4 grudnia 2012

Ich vermisse meine Heimat...

Trochę śmieszno, trochę straszno.

Trafiłem sobie na Facebooku na youtube'owy przegląd starych pocztówek z naszej okolicy. Prezentacja jakich wiele. Uwagę mą jednak zwrócił podkład muzyczny. Szybki internetowy research i - tada! Mamy. Balladkę wykonuje niejaki Jürgen V. Kolejne osoby udostępniają prezentację na FB, a ja słucham sobie popłakiwania pewnego pana, bez wątpienia prawdziwego Niemca, który to strasznie tęskni za tym, co na pocztówkach widać. Z pieśni emanuje poczucie skrzywdzenia, że to wszystko ktoś podstępnie zabrał, przeorał i kwiatków nie posadził.



Płytkę można sobie kupić w internecie za jedyne zejn ojro i napawać się klimatem ojczyzny. Nie powiem gdzie, bo nie reklamuję takich miejsc. Zresztą, jak ktoś chce, to i tak znajdzie. Nasz Jürgen występuje tam w doborowym towarzystwie - nie trzeba znać języka, wystarczy popatrzeć na okładki  sąsiednich wydawnictw, których symbolika nie pozostawia złudzeń co do ich zawartości. Oczywiście, pewnie "88" wcale nie znaczy "HH" (Heil Hitler), ten orzełek wehrmachtowy to tak tylko, jako rekonstrukcja historyczna, a autorowi płyty na której zionie napis gotykiem z lat 30. "Deutschland steh auf!" ("Niemcy, powstańcie!") chodziło pewnie o to, że czas z łóżka wstawać i do pracy iść. Ot, wiecie, takie dzień dobry w heimatowym klimacie. Coś jak pięć piw poproszę.

Ale wróćmy do tęskniącego Jürgena. Melodyjka w sam raz, żeby sobie z grupą Kameradów z zapalniczką uniesioną stanąć i bujać się w jej takt, śpiewając przez łzy o utraconym heimacie. Cóż, może to ukoi skołatane serduszka na tyle, by potem ryknąć Horst-Wessel-Lied. I w miasto - naprawiać świat.

Tęsknie za moją ojczyzną, gdzie stała ma kołyska
Kiedy Śląsk należał do naszej ojczyzny
Tam, gdzie żyli moi rodzice, gdzie są moje korzenie
Gdzie bawiłem się radośnie jako małe, niemieckie dziecko

Niemieckie dziecko, widzicie. A dlaczego ono jest niemieckie? Przecież polskie władze po wojnie wywalały z hukiem nie tylko takich, co to za Niemców się uważali, ale wszystkich, co to podejrzanie wyglądali, i Ślązaków, i Mazurów, i innych Volksdeutschów. A tu bum, bach, piździach - niemieckie dziecko jeszcze na to wszystko, na te cierpienia, krew i utraconą ojczyznę. Normalnie najtwardszy by się popłakał.

Otóż po podziale Niemiec po drugiej wojnie światowej na zachodzie powstawały ziomkostwa, kolekcjonujące pamięć po utraconym heimacie. Wydawały sobie heimatbuchy, tworzyły muzea, związki, izby pamięci. W NRD natomiast o jakimkolwiek utraconym heimacie mowy być nie mogło, bo przecież tenże heimat utracono na rzecz socjalistycznego brata, jakim była Polska. A to już prowadziło bezpośrednio do brzydkich pytań, czemuż to Polska swój własny heimat na wschodzie utraciła. A takich pytań w socjalistycznym raju stawiać nie było wolno. Więc póki Honecker miał się dobrze, tematu niby nie było.

Pytanie za sto punktów: gdzie powstają obecnie owe patriotyczne, heimatowe pieśni: na zachodzie, gdzie siedzibę mają rewanżystowskie ziomkostwa i gdzie pielęgnowano pamięć o Śląsku i innych Ostgebiete, czy na biednym wschodzie, gdzie przez kilkadziesiąt lat kwitła socjalistyczna przyjaźń polsko - niemiecka, a dziś poklask zyskują narodowe grupy pokroju NPD? Odpowiedź numer dwa! Bingo, wygrał pan lodówkę!

Bo niemiecka scena muzyczna opisująca wielkie powojenne niesprawiedliwości na wschodzie nie wywodzi się najczęściej bezpośrednio od tych, którzy musieli te ziemie opuścić. Wywodzi się z radykalnych, prawicowych środowisk, powstałych już po zjednoczeniu Niemiec na biednym wschodzie, gdzie grasuje beznadzieja, a młodzi ludzie szukają jakiejś wielkiej prawdy i narracji, w która można łatwo uwierzyć i która wytłumaczy w sposób łatwy i przyjemny, czemu jest źle. I jeszcze winnych wskaże. I do tego pasuje niemieckie dziecko, a nie jacyś tam Mazurzy czy Kaszubi, co to w sumie nie wiadomo, jaką krew w sobie noszą, a którzy po wojnie w nowych Niemczech nie tak łatwo mogli się odnaleźć, bo przez miejscowych za Niemców uważani często nie byli.

