13 maja 2012

Gorączka i Chrośnickie Kopy

Chory jestem. Przegiąłem wczoraj, bo w oflisach zgromadzonych na sufit odkryłem zło w postaci owadów. Larwy brzydkie. Zabrałem sie więc za korowanie, bo zło właśnie od kory zaczyna, a potem przemieszcza się wgłąb drewna. Miał być Ruhetag, a wyszło jak zwykle.

Okazało się, że to zagwoździk fioletowy. Mało szkodliwa bestia. Ładny owad, ostatnio przed domem widziałem. Ale paniki narobił. Paniki właściwie ja narobiłem, za jego sprawą. W dłoń więc chwyciłem ośnik i strug elektryczny. Fajne narzędzie, jak się już wie, jak używać. 

Bądź co bądź, okorowałem wczoraj prawie wszystko i dzisiaj słabo mogłem się ruszać. Przyszła gorączka. Skoro pracować się nie da, trzeba zrobić dzień wolny. A jak dzień wolny - to wycieczka. Temperatura idealna - 12 stopni, lekki wiatr, zachmurzenie umiarkowane. 


Od dawna miałem zamiar odwiedzić Chrośnickie Kopy. Po ich południowej stronie, u podnóża wzniesień, na GoogleMaps fascynowała mnie od dawna wielka droga. No jest wielka, niczym autostrada. Tak przynajmniej z góry, na zdjęciu wygląda. Cóż to za cudo, myślałem sobie. Przyszła pora wreszcie sprawdzić. Auto zostało pod Czernicą. Obok krzyża z kaskiem postawiłem. Wypadek pewnie był, z motocyklistą. Ale chyba dawno, pierwszy raz tu szedłem dziesięć lat temu, to już był. Teraz mech porasta. Ale znicze stoją.


Ale my do góry. Nad Czernicę. Górę widzę zawsze jadąc przez wieś, teraz widok w drugą stronę, na dolinę. KratzbergVogelkippe. Nie wiem, jak wzniesienia nazywają się dziś, bo chodzę już od jakeigoś czasu z Messtischblattami w GPSie. Rzeczywiście, ma tam swój początek autostrada, zbudowana przez leśników, głównie za pieniądze EU. W środku lasu tablicę nawet postawili. Jak napisali, chodzi o ochronę przeciwpożarową. A ja mam malutkie wrażenie, pewnie zupełnie nieuzasadnione, że gdzieś tam z boku, między wersami, przeczytać też można, że o łatwy wywóz drewna idzie. No ale pewnie się mylę.

Nic tam, tą autostradą pewnie fajnie się na rowerze jeździ, droga wszak za trzy i pół miliona.


Droga biegnie sobie dalej, pewnie aż gdzieś pod Kapelę, ale my poszliśmy niebieskim do Chrośnicy. Przez Hoelle (mroczny wąwóz) i Ludwigsdorfer Pass na dół w dolinę Zippelbach. Po prawej Bluecherhoehe (czy to na cześć tego Bluechera?). Kościół w Chrośnicy stoi, sklep zamknięty. Miał być batonik, a nie będzie nic. Kanapki tylko nad Zippelbachem. Lepiężniki rosną. Górskie one takie zawsze dla mnie były, podobnie, jak paskudne świerczyny.

Przez Janówek przeszliśmy, Siebenhaara zamknięte. Obok dawna straż pożarna i fachwerkowa stacja transformatorowa. To jeszcze z lat 20., kiedy po wybudowaniu Bobertalsperre elektryfikowano okolicę. Belki jeszcze stoją. Ktoś dziś do takich rzeczy uwagę przykłada? Żeby nawet stacje transformatoworową budować w Heimatstill?

Wracać trzeba, bo psy zostały same. Nie zabrałem, bo czasem i od psów trzeba odpocząć. Głowa boli. Paskudnie się czuję.

Mostek między Chrośnicą a Janówkiem jest. I ostatnio F. mówił, że wypadek tu był. Motocyklista pijany jechał. I wyleciał, nie wyrobił na tym zwężeniu, wpadł do wody. Ciemno było, ale szczęście w nieszczęściu - na mostku jego but został. I młoda parka się zatrzymała i go znalazła. I wezwała pogotowie. I oni po niego nie chcieli tam schodzić, bo w wodzie był, a flaki miał na wierzchu. F. mówił, że przeżył. Policja się ponoć dlatego kręci. Więc żeby uważać, bo jeżdżą. Będę uważać. Raz miałem kontrolę, w Janówku właśnie. Bo w Ferozie jeden stop się nie świecił. Kontrola trzeźwości - 0,0. Byli chyba zaskoczeni.

W Janówku też sklep zamknięty, więc po batonika to do Czernicy pojechałem. A niech ich, fajek moich nie mają. Przy okazji chciałem kupić, oczywiście. Dalej nie pojadę, bo paliwa nie ma. Trzeba wracać.

Gorączka niby przeszła. Jutro do roboty. Trochę oflisów zostało jeszcze. Jesiony liści wreszcie dostały, zasłoniło wiatraki na horyzoncie.

Wróciłem. W. przyszedł, czy nie mam mu na wódkę. Bo portfel zgubił. Nie mam. Nie mam! 

7 komentarzy:

  1. Zastanawiam się jak to jest, wódka jest złem ale i dobrem zarazem bo podatki z niej do państwa płyną. To jak to jest...? Zło ale dobre? Jest coś takiego w ogóle??

    OdpowiedzUsuń
  2. palenie zabija .... i okrada :D fajna wycieczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaraz pójdę wychylić Twoje zdrowie, może coś pomoże

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowa taktyka prohibicyjna wydaje nam się całkiem niezła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładne widoki i fajna wyprawa. A zagwoździka to bym sobie chętnie do gablotki wzięła...jednego? dwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź wszystkie. Inne owady też się trafiają.

      Usuń
  6. No to jeszcze zapraszam do obejrzenia filmu, na którym ta droga jest pięknie pokazana :)

    http://jelenia-gora-okolice.blogspot.com/2010/04/dookoa-jezowa-sudeckiego.html

    OdpowiedzUsuń