11 stycznia 2015

Zadyma

Zadyma była. Wczoraj przyszły konie sąsiada. Spore, zimnokrwiste, zrywkowe. Tak sobie chodzą po okolicy, pod nieobecność właściciela. Dość częsty to widok. W zagrodzie zapanowała totalna panika. Kilka minut minęło, a te spore przecież koniki rozniosły w drzazgi moje płoty. Benek, jako najmniejszy (ale wszak ogier) nieco się stawiał. Na szczęście gości udało się zniechęcić do wizyty i naszkodziwszy sporo udały się w inną stronę, gdzie indziej szkodzić zapewne. 
Trzeba było zająć się naprawą płotów i zniechęceniem gości do ponownych odwiedzin. Nie wiem, na ile to skuteczne. Nie wiem też co się stanie gdy przyjdą pod moją nieobecność. Może być słabo.


W pewnej odległości od wiaty postawiłem paśnik. To dośc brutalna konstrukcja z płyt OSB i starego płotu, ale sprawdza się bardzo dobrze. Problem w tym, że koniactwo duże z małym nie bardzo potrafi się dogadać jeśli chodzi o wspólne biesiadowanie. Więc gdy duże urzęduje przy paśniku pod wiatą, małe ma ten z OSB. Oczywiście, duże przyłazi wtedy do małego, ale małe koniactwo udaje się wówczas pod wiatę. I tak w kółko.

Co ciekawe, gdy nie chodzi o jedzenie, to pod wiatą potrafią przestać razem spokojnie pół nocy.

Paśnik, konstrukcja ordynarna, ale skuteczna

Inne zastosowanie pasnika podczas wiatru
Bestia paśnikowa okazała się być dość ciężka i generalnie mało mobilna. Plan był taki, żeby go podwieźć traktorem (na łąke teraz nic innego nie wjedzie). Gdy podjechałem po przyczepkę, w tym jakże szczęśliwym momencie skończyło się paliwo. Silnik zakaszlał dwa razy i stanął. Cóż robić. 

W końcu udało się tę jakże uroczą konstrukcje zanieść w odpowiednie miejsce, przy mocnym zainteresowaniu ze strony koniactwa. We czwórkę nosiliśmy. Komentarz sąsiada: świat się kończy. Konie patrzą, jak ludzie pracują...

Na przyszłość dorobimy mu jakieś kółka i zaczep do traktora, to sam będzie jeździł.

Paliwa brak.
W okolicy wiaty robi się mało przyjemnie. Trzeba będzie pomyśleć o jakimś drenażu i utwardzeniu powierzchni. Ale aura jest mało sprzyjająca takim pracom, więc chyba pozostaje przecierpieć. Albo czekać, aż mrozik chwyci. 


Koniactwo zresztą siedzi głównie na łące. Aura jest dość zmienną. Wczoraj było +13, dziś koło zera i co chwilę śnieg. Raczej zadymowo. Czarny Benek zamienia się chwilowo w białą kulkę.


Benek zmienia umaszczenie
 Końca pogodowej huśtawki raczej nie widać. Powtórzmy raz jeszcze: byle do wiosny.

6 komentarzy:

  1. Nie nudzisz sie :), a konie super. Nawet ten mechaniczny pasuje do reszty :). Jak Grzesiu przyjedzie z Poznania na wieś to Ciebie odwiedzimy. Dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zapraszam. Grześ był z tydzień temu, nie wiem kiedy planuje znowu :).

      Usuń
    2. Dzisiaj byli na wsi, ale było juz późno. Będą w trakcie poznańskich ferii zimowych (pewnie w połowie lutego). Więc do zobaczenia :)

      Usuń
  2. Okolice wiaty wyglądają u nas tak samo. Wczoraj wiatr (wiatr? chyba wichrzysko!) prawie położył pastucha od strony pól. Oby do wiosny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że wszędzie przeplatanka wietrzno- śnieżno- wiosenna.
    Błoto mam podobne. Tylko gabaryt zwierząt mniejszy. Za to mają umiejętność grzebania. Siatka kupiona, kołki jeszcze i trzeba kurom ogrodzić, bo ...zjem towarzystwo ze złości ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogłoby jednak być trochę normalnej zimy, nie tak trzy dni na minusie i potem tydzień plus trzy (powyżej pięciu to jednak u nas nie skacze), tylko naprawdę jeden ładny biały miesiąc, a potem dwa tygodnie przedwiośnia i wiosna. Wszystkiego po trochu :)

    OdpowiedzUsuń