21 czerwca 2015

Siano

Zrobiliśmy sianokosy. Pierwsze nasze własne. Jeszcze nie do końca swoim sprzętem i nie do końca na swojej ziemi, ale przemilczmy te haniebne fakty. Była okazja, żeby wypróbować trochę reanimowanego starego, konnego sprzętu (zaprzęgnięty był, póki co, w traktor). Po kilku próbach okazało się, że nawet działa, choć wymaga kilku udoskonaleń (m.in. solidne dociążenie). Skosiliśmy, przerwóciliśmy, zgrabiliśmy. Potem przybyła prasa i zrobiła kostki. Zrobiliśmy jakieś dwa i pół hektara wokół domu i akurat udało sie zdążyć przed załamaniem pogody.




Tym sposobem staliśmy się dumnymi posiadaczami jakiś 250 wiązek siana o wartości rynkowej ok. 500 zł, co stawia pod znakiem zapytania sens tej zabawy. Siano trzeba było gdzieś schować, a że prace nad stodołą nie posuwają się w zasadzie w żadnym tempie, trzeba było uciec się do podstępu. Koncepcja zakładała budowę brogu, sprytnej budowli z regulowanym daszkiem. 

Skończyło się na stogu przykrytym plandeką (a jakże, niebieską, innych w Castoramie nie mieli). Oczywiście dach można jeszcze dorobić i mam nadzieję, że nastąpi to w przyszłości.




  

Zakontraktowałem kolejne łąki, na częsci zrobimy też małe kostki, reszte zwiniemy w duże baloty i niech tak sobie stoi. Zawsze ich unikałem, bo bez odpowiedniego sprzętu są mało praktyczne. Ale odpowiedni sprzęt się trafił. 


Jeździ!
Proszę Państwa, oto nośnik narzędzi RS09. Rok produkcji (ponoć) 1965, na chodzie, choć w stanie średnim. Ważne, że sprawny. Ma ładowacz czołowy i boczną kosiarkę listwową. Łyżkę można zamienić na widły do gnoju, lub... ładowacz do bel. I w zasadzie, więcej narzędzi nam póki co nie trzeba. 

Od dawna myślałem o większym traktorze (stary, oczywiście, zostaje pomocniczo, jak również w ramach dekoracji), a tu przypadkiem trafiło się takie coś. Nośniki narzędzi nie były u nas popularne, bo w okresie produkcji nie były do nas importowane. Planiści PRLu wymyślili chyba sprytnie, że podobne funkcje ma u nas pełnić Ursus C325/328/330. 

RS09, produkowany w NRD, zdobył natomiast dużą popularność w Niemczech (oczywiście, wschodnich) czy Czechosłowacji. RSy zaczeto przywozić na większa skalę dopiero w latach 90. To u nas trochę egzotyczne, lecz niesamowicie praktyczne maszyny. Ponoć katalog maszyn, które można było do nich zaczepić (z przodu i z tyłu!) to grubo ponad sto pozycji. 

Dada! Przyjechało.
Wyjezdżamy

Siedzę, i co dalej?
Dwucylindrowy, 18-konny silnik w układzie V umieszczono pod siedzeniem, co nie sprzyja raczej komfortowi, natomiast umożliwia mocowanie do przedniej ramy różnych narzędzi; pojazd był dostosowany głównie do upraw międzyrzędowych, choć sprawdza się właściwie we wszystkich lekkich pracach..

Na początek spróbujemy zmontować sobie jakąś platformę - przyczepkę. Potem pomyślimy o innych zabawkach. Tymczasem czekamy na pogodę - do skoszenia i zebrania jeszcze ładnych kilka hektarów. 



10 komentarzy:

  1. No tak, "chłop żywemu nie przepuści", nawet, jeżeli to tylko flora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę że tak ogólnie złom zbierasz :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. E no, kostka siana kosztuje więcej, niż 2 zł... chyba że u Was? U nas w zeszłym roku 3,50. No i dochodzą dopłaty tzw. obszarowe - za koszenie, tak że zupełnie nieopłacalne to to nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kupuję w takich ilościach w jakich kupuję, to mam po 2 zł. Dopłaty masz, jeśli robisz na swoim. Jak na czyimś, to zasadniczo, ma ten ktoś.

      Usuń
    2. A myślisz, że w jakich ilościach ja kupuję? Wychodzi, że taniej u Was.
      A dopłaty, zależy jak ugadasz... zasadniczo - ma ten, kto obrabia ;)

      Usuń
    3. U nas 4,00 zł, a kupuję w baaardzo hurtowych ilościach. Moje są tylko pastwiska - 10 ha i to ledwie wystarcza.
      Fajnie, że już macie część "pod dachem". Tutaj pora deszczowa i nie zanosi się na szybką zmianę pogody.

      Usuń
    4. Przy ilościach 1500 szt mam po 2 zł. Tak to po 2,50-3 zł. Leje i wieje, jak to latem.

      Usuń
    5. A u nas nie ma szans na takie rabaty przy tej samej ilości. Ech, życie.

      Usuń