29 czerwca 2015

Proza życia, nieciekawy monolog

Auto łup! w murek. Astra, rocznik 1995. Weź to wyjmuj z rowu i do domu ciągaj, jak kółka nie ma. Leje, męczymy się, liny, traktory. Naprawa nieopłacalna, choć 20 km/h. Za pińcet złotych poszła sąsiadowi, coś z niej sobie zrobi. Leje i pada, jedziemy szukać nowego wynalazku za 2 tysiące. Więcej nie ma, Schmerzgrenze. Musi mało palić i miec abs. I benzyna, bez wynalazków. Nic innego. Wtorek - byliśmy pod Głogowem, corsa - ruina. Jeszcze coś po drodze - ale bez opłat i jednak bez ABS. Środa - okolice, Jelenia Góra, co pani być miała, ale nie dojechała, bo pogrzeb, fiestę pokazać. Mamy jechać do Boguszowa, ale ka jednak absu nie ma. Środa - fiesta w Jeleniej jednak też nie ma ABSu, pani się wydawało. Wieczorem ford ka brzydki jak noc, za Bolesławcem, zgniły jak ford ka. Ciemno już, wracam. Czwartek - pojechaliśmy tu, tam, jakaś astra, ale diesel paskudny, pluje olejem. Piątek - znalazło się twingo, żaba taka. Paskudne, ale nie zgniłe. Ma kilka wad, ale coś trzeba mieć. Gotówka do ręki, umowa, do domu. Chłodnica cieknie. Na szrot - jest. Zmieniam, klnę, bo przejściówka od grzechotki się urwała i muszę kręcić śrubę kombinerkami. Maglownica jeszcze, ale gdzie to znaleźć? W Jeleniej ktoś ma, ale czasu nie ma. Regeneracja będzie chyba. Jedziemy tu, jedziemy tam, nie, panie, w tym aucie to nie. Do Wałbrzycha.

Konidła wywalają rynnę, trzeba coś z tym zrobić wreszcie, bo wodę trzeba im ciągle z węża nalewać. Zapomniałem pastucha na noc włączyć - Piruetka wylazła. Na szczęście nie poszła daleko. Na środę mamy weterynarza z kolejnym USG Benka - poprawy nie widać, a miało już być widać. Sabie pazury obciąć. Drugiego kota coś boli, nikt nie wie co, jeździmy po weterynarzach i wciskamy w nią przeciwbóle, to jakoś działa. Benita gania Putin. Merkel na noc nie wrócił. Siano mieliśmy robić, ale się nie da. Z sianem to nie interes, daleko od domu teraz robimy i trzeba będzie jakoś wozić. Ale niech wyschnie najpierw. Dogadać się chcę, żeby ktoś tam to przewrócił, ale co, jak, za ile - to wiejska tajemnica i się nie dowiesz. Dogadamy się. No skąd ja to, kurwa, znam.

Paśnik miałem kobyłom drugi zbudować, żeby paddock paradise był bardziej paradise. No, zbuduję, z godzinę czasu trzeba. 

Traktor drugi miałem robić, bo potrzebny, ale jak? Trzeba wymajstrować mocowanie przekładni kierowniczej. Siądę wreszcie wieczorem i coś wymyślę. Na złom po jakieś ceowniki trzeba pojechać. Ale kiedy? I posiedzieć ze spawarką ze dwa dni. Gnojownik trzeba wreszcie opróżnić i założyć nowy, bo ze starym to nie robota. 

A ta woda u koni, to ucieka ciągle z kręgu. Nieszczelny na dole jest. Nie chciałem betonować, żeby zimą nie rozsadziło. Więc się gdzieś sączy. Pijawki tam zamieszkały. Chciałem uszczelnić, dwa worki gliny znalazłem jeszcze w stajni, wsypie, coś tam zatka. Podniosłem jednen, trzy metry przeniosłem - łup! Kręgosłup strzelił.

W Subaru olej nie zmieniony. Jadę zaraz do Złotorii, do skarbówki, PCC zapłacić za fiestę. 

Jeżdzę, biegam, tam, tu. Ileś-set kilometrów tygodniowo, już w tysiące to idzie. Wracam na godzinę, ale tu znowu coś, jedziemy. W sumie nie wiem za czym to wszystko, to tak tylko, że tu trzeba, tam trzeba, coś ciągle. I jeszcze, wiecie, jakiś cholerny film kręcili gdzieś, z Wlenia do Jeleniej na lawetach wiozą jakieś gaziki do tego filmu, ni cholery wyprzedzić się nie da, zjechałby, puścił, przecież człowiek się spieszy, a to gówno trzydzieści na godzinę...

Saba chrapie w nocy tak, że się budzę. 

I tylko zimno i pada, i zimno i pada. Ktoś coś rozumie?

8 komentarzy:

  1. no nie rozumie, kupiłeś twingo a płacisz za fiestę, pokręcone to jak w orzechowicach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tu nie dojdziesz. Bo za twingo zapłace za dwa tygodnie.

      Usuń
  2. Chyba Ci trochę ulżyło? mam nadzieję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Inni mają gorzej : https://www.youtube.com/watch?v=9miWrTpEl7Q :)

    OdpowiedzUsuń
  4. i jeszcze na to wszystko siostra przyjechała subaru kupować

    OdpowiedzUsuń