14 czerwca 2012

Żrącopalące

Jak byłem dzieckiem, to rodzice budowali garaż. Właściwie, to budowała go ekipa murarzy. Pamiętam złożone deski na deskowanie sufitu. Fajnie się po nich chodziło i wspinało (oczywiście było to oficjalnie zabronione). Pamiętam górę piachu, w której nie można było się bawić. Pamiętam, że obok leżała też z jakiś względów góra gliny. Pamiętam świeżo wytynkowaną i pomalowaną ścianę garażu, do której fantastycznie przyklejały się rzucane kule z owej gliny. Pamiętam jak uciekałem, gdy babcia mnie na rzucaniu nakryła.  

Pamiętam też wapno.


Stała metalowa kadź (wanna właściwie), w której wapno się gasiło. Do kadzi tej miałem zakaz zbliżania się, bo wapno jest żrącopalące. Tak mi mówiono. Zapamiętałem sobie to na całe życie i do dziś się wapna boję.

Teraz nauczyłem się robić zaprawę wapienną. Mimo obiekcji, że wapno wszak żrącopalące jest, stawiałem wczoraj murek na owej zaprawie. Dzisiaj ręce moje krzyczą, płaczą, palą i bolą; przypominają ową żrącopalącą historię z dzieciństwa. 

Na szczęście leje i nie muszę dziś kontynuować murka. Mogę spokojnie skupić się na zakopaniu dziury w korytarzu (bo ciągle straszy), zrobieniu schodów na antresolę, czyszczeniu desek na podłogę. Chociaż czyszczenie wymaga również stosowania środka, który jest żrącopalący.

2 komentarze:

  1. Czyżbyście smarowali podłogę sodą kaustyczną?

    OdpowiedzUsuń
  2. A to nie było tak, że grudki gliny były w tym piachu i się ich szukało?

    OdpowiedzUsuń