2012

Gadżety ze Świdnicy

Byłem w Świdnicy. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca na rynku odbywa się tu jarmark staroci. W ciepłe miesiące (choć dziś paradoksalnie ciepło nie było), różnej maści artefaktami zastawiony jest nie tylko rynek, ale i okoliczne uliczki.

Do Świdnicy mam senstyment, bo mieszkałem tam przez rok. Bardzo miło wspominam ten okres. To jedno z niewielu miejsc, w których mieszkałem, a z którym zacząłem się identyfikować. Wbrew powszechnym narzekaniom mieszkańców dla mnie to miasto - ideał: nie za duże (trudno się zgubić), ale też nie tak małe, aby rozpoznawać ludzi na ulicy. Doskonale położone (zarówno względem Wrocławia, jak i miejsc atrakcyjnych turtystycznie). A przede wszystkim: pełne ładnej, (czasem) zadbanej zabudowy. I nie chodzi już o Kościół Pokoju, ale całokształt. Brukowane ulice, wysokie kamienice. To właśnie jest miasto.

Na jarmarki staroci chodziłem często zupełnie bez grosza (albo np. z 10 zł w kieszeni) - zawsze udało się coś ciekawego znaleźć. Nie inaczej było dzisiaj.

Po pierwsze - metalowa, emaliowana tabliczka Niederschlesische Provinzial Feuersozietät. To niejako dowód ubezpieczenia budynku od pożaru. Założone pierwotnie w połowie XVIII wieku we Wrocławiu, świadczyło usługi z zakresu ubezpieczenia mienia. Gdzieś czytałem, że było ono obowiązkowe (obowiązkowe ubezpieczenie? Nie marudźmy więc dziś na ZUS!). Towarzystwo działało do roku 1945, pod różnymi nazwami. Tabliczka musi pochodzić z lat 1927-1938, w tych latach organizacja nosiła bowiem dokładnie taką nazwę.
Po drugie - kilka porcelanowych korków z okolicznych browarów. Jeden taki wykopałem w okolicy bramy, pomyślałem więc, że warto byłoby mieć kolekcję pozostałości tego, czym raczono się w moim domu kilkadziesiąt lat temu. O okolicznych browarach przyjdzie mi jeszcze napisać więcej, bo mimo, że piwa nie piję, historia ta wydaje mi się obowiązkowa w kategorii opowieści o małych historiach życia codziennego, których stałem się fanem.

Po trzecie - dwa garnki kamionkowe. Zwykłe, bolesławieckie. Powiesiłem na płocie. Zobaczymy, na co się nadadzą (chociaż na płocie też nieźle wyglądają). Z akcesoriów do płotu kupiłem też trzy kute haki, które mam nadzieję zaadaptować jako zamknięcie furtek. Zobaczymy.

Za tydzień (w drugą niedzielę miesiąca) - giełda w Legnicy. Kto wie?

9 komentarzy:

  1. właśnie wrócilismy ze Świdnicy z giełdy.... :)) , szkoda, że sie nie spotkalismy.... ja swój łup wrzuce na bloga jak zeskanuję....
    pozdrawiam ciepło....

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczuwamy się do winy i bijemy w pierś, ale... słyszeliśmy że betonujesz i nie chcieliśmy Cię rozpraszać ;-)) A potem okazało się, że minęliśmy się u Sąsiada... Już nie będę obiecywać, po prostu kiedyś Cię najedziemy i tyle.
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. aaa ja też byłam w Ś. TP powiedział: WIDZIAŁEM tę tabliczkę, ale jej NIE kupiłem;-p Moje dzisiejsze zakupy to odtworzenie stanu: białe dzbanki, których używam jako konewki (Bavaria, ale 20 zeta), porcelanowe deski do krojenia z przedwojennego Wałbrzycha, szklana niebieska bombonierka i świecznik. Ostatnio było hardo i wszystko wytłukłam;-D Faktycznie, rozpraszanie przy betonowaniu może być niebezpieczne;-]
    A za tydzień podobnież raczej w Wałku? takie info.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten beton to jakaś wymówka. Bo zajęło mi to jakieś jedno przedpołudnie w mijającym tygodniu. Tabliczki dzisiaj były dwie. Przynajmniej dwie widziałem. Wziąłem tą gorszą, ale za to tańszą. Sam doczyszczę. Ceny w Świdnicy robią się z kosmosu. Coraz częściej na próby targowania słychać "jak się nie podoba to pan nie bierz". Za tydzień, z tego co wiem, jest Legnica. A za dwa Cieplice (przy Museum). Następna Świdnica będzie 10.06 (taką widziałem karteczkę).

      Usuń
  4. Najlepsza giełda (jak dla mnie) jest na Gnieźnieńskiej we Wrocławiu. W Cieplicach będziemy - może się zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczopląsu można na niej dostać:) i nieźle wydrenować portfel...

      Usuń
  5. Szoping na poprawę humoru? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na poprawę humoru to można beton wylać albo koparkę zamówić, ale szopping? Poza tym, przecież się znamy, wiecie doskonale, że ja zawsze mam humor doskonały i w zasadzie nie da się go popsuć.

      Usuń
  6. Mój tata pochodzi z Legnicy, a w Świdnicy mamy rodzinę. Nie odwiedzamy ich zbyt często, ale może uda mi się wybrać w te okolice latem, lub jesienią, a jarmark staroci to świetny pretekst żeby odwiedzić rodzinę! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń