19 czerwca 2012

Dziura a dojrzałość

Jestem ostatnio zbyt zmęczony, aby pisać coś sensownie. Więc napisze bezsensownie. Otóż: nasza dziura ma się coraz lepiej.


Bo dziura w sieni zamiast się zmniejszać, to się jak na złość powiększa. 

Bo było tak: najpierw zacząłem robić na górze (dwie kondygnacje wyżej) antresolę. Na antresoli ma być sypialnia i łazienka. Stwierdziłem (podobno nie głupio), że zanim co, to trzebaby gdzieś przyłączyć się z odpływem z tej łazienki. Bo głupio potem stanąć przed faktem dokonanym i kuć nowiutkie ściany. F. mi tak powiedział, i ma rację. Jedynym sensownym miejscem połączenia wydała mi się właśnie sień na dole. 

Więc wykułem moją dziurę.

Jak już wykułem dziurę i zrobiłem połączenie, to wyszło, że bez sensu będzie ją teraz zakopać - można od razu zrobić przyłącze do drugiej łazienki, tuż obok, na dole. Od razu. No tak. Jakby to samo się robiło wszystko. No ale wszak nie będę kuć znowu za dwa miesiące. Więc zrobiłem owo przyłącze. A potem wyszło, że w tą samą dziurę można upakować rury od ogrzewania podłogowego. Mam już je nawet, tyle, że nie mam nic do łączenia alupexa. A zaciskarka ładnych pare stówek kosztuje. Ponoć mozna gdzieś pożyczyć, ale kaucja mnie przeraża. Leży więc, czeka, aż coś wymyślę, a dziura zieje. W międzyczasie znalazłem wreszcie miejsce na hydrofor. W piwnicy. Rury można w zasadzie położyć w mojej dziurze. Z tym, że trzeba trochę dokuć. 

Więc kuję. Na noc dziurę przykrywam, żeby nic się jej nie stało. A przy okazji, żeby nikt do niej nie wpadł. Kto wie, może jeszcze trochę pomieszkamy razem, a dziura stanie się Dziurą. Nie jakąś tam bezimienną, tylko naszą, zaprzyjaźnioną.

W domu powstaje więc dziura. Ale żeby było kreatywnie (dziura kreatywna nie jest): ostatnio spotkałem jednego z sąsiadów. Umówiliśmy się, że zrobi mi ramę do drzwi wejściowych. Bo mamy takie cudo castoramowe, wstawione przez poprzednią właścicielkę. Na szczęście starych nie wyrzuciła. Lada dzień ma przyjść sąsiad i przymierzyć się do ich wstawienia - więc jak wychodze z dziury w sieni, to idę czyścić stare drzwi. 

Z innej beczki: byliśmy w Lubomierzu, bo ktoś dał cynk, że będzie wystawa koni. W Lubomierzu ładnie jest. Gierkowo. To znaczy, mi się te balustrady i płytki jakoś z gierkowszczyzną kojarzą. I z dzieciństwem. Nie tam, żeby dzieciństwo przypadało na okres gierkowszczyzny - przypadło po prostu na okres, w którym owa pamiątka po gierkowszyźnie miała się jeszcze dobrze, a nowe nie nadeszło.

No, ale o konie idzie. Koniki właściwie, polskie. Nigdy nie byłem na końskiej wystawie, a konie chciałbym mieć. Ze dwa na początek. Żeby sobie były i żeby było im dobrze. Właściwie bez konkretnego celu. Tak jak Saba i Biesa. Zwierzęta mają mieć na wsi konkretne funkcje i przeznaczenie. Jak są tylko po to, żeby być, to wieś nie rozumie. 

Po co on te psy trzyma? Jeszcze zamiast puścić, żeby biegały luzem, to na smyczach po lasach prowadzi? 



