26 marca 2013

Eksperyment, czyli nie jestem eko

Od fundacji z Warszawy dostałem zaproszenie do projektu. Do eksperymentu. Miła pani znalazła tego bloga w internecie i zapytała, czy bym nie chciał wziąć udziału w jego etapie pilotażowym. Niestety, na stronie informacyjnej nie podano dokładnie, na czym miałby polegać. Napisano, że

organizujemy Eksperyment Tydzień inny niż wszystkie (..) – eksperyment trwa 8 dni, podczas których uczestnicy otrzymują Przewodnik i zadania na każdy dzień. Eksperyment dotyczy zrównoważonego stylu życia, a konkretnie chodzi w nim w wypróbowanie pomysłów dot. proekologicznych i prospołecznych nawyków.

Przyznaję, że miła pani w mailu doradzała w przypadku niejasności kontakt, a ja go nie podjąłem. Cóż, pewnie z lenistwa. Przeszedłem od razu do działania - na wstępie należalo zmierzyć swój "ślad węglowy", czyli ilośc CO2 prezentowanego rocznie przeze mnie światu. No, to zmierzyłem. I nie chcę chyba brać udziału w eksperymencie.


Prawda taka, że wyszło dużo ponad normę. Trzeba było wypełnić ankietę. Tyle żarówek, tyle lodówek, takiej a takiej klasy, takie samochody, tyle kilometrów. Dom stary czy nowy, ogrzewanie, jedzenie. Styl życia. 

Powiem szczerze, że nie przepadam za takimi ankietami. Nie podaję wszelkich możliwych danych na nieznanych stronach obcym ludziom. Nie tam, że zaraz ktoś kredyt na moje dane weźmie, jeśli napiszę, ile jem marchewki. Ale jakoś mam opory. A nic tam, niech będzie. W końcu i tak tyle prywatności ujawniam na tym blogu i innych Facebookach...

Otóż większość mojego CO2 to "mieszkanie". Zaznaczyłem, że palę drewnem. I węglem, czasem. Brunatnym, z Bogatyni. Bo kamienny wybucha i szkody robi. I transportuje się go tysiącami kilometrów. Nie palę gazem, bo najbliższy gazociąg jest pewnie z 15 km stąd. Nie mam chińskiej pompy ciepła za 50 tysięcy. Niemieckiej, czy amerykańskiej też nie mam. Nie mam naszpikowanego tajwańską elektroniką inteligentnego domu ocieplonego styropianem, przywiezionym 1600 km, który by sam regulował siedmiuset czujnikami system rekuperacyjny wyprodukowany w Korei, a później zutylizowany w Bangladeszu, jak za pięć lat kupię nowy. Mam trochę wełny mineralnej na poddaszu. 

Zresztą, proszę Pani, nasza gmina ma plany bardzo ambitne. W perspektywie najbliższych lat być może pojawi się u nas wodociąg. Wtedy będziemy mieć tyle wody, ile zechcemy. Wiem, zużycie wody pewnie wzrośnie, a wodę trzeba oszczędzać. No ale teraz jeszcze przynajmniej nie mamy ile chcemy, bo moja studnia w lesie ma dość niską wydajność, a rury są stare i trochę przerdzewiałe. O kanalizacji nie ma niestety mowy. O gazie tym bardziej.

27 % mojej emisji CO2 to transport. Wpisałem więc jakimi środkami transportu poruszam się w jaki sposób. Wyszło źle.

A niech to, nie mam chwilowo gotówki na zakup nowej hybrydy. Dlatego zamiast Toyotą Prius poruszam się 22-letnim samochodem terenowym. Wiem, że terenówki nie są ekologiczne i czynią krzywdę światu. Lepiej byłoby kupić co roku nowy, spełniający coraz bardziej wyśrubowane standardy emisji bolid. Gwarantuję natomiast, że Toyota owa urwałaby ten swój cudny napęd w wąwozie. Zakładając porę letnią, bo zimą do tego wąwozu by nie dotarła i musiałby ją wyciągać traktor sąsiada, co nie jest ekologiczny, bo ma dziurawy komin i emituje pewnie tyle CO2, co siedemidziesiąt takich Toyot.

