8 stycznia 2015

Niskie ciśnienie

... udziela się również koniactwu. Zadyma jest na padoku i na łące, niemal jak w pierwszy dzień po zapoznaniu. Wydaje się, że prowodyrem jest nasza gwiazda. Proszę Państwa, oto ona - Piruetka.


Piru jest najmłodsza. W marcu skończy rok. Mam wrażenie, że czasem naśladuje reakcje innych koni, ale sama nie wie po co.

Jak goście przyjadą, to zawsze jest w centrum. Inne już pójdą, dadzą spokój, skoro marchewek i jabłek już nie dają, to po co stać? Ale nie Piru. 

Słodkie oczka zrobi, zahaczy zębami (ale tak lekko, zaczepnie tylko, żeby sobie nie poszli, oj, jaka ona słodka... cyk! I jest marcheweczka...). Głaskają, ładny konik, grzeczny konik. Coś może jeszcze wpadnie... 


I to nic, że gryzie, że jest najmłodszą i dośc wredną kobyłą. Gania wszystko inne, a najbardziej prześladuję Benka (fakt, Benek sobie zasłużył, bo jak się w śniegu tarzałam, to on podle podszedł, wykorzystał okazję i ugryzł). 

Ciśnienie spadło, idzie niepogoda. Co nie oznacza, że to dotychczas można nazwać pogodą. Ciężkie opady śniegu zwaliły mi się na taśmy ogrodzeniowe i płoty zepsuły. O godzinie 22, gdy przestało padać, chodziłem po łąkach i zgarniałem śnieg z pastuchów

Tak czy inaczej wszystko łazi złe takie jakieś. Duże kobyły skutecznie opanowały wiatę i paśnik (ale w nocy słodko śpią razem). Wyniosłem testowo trochę siana Benkowi i Malinie. Długo nie potrwało.

E, ty, co tam masz?
A nic, nic, to ja sobie może tam na bok pójdę...
O, siano dali. To ja zjem...
... ale już zerkam, czy do czegoś lepszego nie polazł.
E, ty, co tam masz? I tak w kółko...

W towarzystwie dość dobrze odnajduje się Malina. Niby z boczku, niby ukradkiem, niby mnie nie ma. Ale do siana pierwsza. 


Benek, przyjaciel bo przyjaciel. Ale odsuń się kolego, bo marchewki dają.


Oczywiście jest jeszcze stara stajnia pełna siana. Stoi otwarta. Ale nikt tam nie chodzi samemu. Stado to stado. Jesteśmy razem. Na dobre i na złe. 

Po niemal tygodniu w czwórkę wnioski są następujące:

1. Układy w stadzie zaczynają się wyjaśniać, choć chyba jeszcze wszystko przed nami.

Malina + Benek = OK, choć góra jest Malina. Zawsze tak było. Jak jest o co, to goni.
Piruetka + Dylanka = OK, choć Piruetka, takie duże, końskie dziecko, jest nieco nieprzewidywalna.
Malina + Dylanka = OK, Dylanka jakby ważniejsza, choć nie zawsze.
Piruetka + Benek = bum, kwik, aua. 
Dylanka + Benek =  nic specjalnego.

2. Trzeba zrobić drugi paśnik. Ale gdzie? W stajni niby jest, ale to daleko. Jak chodzą tam, to razem i w zasadzie powtarza się układ spod wiaty. Jak zrobię blisko, to będzie gonitwa.

3. Duże koniactwo nauczyło małe koniactwo pić wodę z kręgu. Małe koniactwo bało się podejść i czekało, aż mu się w wiadrze przyniesie.

4. Zaraz zaraz, ten blog miał być chyba o starym domu i Górach Kaczawskich...?

13 komentarzy:

  1. Grunt , że jest wesoło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Grunt , że jest wesoło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piruetki nigdy nie zapomnę - blizna na paszczy będzie widoczna do końca żywota. Ale i tak uważam, że to fajny koń.

      Usuń
    2. Piru Cię ugryzła..? No niee możliwe ;).

      Usuń
    3. No niemożliwe i faktycznie mnie nie ugryzła. Oberwałam kopytem w twarz, kiedy próbowałyśmy z Pią uporządkować przestrzennie biedną, spanikowaną Piruetkę, która zawiesiła się na przedniej rurce w przyczepie, kiedyś w lecie.

      Usuń
    4. Ten kochany konik kogoś skopał? Być nie może.

      Usuń
    5. Przecież mówię, że w panice i zupełnie niechcący. To się nie mieści w kategorii "skopanie".

      Usuń
  3. Jeśli konie są częścią starego domu i gór, to jak najbardziej koński temat wpisuje się w temat bloga :) Konie wprowadzają trochę życia do bloga o starym domu, a poza tym to bardzo wdzięczny temat i czytałam z uśmiechem od ucha do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja tez czytam z przyjemnością..... szkoda że nie moge mieć u siebie takiej Piruetki :)
    leptir

    http://leptir-visanna7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piruetka jest godna pozazdroszczenia, każdy gdyby mógł to by chciał mieć takiego pieszczocha na podwórzu.
      Dołączę do pozostałych i przyznam jak wyżej, że nie ma nic złego w pisaniu o koniach.
      Pozdrawiam i życzę dalszej udanej zabawy,
      Tomek.

      Usuń
  6. Nasz blog też nie miał być wcale o owcach...

    OdpowiedzUsuń