Więc byłem sobie oglądać konie. Popatrzeć i się zaprzyjaźniać. Ładne były całkiem. Byli panie i panowie sędziowie, którzy punkty każdemu przyznawali. Nie rozumiem tego zupełnie. W czym niby ten koń ma być lepszy od drugiego? Komu to oceniać? Człowiekowi? To rasizm w czystej postaci. Nigdy nie będę chyba hodowcą. Spotkałem tam za to bardzo ważnego pana, który chyba był końskim ekspertem. Chciałem zapytać o moje wyśnione hucuły, ale pan na wstępie popatrzył i powiedział, że do koni to trzeba dojrzeć, proszę pana. Pewnie tak. Pewnie jak do nich dojrzeję, to nie będę w nich widział żywych istot, tylko liczbę punktów. Praktyczne podejście. Dojrzałe.

Brak mi pewnie tej dojrzałości: opiekuję sie wszak tylko psami. I domem. No i, ostatnio, Dziurą.

A na koniec: ostatnio się dowiedziałem, że wieś motywuje nasze psie spacery po lasach tym, że szukamy dla Niemców ukrytych skarbów. Za pieniądze. No bo co, tak chodzić dla samego chodzenia...?


9 komentarzy:

  1. jeśli chcesz pooglądać, pojeździć i porozmawiać o hodowli konika polskiego, to nasi ruderyjni międzynarodowi sąsiedzi mają stado.
    p.s. Lubomierz darzę szczególnym uczuciem - tam, na pewnej stancyji moi rodzice dali mi życie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci, co tam wyżej, nad tą, hmm, studzienką taką? Właśnie ja nie jestem pewien, czy akurat chce rozmawiac o _hodowli_...

      Usuń
  2. tak, ci właśnie. Nota bene odbudowują duże domiszcze nad nami (będzie kolejna agroturystyka koło nas, ciekawe czy uda nam się w Ruderii wypoczywać...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czekaj, czekaj, nie jestem pewna czy jednak dobrze Cię zrozumiałam:)chodzi mi o sąsiadów w sąsiednim domu :)

      Usuń
  3. Rasizm niestety, bo konik polski to taka trochę sztuczna rasa i domieszki dyskwalifikują- a jeśli nie ma wpisu do księgi z potwierdzonym rodowodem dany zwierz może mieć potomstwo ale już nie będzie ono konikiem polskim. Sami na tym przejechaliśmy się- nasz Hadron miał rodowód, ale na próbie dzielności komisja stwierdziła, że za niski i nie będzie licencjonowanym ogierem. Cóż, zamiast hodowli mamy sympatycznego wałaszka ukochanego przez nas, okoliczne dzieci, naszych turystów...Pozdrowienia z Suwalszczyzny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to jest kształtowanie rasy (brzydkie słowa), kwestia przekazania najlepszych genów. Czytaj: najbardziej odpowiednich cech, które nam, ludziom, z jakiś względów pasują. To znaczy, jednym słowem: hodowla. Ale ja chyba nie chce być hodowcą, tylko chce mieć konie. A czy wykazują najlepsze cechy rasy to mnie nie specjalnie interesuje, czym pewnie nie zyskam sobie przychylności hodowców :).

      Usuń
    2. Mi też się koniska marzą...Mam nadzieję, ze nie są to marzenia ściętej głowy. Co do specyfiki myślenia ludzi wiejskich to tak, rzeczywiście wszystko czemuś konkretnemu służy. Nasi sąsiedzi też w większości myślą, że naszego Garipa mamy do pilnowania, a jak już się dowiedzieli, że wystawowy champion- to na zarobek, czyli do reprodukcji.Nasza wiocha cywilizowana; są i ludzie z psami na smyczy ;) Jednak dobry Sąsiad nasz P. też się lekko uśmiechnął, kiedy powiedziałam, ze chcę mieć parę gęsi czy świnie, co by sobie z nami mieszkały i pożerać ich nie zamierzam.

      Usuń
  4. A dlaczego nie chcesz koników polskich trzymać? Bo Ci się rasa nie podoba! Rasista :P hihi

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniki polskie i hucuły to zupełnie inna rasa.
    Hucuły będziemy mieć -nie hodować - tak samo jak psy- kiedyś... jak znajdziemy TO miejsce. To są konie zupełnie bezproblemowe, przy odrobinie dbałości i intuicji, a także miłości, będą sobie świetnie z Wami żyły.
    Ja tam nie wiem, czy do koni trzeba dojrzeć - wydaje mi się, że trzeba ich zapragnąć.
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń