10 czerwca 2012

Złomowisko


Przyszedł do mnie S. z pytaniem, czy nie przyjechałbym się do Nowego Kościoła. Znajduje się tam nasze lokalne złomowisko. S. nazbierał trochę złomu i chciałby go wywieźć. Z zainteresowaniem przeglądam złom sąsiadów, bo znaleźć tam można czasem ciekawe rzeczy. Tym razem nic ciekawego. Blachy, kuchenka stara. Pojechałem. I będę chyba jeździć co tydzień.


Na początku na propozycję S. przystałem bez entuzjazmu. Sam mam trochę niepotrzebnych złomiatych różności i właściwie przekładam je tylko z kąta w kąt. Nie mają już żadnej wartości ani funkcjonalnej, ani historycznej, ani nawet sentymentalnej. Ot, kawał starego żelastwa.


Zapakowaliśmy więc z rana złom S. i mój i jedziemy przez Sokołowiec do Nowego Kościoła. Byłem tam ostatnio, ale w zupełnie innych celach. Ale ostatnio uczę się spawać. Pospawałem nawet tłumik w Ferozie (nie oszukujmy się, profesionalistą to jeszcze nie jestem). Pomyślałem, że kupię trochę dwuteowników, ceowników, blaszek i innych cudów. A to nadproże wzmonić, a to coś naprawić.


Na złomowisku ruch. Nigdy złomu nie sprzedawałem. Obowiązuje procedura. Na szczęście miałem ze sobą profesionalistów, którzy wiedzą co i jak :). Najpierw waży się na małej wadze droższe metale, czemu towarzyszą różne wesołe komentarze stałych bywalców (panie, miedź albo nie miedź, to spora różnica). Potem wjeżdża sie na wagę z całą resztą. Zrzuca się przywieziony złom w zadanym miejscu i jeszcze raz na wagę. Różnica to oczywiście zarobek. Stali bywalcy mają swoje sposoby, jak ową różnicę zwiększyc, np. trzech kolegów w bagażniku podczas pierwszego ważenia. Spisanie danych z dowodu osobistego (poczułem się jak potencjalny przestępca, co kradnie szyny kolejowe). I wypłata należności. 


Za zniszczony piecyk typu Bartek zgarnąłem 40 zł. Nie mało przecież. Odstawiam samochód i idę na poszukiwania. Trzeba grzebać w śmieciach, ale ja i tak oczom nie wierzę. Leżą klamki skrzynkowe. Stare okucia. Kute zawiasy. Drzwi do pieców, takie, owakie. Haki, haczyki, stare naczynia, dzbanki, imbryki emaliowane. Cuda cudeńka walają sie między starymi częściami silników, karoserią od IFY, resztkami kabli i ogromną ilością czegoś, za co kiedyś płacono wielkie pieniądze, a teraz leży bezużytecznie. Oczopląs. Wielka koparka przerzuca wszystko z miejsca na miejsce i odsłania kolejne zakamarki. 

Pozbierałem szybko i zachłannie to, co mnie interesuje, jakby zaraz miało zniknąć. Zostało sporo.  Właściwie to wziąłbym co drugą rzecz, która tam leży. O, ale fajna śrubka. A to zębatka, pewnie od skrzyni. Kawałek wielokrążka. Ale świetna blacha! A ten haczyk to do drzwi będzie... Trzeba się hamować, żeby u siebie na podwórku złomowiska nie zrobić. Przebrałem jeszcze raz wszystko, bo miałem jedynie owe 40 zł. Pełen obaw, czy wystarczy, zaniosłem mój wór na wagę.


Za całą masę różnych okuć, zawiasów, zasuw, kilka klamek skrzynkowych (w tym trzy jakieś ogromne, nie wiem, może z kamienic?) zapłaciłem złotych 38. Za owe 38 zł w Świdnicy na jarmarku staroci nie mógłbym kupić nawet jednej klamki, które, nie ukrywajmy, bywają czasem w stanie nieco podlejszym.

Wyprawy na złomowisko trzeba organizować częściej. Tym bardziej, że wszystkie te cuda i cudeńka trafiają regularnie do huty. I nikt ich więcej nie zobaczy.

Co poza tym?

Czerwiec jest, choć wyjątkowo zimny. Wcale mi to zresztą nie przeszkadza, lepsze to, niż upały. Ale palić w piecu trzeba. Był W. i pokazał, jak robi się zaprawę wapienną, przy okazji podmurowując kamieniem belkę. Nawiozłem gliny i uczę się robić szachulec (póki co mieszać glinę ze słomą do zadanej konsystencji). Na górze zrobiłem schody i sufit. Ścianki stawiam pod nasz Wohnzimmer i sypialnię na antresoli. Z dołu ciągnę pion kanalizacyjny do przyszłych łazienek - W tym celu w sieni wykułem wielką dziurę i tam się będę z pionem owym wpinać. Skoro dziura już jest, to poprowadzę również rury do kotowni. Kotownia to małe pomieszczenie przy kuchni, które w założeniu miało być kotłownią. Później zamieszkała tam Kota, a obecnie jest w planach łazienka. Udało się tam już posprzątać i osiągnąć stan zupełnie surowy - z ziemią na podłodze. Więc czas na rury.

