3 maja 2013

Spanie i jedzenie podłe

Maj, czyli początek sezonu turystycznego w Górach Kaczawskich. Tak mi się przynajmniej wydaje, że to już. Jak ktoś na gdzieś sprytnie napisał, pogoda dopisuje. Mamy 30 stopni. W środę 10, w czwartek 10, w piątek 10. Razem 30. Mi nie przeszkadza. Przyjemniej się pracuje, niż w prawdziwym upale.

Ale nie ma co marudzić, bo kiedyś pewnie też wspaniale nie było.



Serdeczne pozdrowienia z Wlenia przesyła 

Urszula

PS. Spanie i jedzenie podłe!


To treść kartki wysłanej w latach 70. z Wlenia do Wrocławia. Drugą (chyba z też z tego okresu, chociaż brak znaczka i stempla) wysłała niejaka Róża, wypoczywająca nad konkurencyjną Kaczawą w Świerzawie, korespondująca z Wieśkiem spod Wolina. Też jej się nie podobało, choć czereśnie dobre:

Moc pozdrowień z Świerzawy zasyła Róża. Świerzawa jest to małe miasteczko, które nie jest ładne. Złotoryja o wiele lepiej mi się podobała. Schronisko mieliśmy ładne i czyste a tu całkiem inaczej, odwrotnie. Dzisiaj nasza trasa wynosiła 14 kilometrów. W tych okolicach jest bardzo dużo czereśni, więc my sobie kupujemy. Co do obiadów, śniadań i kolacji, to są naprawdę dobre, prawie codziennie jest kotlet mielony a stawka na jedną osobę wynosi tylko 14 złotych. 


Z turystycznym pozdrowieniem życzę miłego długiego weekendu. 

16 komentarzy:

  1. Super. Co do żarcia we Wleniu nic się nie zmieniło a w Świerzawie i owszem, nie ma teraz gdzie przekąsić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czereśnie pozostają.

      Usuń
    2. no właśnie nie bardzo, zapomniałem dopisać, że zmarniały kompletnie, zwłaszcza na czereśniowej drodze

      Usuń
    3. A ja z okolic Wlenia to znam tylko śliwkową ścieżkę - Z Marczowa do Wlenia. Ale śliwek nie widziałam.

      Usuń
  2. Wyśmienite komentarze do przewodników :)))))
    "Świerzawa jest to małe miasteczko, które nie jest ładne."
    :DDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  3. pomieszkiwałam w Świerzawie jako dzieciak w latach 80-tych, było tam nawet kino i basen. No i działała nieśmiertelna "Bajka" - lokal gastronomiczny w centrum miasteczka :) Czereśni nie pamiętam, ale pamiętam kosmiczne ilości pożeranych przeze mnie malin :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basen jest nadal, kina oczywiście nie ma, podobnie jak Bajki, o której krążą bajkowe historie. Zniknęła też księgarnia. Za to są dwie apteki.

      Usuń
    2. o "Bajce" znam opowieści taty (świerzawianin z niego), w miejscu kina jest teraz przeniesiona biblioteka (i miejsca noclegowe), ale braku księgarni nie odnotowałam (lubiłam tam chodzić, sprzedawała miła pani), dwie apteki zamiast kina i księgarni? szkoda tego miasteczka...

      Usuń
    3. Sklepy i punkty usługowe są wynikiem zapotrzebowania. Na kino i księgarnię pewnie było nikłe. I rzeczywiście szkoda, że w Świerzawie jest zapotrzebowanie takie a nie inne. Z rok w rynku funkcjonowało coś w rodzaju zapiekanko pizzerii ale to już przeszłość.

      Usuń
  4. ooo, dla narodu apteki bardziej potrzebne od piekarni :) Jeszcze chwila i jedynym miejscem gdzie będzie można oglądać książkę to biblioteczka księdza proboszcza. Nawet w dużych miastach księgarnie będą znikały. Wszystko oczywiście załatwimy za pomocą internetu. Nawet dzieci będą mogły zobaczyć na monitorze obrazek z krową domogą - gatunkiem wciągniętym na czerwoną listę gatunków zagrożonych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, jak komuś dawniej mogła podobać się Złotoryja?! Pamiętam ją z lat 90-tych wczesnych i wrażenia mam koszmarne. Schronisko też podłe :-( Natomiast teraz- nie mogę się nadziwić, jakie to piękne miasto. W zeszłym roku wracałam tam aż dwa razy. Schroniska wręcz nie poznałam :) Wniosek jest taki- można się ogarnąć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam Złotorię z przełomu XX/XXI w. i na tle innych dolnośląskich przedunijnych miasteczek wyglądała świetnie. Potem wszystko inne nadgoniło.

      Usuń
    2. My też doceniamy, że Złotoryja odstaje od Jawora (koszmar) czy Gryfowa (jeszcze większy koszmar) i innych podobnych miasteczek. Bo Jelenia czy Świdnica to jednak inna liga.

      Usuń
  6. Jestem skłonna uwierzyć, że to jedzenie podłe było... wciąż mam w pamięci te szemrane bary dworcowe albo jadłodajnie jedyne w całym miasteczku, o nazwie "Turystyczny"... strach było coś jeść;) Tamte czasy, gdy w plecaku miało się Pasztet Mazowiecki albo Paprykarz Szczeciński... nie wzięłabym ich teraz do ust - a jednak nikt nie zwracał na to uwagi, było wspaniale i liczyła się przygoda ;-)
    Ściskam;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zwróćmy uwagę na pochwały Róży odnośnie jedzenia: "...prawie codziennie jest kotlet mielony...". Dokładnie tak! Kotlet mielony (tzw. przegląd tygodnia) królował wszędzie jako główne danie mięsne. Tłusty, smażony ma smalcu, brr. Do dziś nie lubię mielonych, bo wciąż pamiętam tamte. Ale też to prawda, że liczyła się przygoda. Spanie pod gołym niebem, wędrowne obozy, podłoga w schronisku,ognisko, to były też elementy fajnej przygody. Myślę, że łatwiej było być wtedy szczęśliwym człowiekiem. Ale...każdy ma swój czas na szczęście. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń