13 stycznia 2013

Okradli mnie!

Ni mniej ni więcej. Zostałem okradziony. Prędzej czy później było to do przewidzenia. Ktoś bezczelnie zabrał moją własność, wlazł z butami, zszargał prawo, świętość, zasady i dobry zwyczaj, narażając mnie na ogromną stratę, dokonał zamachu na wolnośc i niezawisłość.

Ale o co chodzi? Już tłumaczę. 


Swego czasu miałem sobie fotobloga. Zamieszczałem tam zdjęcia z podróży, głównie dolnośląskich, ze sprytną mapką umozliwiającą znalezienie miejsca wykonania zdjęcia. Pomysł był fajny, ale w internecie prawie każda świeżość szybko zaczyna trącić stęchlizną i stronek opartych na tym pomyśle pojawiło się sporo. Fotografuję dalej, ale działalność bloga zawiesiłem przeszło rok temu. Też i z braku czasu.

Dostałem ostatnio dramatycznego maila, że na stronie http://heidenkinder.blogspot.de/2011/10/samhain-naturmagie.html ktoś ukrał moje zdjęcie. Wchodzę na stronę - bloga jakich wiele -  a tu rzeczywiście! Mój Jeleniec jak żywy, nawet ktoś nie zadał sobie trudu, żeby nazwę pliku i kadr zmienić (jeleniec.jpg na niemieckojęzycznym blogu wygląda dość dziwnie).

Ale do rzeczy. Śmieszy mnie do prawdy lament na temat kradzieży zdjęć w internecie. Zwłaszcza, że jest podnoszony najczęściej przez fotografów amatorów, którzy dzieląc się swoimi zdjęciami na forach internetowych wzbudzają achy i ochy głównie swoich kolegów i koleżanek. Oczywiście robią często dobre zdjęcia. Nawet świetne! Tyle, że od czasu gdy technika fotografii zeszła pod strzechy o dobre zdjęcia w internecie wcale nie trudno. Dzięki internetowi nastąpiła totalna dewaluacja i teraz prawie każdy mając do dyspozycji średniej klasy lustrzankę cyka miliony fantastycznych ujęć. Ba, czesto nawet kompakty, i to te wcale nie najdroższe, robią doskonałe zdjęcia (vide mój wysłużony Canon A530, z którym pewnie wstyd pokazać się w środowisku). Te miliony (miliardy?) fantastycznych ujęć w oka mgnieniu obiegają cały świat. Półki serwisów stockowych uginają się pod ciężarem świetnych zdjęć, które możesz kupić za 5 EUR i wykorzystać w dowolnym celu. Ba, o zgrozo, wcale nie jest trudno znaleźć świetne zdjęcia zupełnie za darmo, i to do celów komercyjnych!

Gdzie więc problem? Ano, gdy mamy miliony świetnych zdjęć, to nikt już ich nie chce powoli oglądać. Wszystko staje się zwykłe i pospolite. Nikogo już nie cieszy super mgiełka poranna u stóp mrocznego, świerkowego lasu, zrobiona przez superfotografa i wrzucona z wielkim znakiem wodnym na forum superfotografów, skoro takich super mgiełek u stóp lasów świerkowych, buczyn, dębin czy palmowego zagajnika może zobaczyć miliony. I o dziwo ci goście, co to cykają te super mgiełki poranne i wrzucają je na fora wzajemnej adoracji pieklą się okropnie, jeśli ktoś takie ujęcie ukradnie. A co to znaczy? Że weźmie i sprzeda? Że zarobi na tym milion euro? Nie, prosze państwa, bo na zdjęciach w zasadzie nie da się miliona euro zarobić. A już na 100% nie da się tego zrobić prowadząć w internecie bloga. Kradzież to znaczy najczęściej umieszczenie (bez podpisu) na prywatnej stronce, o której wie czterech kolegów z pracy, ciocia i znajoma kuzynki. I wchodzą tam dlatego, żeby w Google Analitics słupki smutno nie wyglądały.

