18 kwietnia 2013

Zaproszenie dla Google

Przyszło ciepło. Oczywiście rzuciłem się od razu do szpadla, sortowania kamieni i belek. I mam za swoje. Ruszyć się nie mogę. Trzeba kilka dni wyluzować i wrócić przed komputer. 

Zacząłem ostatnio edytować nasze okolice w Google Maps. Słowo "edytować" jest chyba trochę na wyrost. Za pomocą dość mało intuicyjnego narzędzia pt. Google Map Maker można sugerować zmiany. Są one teoretycznie rozpatrywane i opiniowane przez innych użytkowników, ale większość z nich ostatecznie i tak musi być chyba zaakceptowanych przez wielkie Gie. Nie wiem, czy siedzą tam roboty, czy inne androidy, ale zaakcpetowane zmiany mają się średnio do rzeczywistości.


I tak, od dawien dawna w Google Maps zamiast nazwy Rząśnik była widoczna Sądrecko. Sądrecko to jedna z dawnych kolonii wsi, w kierunku Proboszczowa, po której został jeden dom. Ale sprytne Gie gdzieś kiedyś dorwało się do danych (pewnie mocno zgeneralizowanych) i jako ostatnia (widoczna) warstwa wyświetla owo Sądrecko nieszczęsne. Oczywiście routing na Rząśnik działa. Ale gdzieś za pałacem Gie zlokalizowało trzy punkty z nazwą, jeden na drugim. Na wierzchu padło na Sądrecko, którego nie da się przesunąć. Zgłaszałem ze sto razy. Efektów nie widać. No nic. Czekamy dalej.

Inną ciekawostką są drogi. Można teoretycznie edytować istniejące i dodawać nowe. Przyjęte przez Google kategorie dróg średnio mają się do naszej kolonijnej rzeczywistości, bo większość należałoby oznaczać jako: gruntowa lub piaszczysta, stan: zły, prędkość: 5 km/h. I tak też robiłem, dodając drogi okoliczne. Problem w tym, że od dodania do zaakceptowania mija miesiąc albo lepiej. Dziś dostaję sporą paczkę powiadomień: Twoje zmiany zostały zaakceptowane. Pięknie. Wchodzę i co widzę? Plątaninę dróg naszych, przejezdnych głównie traktorem (czasem oznaczałem jako "ścieżka"). Wszystkie opisane jako: asfalt, 50 km/h, stan: dobry. Pokazywane w ten sam sposób, jak asfalt na Jelenią Górę.

Zapraszam panów z Mountain View (panie oczywiście równie serdecznie) do wypróbowania na okolicznych drogach swojego google car. Może być z prędkością 50 km/h. Ja wyciągać ich nie będę.

7 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu próbowałem edytować błędy w mapach mojej miejscowości... odpuściłem sobie po otrzymaniu serii mailingowej :D Też miałem wrażenie ze pisze do mnie robot, zaprogramowany na właściwe odpowiedzi a każda z nich oczywiście dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to jest jak się do roboty po zimie człowiek dorwie ;-) Szybkiego powrotu do formy. A o googlach coś wiem, bo i nasza wioska dziwnie u nich wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam chętnie przyjadę przetestować możliwe prędkości :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez się zdziwiłem jak szukałem Rząśnika g....maps.
    A to oni jak ``nasz``przystojny minister Nowak wybudowali już cala siec dróg przewidzianych na 2087r , to moze ja w moje okolicy tez naniosę parę poprawek i będzie jak znalazł dla prawnuków .
    Jak Ferozka po zimie ?
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niniejszym moje wszystkie (zaakceptowane już i opublikowane) zmiany przestały być widoczne. Mam nadzieję, że chwilowo, bo trochę pracy w to włożyłem.

      A Ferozka po zimie jak zwykle dobrze, tylko pare dziurek jej tu i tam przybyło tradycyjnie.

      Usuń
  5. A nasz dom widać w google street view. Może zaprosicie na kolonię googlowe autko, to od razu zweryfikują info o drogach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, zaproszę samego Brina i Page'a, a może i Zuckerberg wpadnie.

      Usuń