Moja żona jeździ prawie dzień w dzień drugim samochodem do pracy. Dwa samochody! Ziemia płacze. W dwie strony będzie z 50 km. Agila do najnowszych raczej nie należy. W dodatku bierze olej i ma zatkany EGR! EGR to takie fajne urządzenie, które musi znajdować się w każdym względnie nowym samochodzie, żeby spełniał standardy. W skrócie, cofa część spalin do komory spalania, żeby dopalić złe cząstki.

EGR oczywiście psuje się regularnie, jakby był zaprogramowany. Kto wie, czy nie jest. Bo wtedy musisz nowy kupić, bo jak wyczyścisz, to i tak padnie za dwa miesiące. I nie kosztuje on ani 50, ani 200 zł. To się nazywa ekologia! Małe, dziecięce rączki na wschodzie poskładają kawałki plastiku za 3 dolary dziennie, a my sprzedamy je w Europie za dwieście. Nowe diesle mają jeszcze dopalanie cząstek stałych, co to jeszcze bardziej eko jest. Eko... nomicznie uzasadnione. Dla producentów.

Dlatego jak kupię, to kupię pradawnego, plującego czarnym dymem V6. No, ale dość. Musze żonie powiedzieć, żeby od jutra wybrała tramwaj albo metro. 

Dodam jeszcze, że wczoraj byłem na lotnisku. Kumpla odebrać, co z Liverpoolu przyleciał. Pierwszy raz w życiu tam zresztą byłem i pierwszy raz na żywo (z bliska) samolot widziałem. Cholera, tak mi się spodobało, że sam bym gdzieś poleciał.

Nasza pralka została przywieziona z Niemiec. Swoje najlepsze lata ma za sobą, ale działa doskonale. Nie wiem, jaką dysponuję klasą, ale A+++ to nie jest. A może jest już nowsza kategoria, z pięcioma plusami? Producenci stają na głowie, żebyś kupił tą lepszą. Zapewne powienienem ją wymienić na nową... Boję się pomyśleć, jak strasznie muszą wypadać tu moi znajomi, którzy do wypieku chleba używają starego, poradzieckiego pewnie piekarnika, co ma tyle wspólnego z eko co ekogroszek. Zamiast kupić urządzenie z trzema gwiazdkami.

Kiedyś, w poszukiwaniu informacji o systemach ogrzewania, w odmętach internetu trafiłem na siedzibę ING w Amsterdamie. Stal i szkło, budynek autonomiczny, wyglądający jak wielki pociąg TGV (nie wiem czemu tak mi się kojarzy). Wielka siedziba nie wymaga ponoć dostarczania energii z zewnątrz. Ciekaw jestem ile kilometrów kabli, czujników, wymagających serwisu sterowników, silników i siłowników znajduje się w środku. Ktoś je musiał wyprodukować. Ale to pewnie robi się w Chinach, w warunkach wiadomych. Ale co nas chińskie środowisko, skoro my mamy dom autonomiczny i my nie szkodzimy matce ziemi nic a nic?

Wydaje mi się jednak, że nieco mniejsze straty świat ponosi z powodu mojego domu, opalanego tym, co jest w okolicy, a zbudowanego głównie z drewna, kamienia, wapna i gliny. Tyle, że tego nie da się dobrze sprzedać.

