9 sierpnia 2012

Glina i kurz

Lipiec upłynął pod znakiem wyjazdów (wcale nie urlopowych). Ani się obejrzałem, a tu sierpień już nastał.  Groch dojrzał i przejrzał. Pomidory dojrzały i jeszcze są. Maliny się pojawiły, ale nie dojrzały. 

Zima idzie, znaczy. Drewno gromadzę. Buka i dęba kupiłem. Brzozy już nie chcę. Rąbie pożyczonym siekieromłotem. Albo młotosiekierą. Fajna maszyna. A lata to nie było nawet. Wcale.

Drewno legalne kupuję, czego wieś nie może mi wybaczyć i chyba zrozumieć. W lesie mieszka, a drewno kupuje!  Ano tak. Bo z państwowego to nie kradzież przecież, jak na pegeerze. No właśnie. Jak na PGRze. W dodatku w lesie na przeciw idzie ostra rębnia i mocno się przerzedziło. Chyba coś dość za mocno. Więc daleko to by nie miał, żeby pociągnąć. Wożą drewno przez łąkę sąsiada, w dzień i w nocy, na co ten krzywo dość patrzy. Wielka afera z tym była. Jak to Morus wraz z Szuligu blokowali Pana Mariolkę jego ciapkiem, żeby przejechać nie mógł z drzewem. Brony podkładali. Ale to temat na inną okazję. 

Mimo, że F. zapewniał mnie o legalności pochodzenia drewna, na początku miałem spore wątpliwości. Właśnie od tego dnia nad domem pojawia się bowiem regularnie stado śmigłowców wojskowych i krąży nisko, zupełnie, jakby czegoś szukali. Okazało się, że dzielni chłopcy stacjonują na Szybowcowej i trenują przed Afganistanem. Kto ich tu i tam zapraszał to nie wiem, ale gdzieś niby muszą. Ale czemu to to po moim niebie lata? Przylatuje gdzieś zza Chrośnicy, robi kółko nad domem i dalej na Okole. I tak w kółko. Dosłownie.

Więc do domu wróciłem i zabrałem się za jakąś robotę. Muruję na górze ciepłą ścianę z bloczków glinianych. Łącze je zaprawą glinianą zrobioną własnoręcznie z pozostałości sufitu (stuletnia glina ze słomą) i kilku ulepszaczy (wapno, piasek, glina, w proporcjach różnych). Zaprawa zwana jest roboczo kurzem (bo taką ma konsystencję na sucho). Na mokro ładnie się klei i nie pęka. Na ścianie tej chcę rozwiesić fantazyjnie alupexa i zarzucić gliną. W formie takiego ogrzewania ściennego. Zobaczymy, czy to wyjdzie.

A murowanie z bloczków glinianych idzie bardzo sprawnie. Dobry sposób na docieplenie starego domu. Cudo to składa się w dużej mierze z gliny i trocin, mocno prasowanych. W stosunkowo najlepszej sytuacji są ci, którzy posiadają już dom szachulcowy (z polami wypełnionymi gliną). Wtedy wystarczy dostawić od wewnątrz ową ściankę, a pustą przestrzeń zasypać bądź zalepić gliną. Grubość dowolna. U mnie pola zewnętrzne wypełnione są cegłą, więc pozostawiam pustkę (ale ponoć powietrze jest świetnym izolatorem).  W sumie nie wiem do końca, jak będzie się to zachowywać w takim przypadku. Po zimie będę bogatszy o nowe doświadczenia. 

Ścianki działowe, których pozbyła się poprzednia właścicielka zrobię szachulcowe (klasyczne). Nie umiem niestety robić tak dobrej ciesiółki jak dawniej, chociaż mam już piły takie i owakie. Odkrycie sezonu to Fuchschwanz, który idealnie nadaje się do cięcia belek. Ale piły to nie wszystko, trzeba jeszcze umić. Więc belki łącze dzisiejszą metodą na winkle. Potem przyjdzie glina. Oby pogoda ciepła jeszcze jakiś czas dopisała.

