1 maja 2015

Jak nie urok, to...

... no właśnie. Na szczęście nie sraczka, choć nie wiem, co gorsze.

Benek, ogier, samiec prawdziwy, choć malutki, ale jurny niezwykle, miał zostać pozbawiony swej męskości. W trybie pilnym, bo tak dalej być nie mogło. W ubiegłą środę zrobiliśmy wszystkie szczepienia, coby bezproblemowo zabieg wykonać. Terminy zaplanowane, wszystko przygotowane, ostatni guzik zapięty.

Pacjent przewidział najwyraźniej istotę sprawy i w niedzielę, trzy dni przed wykonaniem wyroku, tak sprytnie skoczył, że przy pomocy Dylanki, która najwyraźniej chcąc pomóc i bronić męskości swego ogiera, zerwał więzadło kolanowe i na trzech nogach tylko działa. Wiedział co robi, dostał odroczenie.

Teraz stoi w pancernym szpitaliku, naprędce zbudowanym i podobno się leczy. Na początku chciałem dobrze. Zrobiłem duże wejście i okienka, żeby mógł wyglądać, patrzeć na chmurki, wąchać kwiatki i przyjaźnić się z pszczółkami.

To był błąd.

Pierwsze drzwi momentalnie rozwalił, na drugich próbował się powiesić, z pastucha wylazł w nocy. Teraz ma takie, że ostrzał radzieckiej artylerii powinny wytrzymać. Dostaje antybiotyk, a potem zobaczymy. Odroczenie ma do czwartku. A na więzadło, to w najgorszym razie podobno operacja.

Gdyby kózka nie skakała...


2 komentarze:

  1. My też chcieliśmy dobrze i nie zamknęliśmy owiec na noc, co by nie ograniczać im wolności... w efekcie coś - jenot lub lis - porwał dwie jagniaczki ;(
    A nasze wałaszki ;) już po. Czują się świetnie i wszyscy z nimi współżyjący też.

    OdpowiedzUsuń