1 grudnia 2013

Nowe ogrzewanie. Można zaczynać!

Sień chaotyczna
Plany ogrzewania krystalizowały się przez niemal półtora roku (albo lepiej). Wreszcie wszystko jest. Oczywiście wyszło tak, że robię wszystko w grudniu. Ale nie ma co marudzić - zimno na szczęście póki co jeszcze nie jest i być może uda się uruchomić pierwszą część niecnego planu przed większymi mrozami. 

Uwaga - będzie nudno i technicznie.



Póki co ogrzewanie mieszkalnej części domu zapewnia piecopodkowa zainstalowana w trzonie kuchennym. Sam diabeł nie wie jaką posiada moc, szacunkowo jednak ok. 10-12 kW. Nawet na naszą część mieszkalną (tj. trzy pokoje, łazienka i kuchnia) było to za mało - chyba raczej nie tyle za sprawą zbyt niskiej mocy, co sprawności tego wspaniałego urządzenia. Sensowną temperaturę dało się utrzymać wyłącznie dokładając do niego nieustannie. O wyjeździe gdziekolwiek, gdy temperatury były ujemne można było zapomnieć. Nad ranem witała nas temperatura rzędu +12 stopni. A podczas dużych mrozów - bywało i +8.

Założenia: system ma być zasadniczo oparty o paliwa stałe, ale w razie czego musi mieć możliwość pracy bezobsługowej (choćby na tyle, aby całość nie zamarzła). Stara część (piecopodkowa) pozostaje i powinna działać niezależnie w jedną stronę (można palić w podkowie grzejąc tylko naszą część, ale grzejąc w kotłowni grzejemy wszystko). Powinien być oparty o automatykę, ale w sytuacji awaryjnej musi działać grawitacyjnie (przynajmniej obecna część mieszkalna i pokoje gościnne). Ze względu na współpracę ze starym systemem całość musi pracować w układzie otwartym.

Założeń sporo i trudno je pogodzić - powstał więc oto taki schemacik uproszczony, który rozwinąłem w pełen projekt.

Schemat uproszczony. Na szaro zaznaczona istniejąca część.

Na nową kotłownie poświęciłem część stajni. Trudno. Wilk syty i owca cała. Pomieszczenie straciło nieco uroku - ale coś za coś. W październiku, obawiając się szybkiego nadejścia mrozów - kończyliśmy komin. Kocioł przywiozłem z Czech - taki sam w Polsce z naklejką polskiego dystrybutora kosztuje nawet 40% więcej. Jest to żeliwny kocioł dolnego spalania Viadrus Hercules U24 w wersji czteroczłonowej (ok. 24 kW). Kotły te mają budowę członową - dodając lub odejmując człony możemy zmieniać moc bez potrzeby zakupu nowego.

Podstawowym opałem będzie węgiel (choć z powodzeniem można spalać i drewno). Wbrew pozorom w naszych warunkach jest to najbardziej opłacalny rodzaj paliwa. Ponieważ maksymalną sprawność (wymaganą przez bardzo niewielką część roku, przy największych mrozach) uzyskuje on przy wysokiej (niemal maksymalnej) mocy, w najzimniejszym okresie (bądź podczas dłuższej nieobecności) będzie dodatkowo wspomagany kotłem elektrycznym Kospel L2-12. Wbrew pozorom jest to bardziej opłacalne niż przewymiarowany kocioł węglowy pracujący niemal ciągle na połowie mocy, uzyskujący stale sprawność rzędu 30%. 

Docelowo kocioł elektryczny ma również wspomagać ogrzewanie ciepłej wody w okresach letnich (planowane dwa zasobniki 150 l na strychu). 

Całość instalacji w obrębie kotłowni oraz piony grzewcze wykonuję z rur miedzianych. W dwóch pokojach gościnnych (i łazienkach) zastosowałem system rozdzielaczowy i rury PEX (umożliwi to sterowanie temperaturą za pomocą termostatów). 

Kwestia przyszłego ogrzewania strychu pozostaje otwarta (póki co pozostawiam zaślepione piony).

Mam nadzieję, że całość uda skończyć się do wiosny i wypróbować działanie i przydatność systemu jeszcze w tym sezonie :).

No nic. Wszystko mamy. Można zaczynać!

Kocioł w trakcie składania

I już po wszystkim!

Kocioł elektryczny

Rozdzielacz powrotu części gościnnej i stajni

Tu będzie... no, zobaczymy co tu będzie.




9 komentarzy:

  1. 30 litrów glikolu kosztuje jakieś 180 złotych, a farelka z 50 PLN : ale... kto bogatemu zabroni ;))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo glikolem to zalewają ci, co wody nie mają w domu...

      Usuń
  2. nie ma co ekspertem jesteś... imponujące fajny schemat chciałbym się na tym znać... w domu u rodziców też piec typu podkowa... nowa instalacja i grzejniki ale zdaje mi się, że właśnie sam piec mało wydajny, całe szczęście jest miejsce na nowy kocioł... bo teraz jest piekielnie gorąco tylko jak się dokłada non stop.

    OdpowiedzUsuń
  3. No i pięknie, będzie ciepło i bezpiecznie :-)
    Mnie temat teraz bardzo interesuje, ponieważ w przyszłym roku chcemy na nowym miejscu zrobić pompę ciepła sprzężoną z ogniwami fotowoltaicznymi. Naszym marzeniem jest uniezależnić się od fanaberii koncernów, które dyktują ceny paliw i jak przyjdzie im na to ochota, tak dowalają, że ludzie po prostu nie mają za co kupić opał. Nie wiem, czy ta niezależność, którą sobie wymarzyliśmy, to jeszcze w naszym kraju nie jest utopia, ale mam całą zimę, aby zgłębić temat pomp ciepła.
    W każdym razie Wasz projekt wygląda solidnie i na pewno się sprawdzi. Pozdrawiamy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat strasznie rozległy, ale w skrócie - w starych domach (póki co) pompy ciepła nie bardzo się sprawdzają (a nawet jeśli, to zwrot inwestycji nastąpi za milion lat... czyli nie opłacają się :)). W tym momencie jedyny sensowny sposób bycia niezależnym to własny las. Duży własny las. I dużo pracy. Co zresztą przy obecnych cenach nieruchomości również jest abstrakcją.

      Usuń
  4. Ohoho... post do przestudiowania, tymczasem wyrażam uznanie. Nie wiem dlaczego, ale nie widzę Waszych nowych postów ;(
    Ściskam czule ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy projekt. Powodzenia w realizacji :)

    OdpowiedzUsuń