Niemiecka scena muzyki heimatowej ma swoje gwiazdy. Tu prym wiedzie chyba niejaka Annett Müller, związana blisko z NPD. Jej twórczość oczywiście też wyciska łezki, posłuchajcie sami! Jest starszy człowiek, co to widział wiele, krwawe ślady na śniegu, beznadziejna walka o utraconą ojczyznę i inne  fajne okropności. No i najważniejsze:

Schlesien, Du mein Heimatland! Haben Dich auch Fremde noch in der Hand! 
Du bleibst meine Heimat, ein Stück in mir, und irgendwann bin ich wieder bei Dir!



Rewanżyzm? Skąd, to tylko taka poetycka sztuka, zabieg, metafora.

Znam troszkę środowisko niemieckich wypędzonych. Tak ich nazywam, bo tak nazywa się ich w Niemczech i mniejsza o takie czy inne konotacje tego słowa. Że za utraconą ojczyzną płakali ci, którzy po roku 1945 musieli wyjechać - rozumiem świetnie. Że płakały ich dzieci - też w zasadzie rozumiem, bo zapewne wychowane były w duchu patriotycznym i w domu o niczym innym się nie mówiło, niż o tym, jaki to ten Schlesien wspaniały i idealny był. Tak jak w moim, że Kołomyja to w ogóle raj na ziemi.

Ale że płaczą ciągle dzieci tych dzieci i że będą płakać dalej ich dzieci, czwarte pokolenie, które często z wypędzonymi nie maja nic wspólnego, a szukają wyjścia ze swojej beznadziei - tego już zrozumieć nie mogę. I uważam, że szukają już tylko pretekstu, żeby, za przeproszeniem, komuś za ten utracony heimat w mordę dać.

Myślicie, że to tylko Niemcy mają swojego Jürgena V. i Anett? Ależ nie, nic bardziej mylnego, wpiszcie w YT słowo "kresy"... Oczywiście, zaraz znajdą się tacy, którzy powiedzą, że my możemy, my mamy prawo, a oni to wojnę zaczęli...

   

22 komentarze:

  1. podpisuję się rękami i nogami pod tym postem .

    OdpowiedzUsuń
  2. Za NRD mówiło się, tylko po cichu i po wódce.

    OdpowiedzUsuń
  3. to prawda. Dlatego moim małym heimatem jest Dolny Śląsk, a nie Mazury czy Ukraina (jestem drugim, powojennym pokoleniem w mojej rodzinie).

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tam ich rozumie i uważam ze Slask ani gorny ani dolny Polsce się nie należy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ma jakiś związek? Kogo rozumiesz, niemiecką scenę rac?

      Usuń
    2. No i jak tak uważam! Oddajmy najpierw dolny, a potem - dopiero jak się węgiel skończy - górny :)))))))))))
      Niemcy odchodzą od atomówki, to nam przynajmniej Sudetów nie rozprują w pogoni za uranem.
      A bez jaj: to masz Przemek słuszną rację. Ludzie, którzy nie mają perspektyw, pracy, zajęcia (w enerdówku, Sandomierzu czy na Podlasiu) starają się poukładać sobie świat. A tak dobrze jest mieć podłego wroga i przyjaciół na bij zabij. Dobrze jest wiedzieć, kim się jest.
      A Ty Max kim jesteś ? :P

      Usuń
  5. ja tam ich rozumie i uważam ze Slask ani gorny ani dolny Polsce się nie należy .

    OdpowiedzUsuń
  6. To wyglada na stary podzial na Niemcow "dobrych" i "zlych", tylko nastapila zmiana biegunow. Nie wierze w szczerosc deklaracji "dobrych" Niemcow, ktorzy zapewniaja mnie, a jakze, ze Erika Steinbach (ona z tych "dobrych" czy z tych "zlych"?) to tylko polityczny margines. Zwlaszcza gdy przegladam ta liste. Zwracam uwage na nazwisko nr6. Warto tez poczytac, co prominenci maja do powiedzenia na temat. Tak, wiekszosc (jak np nr6) wyrazaja sie ogolno - dyplomatycznie. Ale nie wszyscy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze link:)
      http://www.z-g-v.de/aktuelles/?id=40

      Usuń
    2. Podział jak podział, po prostu bardziej niż demonizowanego BdV, które i tak ciągle traci na znaczeniu boję się smutnych chłopaków z osiedla, którzy na znaczeniu rosną. I nie tylko w Niemczech.