Muruję murki przy bramie, bo mam dość zamykania furtki na drut. Trzeba ją na czymś powiesić. W perspektywie czeka sporo dużych wyzwań. Codziennie idzie to wszystko mały kroczek do przodu. 

I tak to leci..

15 komentarzy:

  1. A masz drzwi do tych klamek? bo do nowoczesnych takie klamki nie pasują :)pamiętam takie klamki u dziadków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy pasują czy nie, drzwi to zasadniczo zbijałem ostatnio z desek...

      Usuń
    2. No to do takich drzwi będą super pasowały :)

      Usuń
  2. Fajne te złomowisko! Chyba się wybiorę przy najbliższej okazji!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Konkurencja! Jedź na inne :P!

      Usuń
  3. Przemek,a chcesz glinę z dodatkiem słomy (i trochę kurzu ma)- ze starego ocieplenia strychu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie, ale wiem kto może chcieć. Napisałem na fb.

      Usuń
  4. Wiele jest takich złomowisk. Fajne jest to, że są osoby, które w tych starych przedmiotach dostrzegają piękno. Kilkanaście lat temu moi dziadkowie wyprowadzili się z leśniczówki, byłam wtedy zbyt młoda by zainteresować się losem pozostawionych tam rzeczy. A było tego całkiem sporo, teraz to widzę. Dziadek leśnik od pokoleń, dom stary, drewniany, zbudowany bez jednego gwoździa w środku lasu, piece kaflowe, stolarka drewniana, kołowrotki i sprzęty nadleśnictwa. Wspominam z żalem, ale może i na mnie czeka gdzieś ten wyjątkowy staruszek do ocalenia. Panie Przemku, jak tam zdrowie Biesy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biesa już następnego dnia po zabiegu szlała i trudno było ją uspokoić (bo ma odpoczywać przecież). Teraz wszystko się ładnie zagoiło, szwy zdjęte (w ubiegły piątek). Tylko sierść musi odrosnąć w miejscu, gdzie weterynarze musieli ją wygolić do zabiegu. Ale na początku lipca pojedziemy na sterylizację, więc czeka ją kolejny zabieg, tym razem z narkozą, a nie tylko "głupim jasiem". Saba zbierała się po nim trzy dni, ale myślę, że z Biesą będzie szybciej (to piesek raczej z tych odporniejszych). Co ciekawe, kołnierz ochronny Biesy (miała, żeby nie wygryzać szwów) o dziwo wytrzymał to szaleństwo i rozpadł się dopiero przy wysiadaniu z samochodu u weterynarza w piątek. Szkoda, myślałem, że będzie mieć na sterylizację. Ale pewnie tak akurat na dwa tygodnie jego wytrzymałość wyliczona... Wręcz co do godziny :).

      Usuń
  5. No to świetnie, że wszystko pomyślnie się zakończyło :-) Mam nadzieję, że sterylizacja też przebiegnie bez niespodzianek. To konieczny zabieg, bez dwóch zdań! Przyznam, że Biesa skradła mi serce od pierwszego wejrzenia. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna dziura w podłodze. A co to są te zawijaski z gwoździem po środku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, nie wiem co to jest. Jakaś o-z-dupka. Ale mam ich kilkadziesiąt, znajdzie się jakieś zastosowanie :).

      Usuń
    2. Panie Majster, to po ile sprzedajesz takie drzwi? Potrzebuję jedne "na wymiar" :)

      Usuń
  7. cześć ta o-z-dupka to rygle do okien dużo starsze niż u mnie na gwóżdż przychodzi jeszcze tulejka dystansowa.
    Spawanie tłumika pierwsza klasa jako że to moja branża i spawanie i tłumiki to podpowiem wywierć 3mm otwór w najniższym punkcie do spływu wody.Tłumik nie posiada już materiału wygłuszającego i spaliny palą zewnętrzne blachy ,przerdzewieje za Twoim spawem za jakies 3-4 miesiące.Będziesz potrzebował nowy
    to daj znać co tydzień jadę przez Pielgrzymkę dewastować moje modrzewiowe stropy :)oczywiście w cenie prosto z hurtowni.
    trzymaj się ciepło

    OdpowiedzUsuń
  8. Ekstra sprawa z takim domem! Zazdroszczę, zarówno inwencji, jak i odwagi :)

    OdpowiedzUsuń