15 maja 2015

***

Benek pojechał do Buku. Miała być operacja zerwanego więzadła, na miejscu okazało się, że to tylko naderwane ścięgno i delikwent ma stać i sam się uleczy. Zobaczymy, jutro wraca, (przy okazji) jako wałach. W klinice na zbyt szczęśliwego nie wyglądał. Jakby wiedział co go czeka. Pewnie wiedział, bo to mądra bestia.



* * * 

Traktor wyeksportowaliśmy pod Lubań. Będzie miał nową skrzynie biegów i sprzęgło. Stara padła i trudno byłoby reanimować coś, co ma 70 lat. Za trzy tygodnie ma powrócić w blasku chwały. Operacja to dość skomplikowana, bo wymagała rozłożenia traktora na części, aby na mą przyczepę się zmieścił.



* * * 

Auto wymaga interwencji mechanika. Odmawia, bestia, posłuszeństwa. Zimne odpala. Ciepłe odpala. Letnie nie odpala. Można chechłać rozrusznikiem do wyładowania akumulatora. Złośliwa zaraza zapewne w warsztacie będzie działać przewspaniale, a potem, gdy się oddalę, znów się zbiesi. Pewnie czujnik. Tyle, że bądź mądry i zgadnij który, jak ich tam miliony.

 * * *
Internet nie działa. Zamienił generalnie stryjek siekierkę na kijek. Ponieważ u nas niedasię mieć internetu stacjonarnego, od czterech lat mamy cudo, co to się nazywa Orange CDMA. Właściwie, to nazywa się jeszcze lepiej, bo to Internet Pro dla firm. Pro jest on bardzo, zwłaszcza, jeśli chodzi o cenę. Ponieważ umowa się kończyła, udałem się do salonu w celu podpisania nowej. Pan w sposób brzydki i zakamuflowany próbował wcisnąć mi dwie umowy zamiast jednej (normy trzeba wykonać, a umowy przecież mało kto czyta), ostatecznie podpisaliśmy jedną na kolejne dwa lata. Ponoć miało działać w super nowej technologii LTE (tak podejrzewałem, że u nas tego nie ma, ale pan zapewniał, że jest, pokazywał mapki, machał ulotkami). Gdyby nie poszło, kartę miałem przełożyć do starego modemu i miało działać po staremu. I wiecie co? Nie działa. Na infolinii (sorry, to się nazywa ładniej: biuro obsługi klienta biznesowego) powiedzieli, że działać nie będzie i ktoś mnie zrobił w balona. No, ciekawe kto.

Swoją drogą ostatnio coś ucichło, ale swego czasu miałem nawał telefonów z propozycjami nowych ofert, umów, internetów i racjonalizacji kosztów. Pech chce, że mam telefony i internet na firmę, więc jestem obsługiwany po biznesowemu

- Dzień dobry, Orange, chciałabym rozmawiać z osobą decyzyjną w państwa firmie (oczywiście rozmowa jest nagrywana, itd)...
- Dzień dobry, słucham.
- A na jakim pan jest stanowisku zatrudniony? Bo chodzi o przedstawienie nowej oferty, ja chciałam z kimś, kto się tym u państwa zajmuje...
- Chwileczkę... (robię pimpirimpimpim, udaję muzyczkę). Słucham, dyrektor generalny!

Amen. Wszystko na mojej głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz