24 czerwca 2012

Drzwi, łazienka i wielka podkowa


Psi się znowu gryźli. Aż wieś zwróciła uwagę, bo daleki sąsiad Z. przy okazji zapytał, co się u nas działo w piątek wieczorem. 




Z. jest stolarzem i robimy razem drzwi. Wejściowe. A w zasadzie, to ościeżnicę, bo tą poprzednia właścicielka wyrwała. Wstawiła castoramowe, blaszane cudo, ale stare drzwi na szczęście nie poleciały przez komin. Trochę je podczyściłem. 

Brakuje jeszcze im sporo, w tym drewnianych listew, które nie wiem skąd wziąć. Ale naszukałem się zawiasów (odwiedziłem chyba całą wieś). Zawiodło nawet moje złomowisko w Nowym Kościele, gdzie miałem nadzieję je znaleźć. W końcu udało się we wsi za 5 zł kupić (z dostawą). 


Przenoszenie drzwi w oryginalne miejsce wymagało przesunięcia włączników światła (bo zostałyby na zewnątrz). Wydawało się łatwe. Tylko czemu, do cholery, do jednego z nich idzie sześć kabli? Rozumiem, że włącznik krzyżowy, ale bez przesady... Jakoś się udało. Teraz, po przesunięciu na miejsce właściwe, idą trzy kable. I działa tak samo. Sam do końca nie wiem, jak to zrobiłem.


Nauczyłem się lutować rury miedziane i robię instalację w łazience. To znaczy, w jeden z przyszłych łazienek. Teraz pomieszczenie nazywamy roboczo kotownią - kiedyś miała być tu kotłownia, a potem zamieszkała Kota. Teraz będzie łazienka. Rury się skończyły i trzeba czekać na przypływ gotówki. Na szczęście roboty nie zabraknie. Znalazłem zwój kabli z zeszłego roku, więc przerzuciłem się z hydrauliki na elektrykę i robię instalację. Włączniczki, przełączniki. O prądzie mam jakieś pojęcie, chociaż nie żyję z nim zbyt dobrze. Często mnie kopie. 

Jak już zrobię łazienkę, to będzie można wywalić tą, która została zbudowana w sieni. W jej miejscu (a przynajmniej w części) stanie piec chlebowy. Mam taki, do remontu totalnego, stalowa rama w zasadzie.  Chleb pieczemy w piekarniku i wychodzi niezły. 

A ostatnio coraz intensywniej myślę nad systemem grzewczym - powstał już nawet jego projekt (na rysunku obok nieco uproszczony, żeby nie zaciemniać sprawy). Istotnym jego elementem ma być.. właśnie tenże piec. Liczę na to, że znajdę kogoś, kto wyspawa mi do niego gigantyczną podkowę. Może znacie?

Wtedy piecyk stałby sobie w sieni, imitując chlebowy - a faktycznie byłby kotłem CO zasilającym bufor ciepła. 

Zobaczymy.

PS. Może ktoś chce kota?





10 komentarzy:

  1. Ładne drzwi, a "schemat" jest boski :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. A w ogóle to jestem pod wrażeniem - drzwi strugasz, instalacje el. przesuwasz, nawet jak to mówią "w miedzi robisz" (!) ...chyba polecę Cię ZiŁ-om, bo słyszałem szukają Wykonawcy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Schematu nie rozumiemy, ale tym bardziej nam imponuje ;-)) Szczególnie te spiralki ;-) Piękne drzwi. Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  4. Schematu nie kumam( ale ja jestem humanistką:-)))Drzwi - bomba! Też takie lubię.
    Pozdrwienia
    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wieś pewnie psiego gryzienia się nie słyszała, ale nasze z Bogusią dzikie wrzaski - owszem... "Pomóż mi, pomóż!" "Trzymaj ją!" "Puuuuść!" "O Boże, krew!" i tak dalej :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja schematu też do końca nie kumam. To znaczy sam go stworzyłem, pomysł mam w głowie, ale czy to działa - kto wie, zobaczymy, jak go zrealizuję. Zawsze można tu i tam podkuć i przerobić przecież...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobry spawacz jest w Czernicy,( trzecie zabudowania po prawej za Nielestnem ) spawał nam bufor. Kombinujemy z ogrzewaniem bardzo podobnie.
    Krzysiek z Bystrzycy pozdrawia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Schemat pierwsza klasa. ;-) Rzeczowe pomysły. Życzę powodzenia w dalszych pracach i aby udało się jak najwięcej zrobić przed chłodniejszą częścią roku.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomysł świetnie a ten schemat można oglądać w nieskończoność :D brawo za oryginalność :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulujemy umiejętności lutowania rur.:))

    OdpowiedzUsuń