      Usuń
    3. Chlopcy z osiedla to nie jest zjawisko typowo niemieckie BdV jest. Zreszta kto tam wie, czy jedno nie wiaze sie z drugim. Ta wlasnie historyjke, o bezznaczeniu, czy jak piszesz o tracacym znaczeniu wciaz slysze. Od tych dobrych oczywiscie, bo tu tylko tacy. Tylko nikt jakos nie chce mi odpowiedziec na pytanie, dlaczego w takim razie znajduja sie pieniadze (moje niestety tez) na takie szopki bez znaczenia a takie osoby jak Bundespräsident ryzykuja swoj autorytet. Nie mam zaufania do Niemcow. ot, co. Tyle - ze nic sie nie poradzi. Wiec usmiecham sie ladnie- jak oni. Obserwuje. Ale w bajki nie wierze.

      Usuń
    4. Zaryzykuję tezę, że BdV, mający kiedyś dużo większe poparcie nie tylko Bundespreasidenta, przez lata swojego istnienia specjalnie nikomu nie zaszkodził, mimo że tow. Wiesław straszył Hupką i Czają co tydzień. A w Landtagach mamy już NPD, a na ulicach chłopaki w brązowych koszulach ochoczo podnoszą ręce coraz wyżej. I to jest problem, którego dotyczy ten tekst.

      Usuń
    5. a ja zaryzykuje teze, ze jedno nie jest niezalezne od drugiego a BdV to takie NPD dla salonow (NPD tez zreszta nikomu "nie zaszkodzilo"). nie pamietam co mowil tow. Wieslaw :)
      jak by nie bylo, rzad niemiecki robi wiele, by BdV nie umarl wraz ze smiercia ostatniego "wypedzonego".
      zreszta jak bardzo "wypedzona" byla szefowa chyba wiadomo i pisac nie trzeba.

      a tak propos, swego czasu w tv- tutejszej zalila sie jakas "niedowypedzona". Zostala dzieckiem w heimacie i musiala znosic straszne szykany - w szkole musiala sie uczyc po polsku. Ano, to jak z tymi "wypedzeniami". o ile mi wiadono Biskup Nossol nie tylko ostal sie w heimacie, to jeszcze biskupem zostal.

      Usuń
    6. BdV i poszczególne landesmannschafty zrobiły sporo dla przetrwania (wcale nie tylko w świadomości) kultury śląskiej i innych, stąd ich wsparcie z Bundu, czego w PL się w zasadzie w ogóle nie dostrzegało (bo Czaja, bo Hupka, bo Wiesław). Teraz jest inaczej, bo często po rzetelne badania źródłowe jeździ się... do Niemiec. I Steinbach i inne polityczne gierki nikomu nie przeszkadzają. W żadnym razie nie porównywałbym ich do organizacji neonazi, które albo działają nielegalnie (grupę z Jeny porównasz do BdV?), albo są na skraju delegalizacji (jak NPD).

      Usuń
    7. w ogole- to masz racje. BdV na pewno nie mozna porownac do organizacji typu neonazi. Zaslugi dla zachowania kultury slaskiej - o tyle nie zdaje sobie z nich sprawy, ze nie mam z tym - w przeciwienstwie do Ciebie - do czynienia. Ale powstanie centrum w tej formie w Berlinie jednak sugeruje ze intencje tej organizacji nie do konca sa kulturalne. Oczywiscie- przy aktualnej sytuacji geopolitycznej zwiazek ten w jakiejkolwiek formie - nie ma wiekszego znaczenia. I oby tak pozostalo.

      Usuń
  7. a tak z innej beczki, robicie kawal dobrej roboty. Wyrazy podziwu najszczerszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, zazdroszcze szczerze Cheimsee i okolic ;)

      Usuń
    2. abo ja nie mieszkam w Niemczech, tylko w Bawarii:)
      mam sekretny plan - skolonizowania jej (polnoc pozostawiam Turkom), tylko ciii, bo sie wyda ;)
      ale polskie poludnie - tez ladne. a wiem co mowie.

      Usuń
  8. Miło widzieć, że wracasz do formy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo widzisz, chory jestem i nic innego nie mogę ;).

      Usuń
  9. A czy są we wsi jakieś nieruchomosci na sprzedaż? Byłabym zainteresowana kupnem takowych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są, ale słyszałem, że w okolicy mordują spamerów i zakopują w lesie pod skałką

      Usuń