24 stycznia 2016

Odwilż

Była zima. Już nie ma. Poszła sobie. To znaczy jeszcze kona, agonia jednak nie potrwa już długo, bo lać ma. Lać mają deszcze. Nie żeby mi to przeszkadzało, bo wody w stawie jak na lekarstwo. 

Noca temperatura spadała do kilkunastu stopni poniżej zera, a tu w dwanaście godzin zrobiło się sporo na plusie. Swoją drogą, trzeba będzie zainwestować w jakąś osłonę antyradiacyjną czujnika, bo fabryczna jest, jak widać na załączonym obrazku, raczej słaba. Wystarczy, że słoneczko zaświeci i według czujnika z Syberii robią się nam środkowe Włochy. Obawiam się, że latem może mu się wydawać, że wyemigrował do Arabii Saudyjskiej. Osłony ponoć robi się takowe z doniczkowych podstawek plastikowych. 


Zaczęśliśmy remont drugiego pokoju gościnnego. Jak on już będzie, to tylko korytarz jeden i drugi i można będzie chyba gości jakiś przyjąć pierwszych oficjalnie. Zobaczymy.

Na okoliczność remontu sprawiłem sobie ognisko. I to nie byle jakie, bo z 5 metrów płomienie miały. Przy dwunastostopniowym mrozie całkiem niezła możliwość złapania przeziębienia. Udało się jakoś bez.

No ale coś trzeba było zrobić z deskami ze stropu. Takimi deskami, co to całe są w glinie z piaskiem i mają przyczepione miliony gwoździków i drucików, których trzymała się słomiana mata. Której się tynk trzymał. 

Tak, jeszcze rok czy dwa temu pewnie bym te deski zachował. Poukładał, potem czyścił, potem wyciągał gwoździki. A teraz urządziłem w ogrodzie wielką stertę i wziąłem kanister z benzyną. Dość zbierania śmieci.

Ładnie się paliło i długo dość.


Ale deski to nie wszystko. Trzy przyczepy śmiecia wywiozłem. Skarbów nie odnotowałem. Jak ktoś chce jeszcze przeszukać, to leży za stawem. Tam droga ma być, to takie śmiecie w sam raz na początek.




Paskudy końskie już z nowego paśnika korzystają. Bez specjalnego przekonania, ale wyjścia innego nie ma. Siano przywieźliśmy w największy śnieg i po godzinie walki z żywiołem okazało się, że jednak trzeba będzie wziąć koparkę i trochę teren podrównać. 


A to jeszcze na koniec kot Tymczasowy. To znaczy, miał być tymczasowy, nazywa się Tymczas. Ma się dobrze. A po tymczasowości imię mu tylko pozostało.


Koniec.



6 komentarzy:

  1. Ten kot Tymczasowy to wielki i tłusty się zrobił. Pamiętam go jako takie małe chude coś, co krzywo chodziło, bo koń rozdeptał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, jak sąsiad nasz dekarz w tym roku ognisko wielkie zrobił, to zjarał pół jabłoni i pół śliwki. Co zresztą posłużyło mu potem za pretekst, żeby tę jabłoń wyrżnąć, a dobra jeszcze była.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kot ma szczęście, nie dość że tymczas mu się przedłuża, to jeszcze załapał się przed napisem KONIEC.

    OdpowiedzUsuń