Jasne. Własność jest własność. Róbcie więc dalej swoje galeryjki, z wielki copywrightem zasłaniającym pół kadru, ciesząc oko dwóch kolegów z branży, a głównie swoje. A ja się cieszę, że komuś się moje zdjęcie na tyle spodobało, że je ukradł i umieścił na swoim blogu. 

Fakt, cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby podał źródło. Gdyby zdjęcie zamieścił komercyjny portal - pewnie napisałbym do nich kilka ciepłych słów, że to w zasadzie moje zdjęcie i byłoby fajnie, jakby podpisali. Zresztą kilka takich sytuacji miało już miejsce - najcześciej nie dostałem odpowiedzi. I co, mam iść do sądu, czy podnieść raban na moim forum, na którym chłopcy i dziewczęta piszą, że moje zdjęcia to super ujęcia i dają 10/10, wpadnij do mnie i zostaw komcia? Dam głowę, że przynajmniej połowa z nich ma na dysku ściągnięte z internetu mp3 (co w świetle naszego prawa jest legalne, ale jak się ma do kradzieży zdjęć?)...

Rozwiązanie prawdziwego problemu z prawem autorskim w internecie dopiero przed nami. No, ale to zupełnie inna historia.

PS. Na zakończenie kilka zimowych zdjęć z dzisiejszego spaceru (bo zima wróciła, a jakże, długo pięknie być wszak nie mogło). Jak chcecie, to możecie ukraść i umieścić u siebie.








18 komentarzy:

  1. I tu się z Tobą zgodzę. Mimo, że zarobkuję czasami sprzedając również i swoje zdjęcia, a nie tylko teksty - zasadniczo nie robię problemów, jeśli ktoś podbierze jakieś zdjątko z galerii picassa, czy z bloga. Bo to jest po prostu nie do uniknięcia, a jednocześnie mam świadomość, że w necie są miliony zdjęć po stokroć lepszych od moich. A na " znakowanie" zdjęć umieszczanych w sieci po prostu nie mam czasu...
    Pozdrawiam serdecznie
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zarabiam na zdjęciach. W większości wcale nie w internecie, chociaż w dobrych czasach dochód z Adsense był całkiem niezły. Ale jeśli ktoś (robiąc zresztą niezłe zdjęcia) chce przewracać świat do góry nogami dlatego, że jakaś nieświadoma panna skopiowała fotkę i zamieściła na swoim blogu... Cóż. Jego prawo :).

      Usuń
  2. masz rację. Wystarczy zapytać czy można,albo podać źródło, skąd pochodzi fota. To podobnie jak z pisaniem artykułów sieci, itp. Podać źródło, jeśli to nie my. Gdyby stosował to każdy, było fajnie. A co do świetnych zdjęć to trochę się z Tobą nie zgodzę- są ludzie mający do dyspozycji wypasiony sprzęt, a zdjęcia i tak kijowe im wychodzą (podejrzewam,że i potencjału sprzętu nawet nie potrafią wykorzystać...znam takich,muszą mieć na półce wypas, bo inni też mają, to w dobrym tonie jest mieć cacko na półeczce, jak niegdyś kryształy w meblościankach;)). A jeśli ktoś ma dobre oko to i prastarym canonem zrobi dobre ujęcie:). Niestety ja nawet dobrym aparatem (nawet nie mam dobrego, bo po co mi, jak oko beznadziejne) nie potrafię zbyt powabnych ujęć trzaskać.Ale za to są inni :)Niech żyje różnorodność:)!
    ps. widząc tytuł notki - nie powiem, wystraszyłam się trochę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem super fotografem, bo po mojemu ważny jest warsztat (nie w sensie sprzętu), trening, cierpliwość i cała masa czasu - a ja nie mam niczego z powyższych. Ale moje najdroższe sprzedane zdjęcie (nie mówię, że najlepsze) wykonałem tanim kompaktem Canona... A fetyszyzm sprzętowy obecny jest chyba w każdej branży, która wymaga posiadania jakiegoś sprzętu.

