9 sierpnia 2016

Rudolf

Od dziś jest z nami Rudolf. Rudy jest szetlandem nn i wygrał casting na przyjaciela dla Benka. Jest tradycyjnie okropnie zapasionym i dość rozpuszczonym szetlandem (robił za atrakcję przypałacowego parku jednego z hoteli), ale myślę że niezwykle bujne, urodzajne łąki orzechowickie, jak również pobyt na naszym paradise paddocku, na którym żeby przeżyć trzeba się jednak trochę poruszać, dość szybko to zmienią.

Jako że po Rudiego trzeba było przejechać pół kraju, uwadze naszej nie umknęły ciekawostki: na przykład zaproszenie na imprezę (przekazuję, może ktoś się wybierze?) czy uśmiechnięte zwierzątka narysowane na ciężarówce (w środku były świnki, ponieważ auto jechało na północ wnioskuję, że jakiś miły hodowca wysłał je nad morze na wakacje).



Na koniec jeszcze jakże urocze zdjęcie z tradycyjnych sianokosów, które udało się nam zrealizować na początku sierpnia (chociaż historia z sianem w tym roku bynajmniej nie jest jeszcze zakończona). Trzy takie kopki okazały się być dwoma pełnymi przyczpami, które trzeba było ręcznie wrzucić do snianiarni, bo przecież wyrzucić szkoda...

Smak i zapach tradycji pozostanie na długo w moim nosie, płucach i w zatokach. 



1 komentarz:

  1. Do sianokosów musiałabym przystąpić w pełnym rynsztunku- masce przeciwpyłowej i otumaniona sterydami wziewnymi...Taki tam psikus od Losu choć chyba raczej rodziców ;)

    OdpowiedzUsuń