24 sierpnia 2012

Zmiana orientacji

Po żniwach. Jesień przyszła. Zakwitły słoneczniki. Ale ja nie o tym. Będzie narzekanie.

Rząśnik leży w powiecie złotoryjskim, choć już za górą, Chrośnica i Janówek należą do jeleniogórskiego. Przed wojną również Janówek był przy Rząśniku (Landkreis Goldberg, występujący względnie w różnych wariacjach z Chojnowem i Świerzawą). Złotoryja za gierkowskich czasów 49 województw należała do województwa legnickiego, chociaż nasza gminna Świerzawa z Rząśnikiem była już przy Jeleniej Górze. Takie to powiatowe pogranicze. Mniejsza zresztą o administrację; chodzi o to, że stąd wszędzie daleko. A to ma swoje skutki.

Jeśli jedzie się do miasta coś załatwić, to myśli się raczej o Jeleniej Górze. Mimo, że mieszkamy w powiecie złotoryjskim, do Złotoryi (tudzież Złotorji) jeździ się właściwie tylko załatwiać sprawy administracyjne. Ale to się chyba zmienia, bo oto samorządy postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Jak? Za pomocą dróg.


Przekonałem się o tym, gdy ostatnio wiozłem piec kaflowy. Kafle, jak nie trudno się domyślić, wymagają specjalnego traktowania podczas transportu. Nie tam, żeby owijać każdy gąbką. Ale wioząc piec od strony Jeleniej Góry zacząłem zastanawiać się, która droga będzie stosunkowo bezpieczna dla ładunku. Gdzie spotkam możliwie najmniej dziur, wyrw i uskoków. Nic sensownego nie przyszło mi do głowy. 

Nie tam, żebym oczekiwał dróg równych jak stół. Chodzi o to, żeby dało się przejechać z prędkością większą niż te 20 km/h. Ale powodzie, klęski, zarazy, dżuma, cykliści, ekolodzy... Jest tyle problemów, z którymi muszą zmagać się powiatowe zarządy dróg. Bo to o te powiatowe drogi głównie chodzi. Konkretniej: drogi powiatu jeleniogórskiego. Ostatecznie wybrałem dojazd zupełnie naokoło.

Zrobiłem schematyczną mapkę, gdzie na potencjalnych podróżujących (tudzież mnie, wiozącego na przykład piec) czeka najwięcej niebezpieczeństw. Czerwony to kolor krytyczny, pomarańczowy - jest średnio. Zielony - można jechać. Czerwone wykrzykniki to ostrzeżenie specjalne.

Żeby było jasne: czerwony oznacza, że drogę należałoby w zasadzie zamknąć. Na szczęście u nas niemożliwe staje się możliwe i dróg takich się nie zamyka. No, bo ludzie i tak by jeździli.

Jeśli, na przykład, chcę pojechać do Lwówka - to najbliżej będzie przez Bełczynę i Radomiłowice. Do lasku, gdzie przebiega granica gmin, jakoś się jedzie, bo nasza gmina co roku sypie żwirkiem. Dalej jest dziura do piekła, jak roboczo nazywam podmyty i zawalony przepust. Dziurą do piekła się opiekuję, zawsze gdy tam przejeżdżam, staram się ją jakoś zabezpieczyć. A to włożę kija, a to słupek. Jestem pewien, że gdybyśmy tak wszyscy  wybrali sobie jakąś dziurę do opieki, jeździłoby nam się zdecydowanie lepiej. Może czas na jakąś akcję społeczną? Raz nawet ktoś podsypał ją żwirem, ale kilka dni później przepust znów się zapadł. Minąwszy dziurę do piekła jedziemy slalomem do Bełczyny. Slalom gigant, bo dziury mają po 10 cm głębokości.

Więc jeśli chcę jechać do Lwówka, to lepiej w kierunku Złotoryi. A potem, w Pielgrzymce, skręcić w lewo.

Do Jeleniej Góry zawsze jeździło się przez Janówek i Czernicę. Wyjeżdżając pod przeł. Rząśnicką droga jest równa jak niemiecka autostrada. Na przełęczy przebiega granica powiatów - i tam zaczyna się niespodzianka. Niby po ostatniej, lipcowej powodzi wymyło pobocza. Postawiono ograniczenie do 30 km/h (co ciekawe, tylko jadąc w jednym kierunku). Tyle, że droga była od dawna w fatalnym stanie. A powódź, to taki gwóźdź do drogowej trumny. 

Na dole woda naniosła wtedy duże ilości piasku, które do dziś zalegają na drodze. Janówek stał się już miejscową legendą. Nieźle robi się od Czernicy, jadąc przez Płoszczynę. Ale już przez Jeżowem od lat następuje wielki spływ asfaltu, tworząc przy zjeździe hopki i muldy. Można pojechać w Płoszczynie prosto i wyjechać w Dziwiszowie. To tylko 6 km dalej.

Po ostatniej wymianie drążków i urwaniu innych elementów zawieszenia do Jeleniej Góry lepiej jeździć drogami naszego powiatu. Do Świerzawy, na Kapelę. Bo w jeleniogórskim wszędzie czają się wykrzykniki. Czasem za ostrym zakrętem. 

A do Złotorii? Do Sokołowca równiutko. Proboszczów, Pielgrzymka, Jerzmanice... I tylko ostatni kawałeczek, w dolinie Kaczawy, z sześćdziesiątką. Przez Nowy Kościół wzięto się ostro do pracy (choć to akurat droga wojewódzka) i wygląda na to, że za czas krótki wszystko będzie jak stół.

Z drugiej strony tematu może lepiej nie ruszać, bo drogowcom jeleniogórskim w naprawach okrutnie przeszkadzają drzewa. Tak, jak to miało miejsce w przypadku drogi do Zachełmia. Nie da się, panie, naprawić inaczej drogi, niż wyciąć w pień wspaniałą aleję. Bo tędy chodzą dzieci, bo zacienia, bo rozsadza, bo niebezpiecznie, bo w skrajnię wchodzą. Co ciekawe, w powiecie złotoryjskim takie same drzewa nikomu nie przeszkadzają w remontach. Nie mówię już o innych krajach.

Tak się zmienia orientacja. Z jeleniogórskiej na złotoryjską. No, bo gdzie pojadę następnym razem ubezpieczyć samochód, zrobić większe zakupy, poszarpać nerwy w salonie telefonii komórkowej? Coraz częściej zastanawiam się nad naszą Złotorią. Tak to samorządy skutecznie dbają o swoje interesy. 

Może i dobrze.

5 komentarzy:

  1. A mnie się wydawało, że my mamy kiepskie drogi powiatowe... Toż u nas równo jak na stole w porównaniu z drogami pokazanymi przez Ciebie!Ale na co niektórych dziurach też można co nieco w aucie uszkodzić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tak. Okienka to bardzo dobre słowo.

      Usuń
  3. Ten Pan ma rację!
    Dodam tylko, że oznaczenia miejscowości są... jakby to rzec delikatnie, o wiem - niewłaściwe. No i zgubiłem się nocą w cholerę, tak, że zamiast na Lwówek, wyjechałem pod Jelenią.
    Może i dobrze, bo widoczek ładny i nigdy bym tam nie trafił normalnie, i widziałem borsuka, i stado jeleni, i w ogóle to fajnie się tam jeździ nocą 10km/h. Bardzo tam ładnie.
    Ten Pan ma rację!

    OdpowiedzUsuń