      Usuń
  3. Swoje pierwsze sprzedane zdjęcie zrobiłam daaawno temu starym kodakiem. Na film. Inna sprawa, że cyfrówką łatwiej:-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Przemuś, Twoje zdjęcia są suuper!!

    I już się tak nie chwal, bo straszysz ludzi. Już myślałem, że Ci jaką wiertarkę ukradli albo co gorszego.
    Twój fan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiertarkę mam pradawną, Mastercrafta z Aldi, i sam się dziwię, że jeszcze działa. Nikt by jej i tak nie chciał. A kto jak kto, ale Ty akurat powinieneś wiedzieć, że dobry tytuł to podstawa :).

      Usuń
    2. Dla mnie każdą kradzież należy nazywać o imieniu. Nawet jeśli moją słabą fotkę ktoś użyje bez podania źródła.
      A zimę mamy piękną...
      U nas dopiero od soboty.
      ozdrawiam

      Usuń
    3. Znaczy chciałeś tylko statystyki podbić? :)
      A znasz bajkę o pastuszku, co za dużo razy wołał, że "wilk idzie"? No, uważaj! ;)

      Usuń
    4. Nie znam, ale domyślam się co było, jak wreszcie przyszedł...

      Usuń
    5. No właśnie nic już nie było.
      A jak jesteśmy w temacie foto, to potrzebuję porady, jaki aparat kupić. W odwiecznej rywalizacji między Canonem, a Nikonem po której jesteś stronie? A może Pentaxa albo Olympusa? Jak to zrobić, żeby zdjęcia były jasne, a maszyna nie ważyła 6 kilo?

      Usuń
    6. Ja tam akurat wyznaję Pentaxy.

      IMHO system nie ma większego znaczenia, każdy ma pewnie wady i zalety. Ostatnio zmuszony jestem do zakupu kolejnego Pentaxa w rodzinie (bo amatorski jest jednak za amatorski, a nibyprofi padł, choć miał być niezniszczalny) i zaczynam wyznawać zasadę, żeby nie przesadzać z kasą na body. Bo jak padnie, to najczęściej nie ma co naprawiać (mam wymianę płyty głównej, koszt jedyne 500 EUR) a nie stać mnie na nowe body co miesiąc. Ba, nawet co rok czy dwa. Od bidy to nawet taki k200d ma wszystko, czego mi trzeba. Lepiej kupić coś prostszego, a dołożyć do obiektywu... tu w przypadku Pentaxa fajnie jest, bo pasuje prawie wszystko od Pentaxów milion lat wstecz + bez problemu z takim m42 (zenit itd). A w ich przypadku cena nie zabija.

      A jak robić ładne zdjęcia? Problem w tym, że sam do końca nie wiem... Temat rzeka, tego ponoć uczy się całe życie.

      Usuń
    7. :) pytałem o jasne, nie o ładne :)))
      Bo ładne to wiadomo zrobi się dobrym aparatem, a jasne- dobrym obiektywem ?? :)

      Usuń
  5. O, ładniutkie zdjęcia ;-))
    A Sąsiad ma rację - nie strasz!!! Już się bałam, ze jakiś dramat się rozegrał na włościach ;-) Takie tytuły to na WP królują ;)
    Sciskam

    OdpowiedzUsuń
  6. No to właśnie oznajmiam, że sobie ukradłam pazernie wszystkie foty, bo tak mi się spodobało ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sąsiedzie - osobiście polecałabym Canona. No i dobry, jasny obiektyw:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Canona, ale jakiego? I obiektyw jaki/który? Który to jest jasny i dobry? Tak dawno canonem nie fotografowałem, że ledwie go pamiętam.

      Usuń
  8. www.portalochrona.pl zapraszam do bazy rzeczy skradzionych :)

    OdpowiedzUsuń