2 września 2012

Niedziela


Niedziela to niedziela, myślę sobię, dlatego nie robię zasadniczo nic. To znaczy, w niedzielę nie ma pracowania. Jak się przewróciło, to niech leży. 

I nie chodzi już o odpoczynek. Człowiek potrzebuje (chyba) w życiu jakiejś regularności. Jeśli ktoś pracuje na etacie, regularność tą zapewnia wyczekiwany i upragniony weekend. Jeśli ktoś pracuje w czasie nieokreślonym - trzeba sobie ową regularność sztucznie wykreować i trzymać się pewnych zasad.

I kusi mnie, żeby iść do góry i budować ścianki. Ale nie. Jest niedziela. Spacer, rosołek na obiad, książka i lenistwo. 


Miałem jutro wozić cegłę. Wozić cegły ostatecznie nie będę, bo opony w Ferozie się skończyły. Na zawsze. Pękła taka w poprzek, łup, dup, piździach, jebut. I nic nie zrobisz. I tak przed zimą trzeba było kupić nowe. Widać zima już blisko. Cóż, trzeba przewartościować priorytety wydatków.

Zrobiliśmy wycieczkę wokół Mitwaldu. To jedna z dawnych kolonii Rząśnika, która przed wojną nazywała się Mühlwalde (o dawnych koloniach więcej tu). Mitwald obeszliśmy szerokim łukiem od północy, pomni zgrai biegających tam psów i potencjalnej reakcji Saby na ich towarzystwo. Mitwald w zasadzie, choćby z daleka, sprawia dość przygnębiające wrażenie - częściowo zrujnowane obory kryte eternitem. Może dlatego na tej czy innej mapie funkcjonuje nazwa Posępsko, choć w życiu nie słyszałem, żeby ktoś tak to miejsce nazywał. Nad Mitwaldem, wysoko, za lasem, stał dawniej Berghof, kolejny folwark. Dziś nie ma tam nic poza resztkami murów. Ponoć w okolicy, w miejscu dawnych silosów znajduje się mogilnik ze sporą ilością przeterminowanych środków chemicznych z okolicznych PGRów. Jeszcze bardziej wieje grozą. 


Najpierw oglądam się za siebie - stąd widać, że nasze Góry Kaczawskie to faktycznie góry. A nie jakieś tam pagórki. Tam, wysoko, u stóp Leśniaka stoi nasz dom. Ale my w drugą stronę.
Idziemy przez pola na zachód. Resztki dawnych słupów i izolatorów - tędy pewnie biegła linia energetyczna. Szaroburo-jesiennie się zrobiło. Cóż, Posępsko zobowiązuje.
Na środku pola usypisko kamieni - może coś tu stało... Wiatrak? Stare mapy milczą na ten temat. Miejsce dobre raczej na szubienicę. 


Pole się skończyło, w lesie resztki starej drogi. Kiedyś chyba obsadzona lipami aleja, dziś dość mroczny wąwóz. Stoją kilkusetletnie dęby i lipy. Wszystkie drzewa jakieś krzywe. Miejsce nazwałem kodowo Doliną Krzywych Drzew i już idziemy dalej.




Tu i tam stare jabłonie uginają się pod ciężarem owoców. Zarośnięte łąki, czasem przegrodzone pastuchem. Zapomniany kamieniołom. 







Całkiem blisko widać już zabudowania Bystrzycy - czas na odwrót. Przez łąki idziemy w stronę Bełczyny - ale jakoś bardziej na wschód. Doszliśmy do szosy Bełczyna - Rząśnik. 





Na jej wleńskim odcinku (należącym do gminy Wleń) załatano dziury. Zasypano je po prostu żwirem i polano smołą. Dobre i to. Czyżby efekt poprzedniego wpisu? Zniknęła nawet dziura do piekła. Ciekawe na jak długo. 


Drogą tą zwyklę jeżdżę samochodem. Dopiero z perspektywy pieszego zauważyłem, że niemal pod każdym drzewem wzdłuż całej alei wystaje piaskowcowy słupek. Kiedyś droga była nimi zapewne obstawiona.

Gdzieś tu w okolicy miało być źródło Skory - ale znajdziemy je innym razem. Jeszcze wizyta w starej piaskowni. Dostałem ostatnio informacje, że za czasów epoki słusznie minionej wywożono tu nagrobki z likwidowanych w okolicy cmentarzy. Nic tu dziś po nas; zielona kurtyna zasłania wszystko szczelnie. 

Przyjadę wiosną. 

6 komentarzy:

  1. Swietna wyprawa.... przez Bystrzyce i my czasami jeździmy, bo nie wiem czy wiesz, że przeprowadzilismy się w "wyższe góry" czyli do Pławnej...
    w Sobocie mijamy drogowskaz na Rząśnik, czyli niedaleko ciebie, zreszta z Soboty jest świetny widok na góry.. nawet te duże....
    a wBełczynie stoi dom który bralismy pod uwagę zakupu... no ale brak sklepu we wsi przechylił szalę na nie korzyść
    pozdrawiamy z Pławnej....

    OdpowiedzUsuń
  2. No popatrz, a ja całą niedzielę usiłuję zmusić się do pożytecznej działalności. Aż mi lepiej, jak przeczytałam Twoje słowa ;-)
    Wycieczka fajna, acz nieco posępna... My niedawno -podczas urlopu- byliśmy w Miedziance - w tym, co z tej miejscowości pozostało...
    Czy udało Wam się znaleźć dom dla Biesy?
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo takiech Miedzianek jest sporo. Biesa ma dom, daleko na północy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, Przemek, napisz coś o naszym burmistrzu (że wyjechał na saksy pozostawiając urząd) - może też się ziści.

    OdpowiedzUsuń
  5. urocza wycieczka, uwielbiam takie spacery po rozdrożach i pustych łąkach...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach te stare jabłonie, aleje lipowe, słupki z piaskowca... super!

    OdpowiedzUsuń