W kuchni zrobiłem wreszcie porządek z drzwiami. Po pierwsze były bez szybki, jednolite,  przez co w sieni było ciemno. Po drugie, były na dole tak sprytnie przez poprzednią właścicielke ucięte, że obok przez pół roku leżał dyżurny młotek i kołeczek do podbijania drzwi co drugi dzień, aby się zamknąć chciały. Teraz problem rozwiązany. Na dole dorobiłem z Z., sąsiadem - stolarzem z zamiłowania - deskę taką, jak ma być. A na górze zanabyłem szklane szybki kolorowe ze spalonego domu. Kratowniczka wymaga dopracowania. Dwie szybki podle pękły (czerowone). W sieni ciągle zieje dziura, ale myślę, że uda się ją przed zimą zatkać. Wiąże się to z misją hydrofor, od którego to tematu uciekam jak mogę. 

Przytargałem wielki piaskowiec. Ma być progiem. Coś się z niego wyklepie, póki co leży i zagraca podwórko. Obok wynaleziony na złomowisku podsypnik z początku tamtego wieku. Złomowisko stało się moim hobby. Cóż, jedni jeżdżą na wakacje do Chorwacji, inni lubią grzebać w śmieciach. Na szczęście do Chorwacji nikt mnie nie zmusza.

Do Świdnicy na jarmark staroci już nie pojadę. Po pierwsze odkryłem złomowisko, po drugie - giełdę cieplicką. Co niedzielę, na Lubańskiej. Ceny zupełnie przyzwoite (od świdnickich boli głowa). Sześć krzesełek kanjpianych z epoki po 40 zł za sztukę. Dokładnie takie, na jakich siedziano na Wielisławce. Więc plastikowe mogą iść w odstawkę. Albo na zapas, dla gości, których ostatnio raczej nie zbywa. Jak co do czego przychodzi, to prawie każdemu coś wypada. 

Takie to lato było, że go nie było.

No nic. Do roboty!

10 komentarzy:

  1. Właśnie też chciałam wspomnieć w poście, że mamy Afganistan nad głową! Nawet masz Maluch palcem na śmigłowce pokazuje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas w Chmieleniu tez lata strasznie to wkurzajace a krzeselka przesliczne sprobuje takie zlowic i ja pozdrawiam i prosze o wiecej zdjec!po pieciu latach od kupna starej chalupy dopiero w tym roku mielismy troche luzu do tej pory jak i wy tylko robota ale jakze satysfakcjonujaca.

    OdpowiedzUsuń
  3. widzę, ze bardzo pracowite lato, szybki przecudne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne szybki, fajna ściana (tylko, czy to się nie skruszy i nie obleci na gości; cegły to się wypalać powinno :P) a.. i fajny lisi ogon.
    U mojego dziadka był taki wielki polny kamień przed progiem. Great idea, dobrze się siedziało i bawiło.
    Lato leci przez palce, co zrobić... będzie złota polska jesień, to sprawdzimy te chude krzesła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szybki przecudnej urody.Bardzo fajnie wyglądają w nowych starych drzwiach.Pozdrowienia .Pogorzelcy

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem ciekawa jak ściana z pustką będzie izolować. W sumie powinna nieźle, ale zima pokaże... Szyby w drzwiach lekko pozazdraszczam:-))) My jesteśmy na etapie gromadzenia dóbr do dalszego remontu. We wrześniu ciąg dalszy prac.
    Powodzenia w robotach!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  7. Robotnie, widzę robotnie! To się chwali! U nas zastój...:(
    Mam nadzieję, że jednak zimę spędzimy już z c.o......
    powodzenia i pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  8. nie chcesz przecznickiego glinokurzu ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawde powiedziawszy zapomniałem o nim, ale chcę. Tylko kiedy i jak? Najlepiej w weekendy ostatnio.

      Usuń
  9. mnie remonty moje wykończyły, a wyjazdy liczne wcale przyjemne nie były

    najlepiej chyba we własnym domu zrelaksować się przy szklance piwa

    OdpowiedzUsuń