3 stycznia 2016

2015

Złośliwi pewnie stwierdzą, że z blogiem, wszak formą internetową pamiętnika, przeszedłem na system roczny - jeden wpis na rok. Coś jest na rzeczy. W każdym razie zmiana tej jednej cyferki skłania do podsumowań. W 2015 szału nie było, ale cóż - raz lepiej, raz gorzej. Krótkie podsumowanie tego, co działo się wokół domu w ubiegłym roku.



Styczeń 2015 - przywieźliśmy koniki polskie. Więc mamy je dopiero rok, choć mam wrażenie, że są z nami od zawsze. Dylanka jest rok starsza od Piruetki, jakby mądrzejsza (choć to pojęcie względne). Chętnie współpracuje, choć czasem, jak to konik polski, robi to na swój sposób. Piruetka to wieczne dziecko i nie wiem czy już tak przypadkiem nie zostanie. Czasem ktoś się pyta, czy nie żałuję, że akurat koniki polskie. Nie, nie żałuję!

Luty 2015 - wyremontowaliśmy pierszy gościnny pokój na górze. Pokój ma łazienkę nawet i w zasadzie moglibyśmy przyjmować gości. Gdyby nie to, że... No właśnie. Żeby dojść do pokoju (w zasadzie gotowego) trzeba przebić się przez sień i korytarz. Tam zieją dziury, kable wystają ze ścian złowieszczo i nie ma podłogi. Miejscami tynku też nie ma. Ambitny plan zakładał, że się tym zajmę w pierwszej kolejności. No, ale pogoda taka ładna...


Marzec 2015 - było ciepło, więc zaczęliśmy coś grzebać na dworze. Pamiętam jakieś płoty dla koni, jakieś ogrodzenia, jakieś poidła... Kupiliśmy deski i materiał na elewację domu. Leżą do dziś, ale już trochę podeschły przynajmniej :).

Kwiecień - eee... no nie wiem, nie wiem co tu napisać. Wygląda na to, że nie działo się nic szczególnego. Albo nie pamiętam.

Maj 2015 - zamieszanie z Benkiem, jeździliśmy po klinikach. Sprawa Benia bynajmniej nie skończyła się jednak w ubiegłym roku. Pierwsza diagnoza - zerwane więzadło.  Zawieźliśmy go na operację, jednak tam stwierdzono, że z więzadłem wszystko OK, że to mięsień strzałkowy. Koń ma stać, sam się naprawi. I wiecie co? Wcale się nie naprawił. Po kolejnych miesiącach i badaniach ostatnio okazało się, że to i więzadło i mięsień strzałkowy. Więc wszystko wskazuje na to, że jeszcze w styczniu jedziemy na... operację zerwanego więzadła!

Czerwiec 2015 - piersze własnoręczne (no, własnotraktorowe) sianokosy. Wyczyn spory, bo mimo wyjątkowo suchego roku nam udało się zrobić to tak, że wszystko zgniło. Do dziś zastanawiam się jak to się w zasadzie stało (najważniejsze to wyciągnąć wnioski) i wygląda na to, że nastąpił, ehm, splot nieszczęśliwych okoliczności: siano zebraliśmy niedosuszone (łąki długie i wąskie, wokół las, wieczny cień i mrok), presowaliśmy je zbyt późno (presa dotarła na godzinę 20) - niby rosy nie było, ale wiadomo, jak to jest, wreszcie - po zebraniu przykryliśmy plandeką (żeby nie zamokło, a jakże!), więc nie miało jak doschnąć.

Lipiec 2015 - przywieźliśmy nowy traktor, a właściwie nośnik narzędzi - RS09. Maszyna wiekowa, ale bardzo przydatna. Może kosić, może ładować siano, może ładować ziemię, może ciągnąć przyczepki i może robić jeszcze kilka innych fajnych rzeczy. Kończyliśmy sianokosy, robiliśmy paśniki. Przywieźliśmy trochę starych maszyn rolniczych;


Sierpień 2015 - szczerze mówiąc, nie bardzo pamiętam tego miesiąca. Było gorąco i była pustynia. Woziliśmy Piruetkę do kliniki na operację zęba. Aby poczuć klimat Wietnamu czy Kambodży odpałczyliśmy (usunęliśmy pałkę) ze stawu. Było plus czterdzieści w cieniu, woda po pas, wielkie, cuchnące błoto i walka z roślinnością. Dżungla.

Wrzesień 2015 - jak wyżej. Nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy. Nic ciekawego chyba się nie działo oprócz tego, że wszędzie panowała susza. Nasza studnia oczywiście nie wyschła, ale sasiadom gmina woziła wodę beczkowozem (zresztą, robi to do dzisiaj);

Październik 2015 - przygotowania do budowy sianiarni i koniarni i ciągły dylemat: zdążymy przed zimą..?

Listopad 2015 - postawiliśmy szopę na siano (tak, do dziś stoi pusta, choć skończona nie jest) i zaczęliśmy konstrukcję koniarni z kurnikiem;

Grudzień 2015 - kończyliśmy szopę (pogoda fantastyczna), przywieźliśmy Multicara M22 i małą przyczepę traktorową, dokładnie taką, jakiej rok szukałem. Multicar to moja nowa miłość i po nośniku narzędzi RS09 kolejny przedstawiciel zabytkowej już myśli technicznej z byłego NRD :). Zainstalowaliśmy stację pogodową WS1080, rejestrującą dane pogodowe 24 godziny na dobę, w a w ciągu dnia prezentująca wyniki pomiarów na stronie http://pogoda.orzechowice.pl

W samochodach zrywały nam się paski rozrządów, blacharz też miał co robić, wymienialiśmy sprzęgła i łataliśmy progi.

W kwestii koni braliśmy udział w różnorakich szkoleniach i warsztatach. Zaczęliśmy jeździć (choć nie u nas).

A co w 2016? Nie lubię takiego planowania, bo potem podle się czuję, jak nie wychodzi. No nic, nie traktujmy tego jako obietnicy. Może bardziej jako obietnicę wyborczą, luźny pomysł, który brzmi nieźle, ale w zasadzie to wiecie jak jest, zresztą, że się nie udało, to wina poprzedników...

- warsztatostodoła, która jest w planach od 2012 w miejscu dawnej stodoły. Nawet wykopy są już pod fundament, co roku odchwaszczane (no, teraz się za to zabieramy!) wszystkie formalności załatwione. I ciągle nic...
- korytarze i sień przystosować do pełnej używalności. A może drugi pokój..?
- dokończyć remonty maszyn;
- dokończyć to, co zaczęte a nie skończone. Czyli: koniarnia, elewacja, wszystkowokółdomu.  Łatwo powiedzieć...
- wziąć koparkę i trochę ogarnąć teren za nową sianiarnią, zrobić tam jakiś lonżownik czy coś w ten deseń;
- posadzić sad;
- może, ehm, jakiś konik..?

Dobra, tego ostatniego nikt nie widział.

Do siego roku, howg!

5 komentarzy:

  1. Howg!
    Co się zrobi to się zrobi.
    Co za dużo to niezdrowo.
    A zdrowie jest najważniejsze.
    Powodzenia w Nowym Roku!

    PS. Konik? Taki malusi koniczek polski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konik? Jaki konik? Ja nic nie wiem. Raczej nie malusi, jeśli w ogóle i nie wiem czy taki polski. Zobaczymy.

      Usuń
  2. No to napisane, że skończyć koniarnie. Tam, jak sama nazwa wskazuje, będą kury przecież.

    OdpowiedzUsuń
  3. widział, widział

    OdpowiedzUsuń