5 maja 2012

Majowo (chaos)

Majowo się zrobiło. W ciągu kliku dni dookoła z brązowo-żółtego krajobraz zrobił się zielony. I trochę biały. Kwitną drzewa owocowe. W ogrodzie posadziłem pomidory (tak, wiem, że za wcześnie, pewnie zmarzną). Groch już taki duży, że potrzebne już tyczki. W przyszłym tygodniu przyjdzie siać fasolę. Nie wiem gdzie ręce włożyć.


Pogoda burzowa. Cały czas coś się kłębi, ale bez przekonania. Trochę pogrzmi, popada. I tak się całe dnie wokół kręci. Gorąco. Psy w stawie jednym albo drugim siedzą. Z końcem weekendu ma się to zmienić. Zobaczymy.
 Robię tysiąc rzeczy na raz. Mam sto frontów robót. Jak na jednym mi się znudzi, to kontynuuję inny. Oczywiście, za sprawą tego  mam rozgrzebane pół podwórka i cały dom. Ale z każdym dniem jestem coraz dalej.

Po raz kolejny przedziurawiłem sobie na starym gwoździu nogę. Kiedyś wreszcie skończę z tężcem.

Ponieważ ostatnio nie dysponuję nadmiarem gotówki, uczę się wykorzystywać do prowadzonych prac to, co mam wokół. Koparka jest więc passe, a przyjaźnię się bardzo z łopatą. Tak czy inaczej, wychodzi ekologicznie, pierwotnie, oldschoolowo, czy co tam jeszcze. Reaktywowałem taczkę. Myślałem, że umarła. Była to jednak najwyraźniej śmierć kliniczna. Albo zmartwychwstanie. Bądź co bądź, najtańsza castoramowa taczka za 60 zł przewiozła już więcej różnej maści dobra i zła, niż niejedna wywrotka.


W ogrodzie ciągle straszy nie dokończone ogrodzenie. Pokusiłem się więc znowu na ZiŁowe sztachetki. Bo mają, leżą u nich, gniją. Żeby nie było kolorowo, mój szabrowniczy proceder został ukarany przez los (tudzież własną głupotę), za sprawą przedziurawionej opony. Na pieńku. I jeszcze kilku strat samochodowych. Cóż, życie, nie załamujmy rąk. Opona rzecz nabyta.

Zrobiłem drogowskazy. Bo różni goście przyjeżdżają. Mówią zawsze: znajdziemy. Najwyżej będziemy dzwonić. Oczywiście, sprawa jest o tyle interesująca, że na dole, w kluczowym miejscu, nie ma zasięgu chyba żadnej sieci. Inni natomiast od dawna obiecują, że się zjawią. A tu ni widu, ni słychu. Ani tyli. Zobaczymy, czy się drogowskazy sprawdzą. 

Nie wiem co na to Gmina (wszak przy ich drodze), ale na wszelki wypadek stawiam na prywatnych działkach (za wcześniejszą zgodą właścicieli). 

Plany na najbliższy miesiąc? Skończyć choćby kilka z rozpoczętych frontów. Albo przynajmniej zrobić tak, aby wyglądały na skończone. Albo przynajmniej zacząć je kończyć. Albo przynajmniej chcieć.




9 komentarzy:

  1. Pieknie się zrobiło w Rząśniku, wiem, bo widziałam na własne oczy i to dziś, w drodze ze Szklarskiej:)
    Piękna wieś, nie wiedziałam, że tak malownicza.

    OdpowiedzUsuń
  2. no to zapas rivanolu mususz miec,
    wiem, bo nie raz wlazłam na gwoździa ...
    testujemy bufora...
    maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1000 l + solary, na lato...

      Usuń
    2. O, zobacz, to zupełnie jak w mojej zimowej bajce o ogrzewaniu... a czym go zasilacie, tzn. ogrzewacie, oprócz solarów oczywiście? Chętnie zobaczę, zanim zacznę grzebać u nas...

      Usuń
    3. tylko solary, do zimy musimy podłączyc jeszcze coś,
      więc jak będziesz jechał przez b. to wpadnij

      Usuń
    4. O, fajnie. Ja często jeżdże, ale nie wiem dokładnie gdzie to. Napisz prosze na prv jakiś kontakt.

      Usuń
  3. na tężec polecam szczepienie - zawsze się przydaje :D a przymrozków to już chyba nie będzie . fajne drogowskazy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przemek nie wiesz gdzie ręce włożyć ???? gospodarz wkłada w KIESZENIE i patrzy jak mu ludzie pracują hi hi ....
    a tak poważnie to coraz ładniej u Was, a drogowskazy niepotrzebne bo my trafiliśmy za pierwszym razem ... "na oko"
    pozdrawiam , równiez żonkę / sorry ale zapomniałam imienia/
    głaski dla Piesów i Koty

    OdpowiedzUsuń