Kiedyś był taki odcinek South Parka, którego fanem jestem, pod tytułem Smug Alert. Zainteresowanym polecam. Pewnie, ja wiem, że chodzi o kształtowanie pewnych postaw. Tyle, że coraz częściej posiadanie postawy ekologicznej sprzedaje się nam jako zbiór słów: kupić, posiadać, lepsze, wydajniejsze, szybsze,  nowocześniejsze, z naciskiem na to pierwsze. A ja jestem przekonany, że to właśnie niekupowanienieposiadanie, gorsze, mniej wydajne, wolniejsze i starsze jest bardziej przyjazne dla otoczenia. Nie tylko dla Ziemi.

PS. Żeby jasne było: ja wierzę, że takie projekty mają sens, ten konkretny, być może, dotyczy zresztą innego problemu. Niestety, nie zostało zdefiniowane jakiego. A tego typu działania, programowane w miejskiej dżungli, czasem średnio przystają do realiów naszej kolonii.

13 komentarzy:

  1. Ło Jezu, jak pomnożę to prze dwa albo lepiej trzy, to wyjdzie nasz wkład w mordowanie matki Ziemi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Logicznie kombinując, tytułu zamieszkiwania w starej runie i jeżdżenia starociem (co samo w sobie jest już hardcore recycling), zaoszczędziłeś tyle "śladu" niebudując i niekupując (nowego), że powinno wystarczyć na wszelkie inne fanaberie (patrz-węgeliel brunatny)do końca życia. A może i potomkom byłoby co przekazać z niewykorzystanej emisji. No chyba, że tam (znaczy w kalkulatorze) punktuje się ekologiczne mieszkanie zbiorowe, najlepiej - po starych kamienicach, to jesteś kochaneńki normalny nieekologiczny burżuj! Jedynie porządna ekologiczna uprawa na (Twoich) hektarach (przemierzanych terenówką) może zrównoważyć taki bezsensowny przelot na 2 samochody. A jak nie jesteś ekorolnik, to po co się kręcisz? Tylko psujesz powietrze! Jak powiedział jeden ekolog w moim ulubionym radiu "jeśli Wam się zdaje, że segregowanie śmieci do 3 różnych kubełków czyni z Was ekologów, to się grubo mylicie!" Rozważ to w sercu swoim Bracie, rozważ póki czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co punktuje się w kalkulatorze. Może wielkomiejskie lofty, bo to modne ostatnio chyba. A jeśli z racji mieszkania w dziurze mam jakiąś zebraną, zaoszczędzoną emijsę - chętnie sprzedam. To też jedna z twarzy współczesnej "ekologii". Wystawiam certyfikaty!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Link do programu: http://innytydzien.pl . Partnerzy strategiczni to m.in. Shell, Lotos, Orlen, KGHM, B-A Tobacco, KGHM, Ikea i inni znani powszechnie z odpowiedzialnego podejścia do biznesu i dbałości o Matkę Ziemię i jej mieszkańców.

      Usuń
    2. No no ręce precz od Ikei !

      Usuń
    3. Pulpeciki Ikejowe ci smakują , to jej bronisz.:-)

      Usuń
  4. o,widzę,że i podejście do pewnych spraw mamy zbliżone,nie mówiąc o numerze rudery ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mądry chłop z Ciebie! Cieszę się :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ech chodzi nie o to żeby oszczędzać tak wg. mnie... Raczej chodzi o to by nie marnować... Wszystko w granicach rozsądku

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kolejny eksperyment za unijne pieniądze?....
    U nas cholernie nieekologicznie. Nawet nie pożyczam od szefa kamery termowizyjnej, bo widzę niemal jak mi ciepło z rudery ucieka. I co z tego? Grzać muszę, na ocieplenie- jeśli w ogóle, bo trzeba mądrze- jeszcze poczekam. Co mogę oszczędzać- oszczędzam. Graty stare samochodowe trzy. Momentami jeździ jeden. Bidaki i uczciwi (znaczy obecnie- frajerzy) tak mają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo gdybyś wierzyła w ekologię, to do pracy jeździłabyś rowerem. Bez tam żadych wymówek, że 50 km w jedną stronę to dużo.;-)

      Usuń